Dzień dłużył mu się niemiłosiernie. Zastanawiał się czym to jest spowodowane. Tym, że przez tydzień to on wypełniał obowiązki dyrektora, czy tym, że miał dzisiaj szlaban z Granger. Właściwie nie zastanawiał się co jej zaserwuje jako "karę", a w głowie nie potrafiły mu się pokazać żadne racjonalne pomyśły.
Zboczony starze.
- Ja? To w takim razie jaka jest ona? - odpowiedział swojemu drugiemu "ja". Mógł, był w swoich komnatach, sam.
Małolatą, której hormony buzują.
- Oh, teraz zamierzasz jej zachowanie tłumaczyć hormonami?
- Czyje? - Wystraszył się, zdecydowanie wystraszyła go ta małolata która właśnie stała przed nim (prawdopodobnie znów zdjęła sama zabezpieczenia) i uśmiechała się pod nosem.
- Ile słyszałaś? - spytał czując, jak pierwszy raz od dawna czerwieni się na twarzy.
No pięknie, nie dość, że znów usłyszała jak ze sobą gadasz, to na dodatek się rumienisz!
- Mało. Od "Ja? W takim razie jaka jest ona?" - odpowiedziała spektakularnie naśladując głos nauczyciela, na co ten jeszcze mocniej się zaczerwienił, a ona zachichotłą pod nosem. - Słodko panu w czerwieni na policzka.
- Granger, ja nie jestem słodki! - wrzasnął na nią, ale na niej przestało to już robić wrażenie, wciąż śmiała się pod nosem i patrzyła na niego rozbawiona.
Nie chciałeś, to się teraz ciebie nie boi!
- Eh, Granger mam parę rzeczy do zrobienia, jak wiesz nie ma Minervy...
- To znaczy, że nie mam szlabanu?
- NIE... co? - Znów nagle jak wiosenna burza spadło na niego zdziwienie.
Granger była zawiedziona. I to jeszcze jak, nie kryła się z tym, że chce tu być, chce mieć szlaban! Ah... No tak, to nie z nim chce być, tylko nie chce być z Therlandem daltego jest zawiedziona.
Debilu, przecież w sobotę ci mówiła, że ma co do ciebie plany!
- Oficjalnie masz, ale nie będę cię tu trzymać. Przykrywka dla Therlanda, tyle. - Wzruszył ramionami po czym podszedł do swojej biblioteczki.
- To... Może mogę panu jakoś pomóć? - Odwrócił się gwałtownie. Znów zobaczył zawód w oczach i blady uśmiecch nadzieji na ustach.
- Jeśli chcesz siedzieć w tak ponurym miejscu z takim ponurakiem... - Rzucił tak po prostu przypominając sobie rozmowę z Minervą.
- Chce. W tym ponurym miejscy z takim ponurakiem. - Uśmiechnęła się promieniści. W normalnej sytuacji, przy innej osobie, gdyby to nie była Granger skrzywiłby się, ale jej uśmiech dodawał radości i kąciki ust Severusa podjechały lekko do góry.
- Zgoda. To odwalisz za mnie najgorszą robotę. - Wyrzucił z siebie wrednie się uśmiechając. - Sprawdzisz dzisiajsze fiolki i eseje wszystkich klas. Co powiesz na taką pomoc? - Był pewny, że się skrzywi, będzie chciała jednak sobie pójść.
- Jasne, eseje są na biurku? - Ona natomiast przyjęłą to swobodnie, jakby to było dla niej normalne.
- Tak... - Podeszła do biurka i siadła na jego krześle, co prawdę mówiąc nie przeszkadało mu. Chwyciła za pióro i pierszy esej, po czym uważnie zaczęła sprawdzać. Snape nie chcąc przedłużać tej przerwy pozostawił komentarze i spostrzeżenia na później.
Godziny mijały, a oni siedzieli każdy wykonując swoją własną pracę. W ciszy, nie przeszkadzając sobie nawzajem. Hermiona zgodnie z zadaniem sprawdziła wszystkie eseje i fiolki z eliksirami, jakie w dzisiejszym dniu wykonali uczniowie. Gdy spytała się, czy coś jeszcze może zrobić Severus nie odwracając wzroku od aktualnej pracy wskazał jej swój prywatny składzić i POPROSIŁ – tak, zrobił to bezwiednie – by spisała wszystkie brakujące składniki. Hermiona oczywiście bez najmniejszego sprzeciwu chciała wejść do składzika, jednak nie mogła sobie poradzić z jednym zaklęciem ochronnym. Poprosiła więc nauczyciela, by jej go otworzył. On natomiast tak po prostu powiedział jej jakie jest zaklęcie zdejmujące to, które chroni. Tak po prostu... Do swojego składzika, do drugiego miejsca w swoich komnatch, do którego nigdy w życiu nie zdradził możliwości przedarcia się. A jej powiedział jak może tam wejść, ba nawet w każdej chwili!
Severus natomiast w międzyczasie, gdy Hermiona załatwiała mu sprawy związane z jego przedmiotem zajmował się sprawami szkoły. Minerva pozostawiła mu parę listów z Ministerstwa, zaproszenie dyrektora Durmstrangu, niejakiego Miliasa Jarikova na spotkanie paktujące... Jak to dziwnie brzmi, czemu paktujące? Przecież już po wojnie... No nic, trudno. Dodatkowo były też różne papierzyska, takie jak ilości uzyskanych punktów domów na dany miesiąć, zażalenia nauczycieli i uczniów, oczywiście wróżby starej psychopatki, rozpiska pensji, zajęć, zastępstw... Wiele takich rzeczy, z którymi Severus nie miał doczynienia pierwszy raz, w końcu przyjaźnił się z dwojgiem dyrektorów szkoły, ale pierwszy raz musiał się nimi zająć. Hermiona bardzo ułatwiła mu sprawę. Chociaż miała gorsze zadania, to jednak skończyła szybciej i usiadła na kanapie obok niego, na swoim stałym już miejscu. Severus kątem oka zauważył jej obecność, więc wyciągnął różdżkę i przywołał szklanki i Ognistą.
- Napij się, należy ci się. - Co prawda nie widział jej miny, ale był pewny, że jest zaskoczona.
- Dziękuję...
- Nalej mi też, za chwilę skończę.
Tak też się stało. Nie minęło pięć minut, gdy odłożył pióro i zwinął ostatni pergamin. Odłożył wszostko na bok i złapał za pełną szklankę Ognistej. Gestem wziósł ją trochę wyżej, skinął głową i porozumiewawczo spojrzał na dziewczynę. Jego wzrok miał jej powiedzieć po prostu "dziękuję" i upił łyk swojego trunku.
- Przynieś mi eseje jakiejś kalsy – rozkazał, a ona już wstawała gdy znów usiadła.
- Może jakieś "proszę"? - odparła wyzywająco, co jemu się spodobało. Odłożył więc szklaneczkę na stolik, nachylił się nad nią i pocałował w policzek.
- Proszę – wymamrotał, a ona wstała i podeszła do biurka. Zabrała z niego plik papierów i podała nauczycielowi.
- Sprawdza pan czy nie ominęłam czegoś?
- Nie. Tak teraz sobie uświadomiłem, że przecież ty masz dobre serce i możesz im podwyższyć oceny – burknął przeglądając kartkę za kartką.
- Nie zrobiłam tego. Wiem jakie oceny pan wlepia ucznią, to po pierwsze. A po drugie... To naprawdę są tumany, nie wielu jest takich, co mają trochę zaniżoną ocenę – Jej wypowiedź byłą pełna emocji, co rozbawiło profesora. Zaśmiał się, ale nie tylko z wypowiedzi, ale również jej sensu.
- No proszę, ktoś podzielił moje cierpienie? - odparł żartobliwie, na co ona też się roześmiała. Odłożył kartki na stolik z satysfakcją stwierdzając, że rzeczywiście robiła to idealnie. - Dlatego zawsze miałem z tobą problem.
- Nie rozumiem. - Rzeczywiście jej mina przedstawiała niezrozumienie.
- Bo ty zawsze miałaś perfekcyjne prace. Godzinami siedziałem i wyszukiwałem jakiegoś szczegółu do którego bym mógł się doczepić.
- Nie wiem czy mam być teraz wściekła czy zaszczycona. - Oburzyła się, ale widział, że zdecydowanie nie na poważnie.
- Najlepiej, to jak będziesz rozbawiona. Mnie samego to teraz śmieszy. - Zgodnie z jego polecenie zaśmiała się delikatnie. Na moment zapadła cisza, ale Severus nie mógł pozwolić, by trzymała się długo, wiedział jak to się kończy. - Nie myślałaś kiedyś, by zostać nauczycielem?
- No... Myślałam.
- Ale?
- Ale jedynego przedmiotu jakiego bym chciała uczyć, to raczej nie dam rady zdać na egzaminach końcowych.... - mruknęła.
- Trudno mi uwierzyć, ale mam złe przeczucie, że mówisz o moim przedmiocie. - Spojrzała na niego przepraszająco. - Jednak?
Znów pozwolił, by cisza wkradła się miedzy nich. Ale nie zrobił tego przypadkowo, tym razem chciał przez chwilę pomyśleć.
- A co mi tam. Granger, zdasz te eliksiry, na całe sto procent, moja w tym głowa. Jeśli ci się nie uda, to... Ubiorę kolorową szatę. - Wypowiedział z powagą, ale dziewczyna i tak roześmiała się na wizję Severusa Snape w różowej szacie.
- Wie pan co, może niech pan w tej czarnej zostanie. - Żażartowała, a on spojrzał na nią litościwie. - No ale to znaczy, że zamierza mnie pan przygotować do egzaminów?
- Tak. Mamy mało czasu co prawda, jedynie cztery miesiące, ale jesteś bystrą dziewczynką, więc damy radę.
- Ja... nie wiem co mam powiedzieć, dziękuję profesorze. - Uśmiechnął się do niej życzliwie.
Wpadłeś po uszy Sev.
- Zaczniemy od jutra, co ty na to? Na szlabanie. - Pokiwała głową. - Świetnie. Czekaj, czyli mam rozumieć, że za parę lat wygryziesz mnie z mojego stanowiska? - Udał, że powoli się wścieka. Nachylił się nad nią niebezpiecznie i zobaczył, jak w jej oczach pojawia się przerażenie.
- Nie! Nie śmiałabym, naprawdę! - Wiedział, że mówi prawdę, ale pomimo to chciał się w to pobawić jeszcze bardziej.
- Ty mała wiedźmo, jak śmiesz kraść mi posadę?! - warknął, chociaż z trudem powstrzymywał śmiech widząc jak się czerwieni ze strachu.
- Chwila... Mała wiedźmo? - Wyraz jej twarzy diametralnie się zmienił i teraz patrzyła mu w oczy z podejrzeniem. - Co za żartowniś! - Uderzyła go delikatnie pięścią w tors i jej dłoń tak już pozostała. Patrzyła się na niego trochę zła, trochę rozbawiona, a trochę... No właśnie... Do tego znów podgryzła tą cholerną wargę!
Niebezpieczeństwo na dwunastej!
Zgadzał się ze swoim sumieniem, dlatego złapał za dłoń Hermiony, przejechał po niej parę razy kciukiem, po czym delikatnie pocałował dziewczynę. Delikatnie, z opanowaniem. Nie chciał jej wykorzystać. Gdy oddała pocałunek natychmiast musiał się wycofać inaczej skończyłoby się podobnie jak ostatnio, albo i gorzej. Widział zawód w jej oczach, na co jedynie się uśmiechnął i pogłaskał ją po policzku. Oparł się o swój fotel i wziął szklaneczkę do rąk.
- Ile wie panna Weasley? - odezwał się niespodziewanie.
- Słucham?
- Ile wie Weasley?
- Ale o czym? - Westchnął ciężko.
- No zgaduj. - Spojrzał na nią drugi raz tego dnia z pożałowaniem.
- Ale, że o.... o... - Palec wskazujący kręciłą od Severusa do siebie i na odwrót.
- Tak Granger, o nas. - Delikatnie ją uświadomił, a ona się zaczerwieniła. - Cokolwiek byś nie chciała, nie możesz zaprzeczyć, że nie ma żadnych nas. Ostatnie sytuacje o tym świadczą.
- Wiem. - Widział, że jakaś myśl przeszła jej przez głowę, ale nie chciał jej dopytywać, chyba bał się, że może to nie być scenariusz, jakiego on sam pragnął. - Ginny wie, że od pana pobytu w Norze trochę się działo. No... I moje własne odczucia. O ostatnich sytuacjach jej nie wspomniałam.
- I może na razie tego nie rób. Prędzej bym o tym porozmawiał z Minervą...
Co z resztą zrobisz.
- Zamknij się.... Przepraszam, Granger. W każdym razie, o jakich odczuciach tu mowa? - Spytał znów nagle, kiedy dziewczyna miała jawną nadzieję, że tego nie zrobi. Zarumieniła się.
- A czego pan chce ode mnie? - Zmieniła temat, nie chciała odpowiadać na pytanie, jakie było kluczowym elementem zagwostki jaka męczyła Severusa.
- Podjęcia przez ciebie decyzji. Słucham odpowiedzi na moje pytanie. - Poczuł się, jakby od dawna znał tą wymówkę. Czyżby był aż tak zdesperowany?
- Lubię pana. Nawet bardzo. Podoba mi się pan.... Ale moment, to nie jest prawdziwa odpowiedź! - Wybuchła nagle oburzeniem.
- A skąd wiesz? Podobam ci się? - Wpierw był szarmancki, po czym nagle znów zaskoczony.
- Bo wiem, że pan kłamie! Tak, podoba mi się pan! Cholernie! - Zaczęła krzyczeć powoli przestając panować nad sobą.
- Uspokój się Granger. Nie śpieszę się, bo ja jestem zdecydowany, ty jeszcze jesteś zagubiona.
- To źle brzmi, profesorze... - mruknęła, ale uspokoiła się.
- Czekaj, czekaj... Jak to było... Bo tobie tylko jedno w głowię! - Odwdzięczył się za ostatnią rozmowę
- Panie profesorze! - Znów się oburzyła, a on zastosował identyczny trik co poprzednio ona. Nachylił się nad jej uchem.
- I dobrze, bo widzisz, Hermiono, mi również. - Znów ucałował ją w policzek po czym zabrał ze stołu eseje i odniósł na biurko. Nastepnie wrócił, by zabrać dokumenty dyrektora i narzucił na siebie płaszcz, który jak zwykle zdjął w swoich komnatach.
- Idę odnieść to do gabinetu Minervy. Czekasz, czy wracasz już do siebie? - spytał zbliżając się do drzwi.
- Profesorze, czy pan... Chociaż mnie lubi? - To pytanie znów zaskoczyło Severusa. Nie obrócił się jednak, jedynie westchnął ciężko.
- Zostajesz tutaj, czy wracasz do wieży?
- Jeśli mogę, to zostanę jeszcze...
- To jeszcze cię lubię.
I wyszedł, teraz to on zrobił jej mętlik w głowie.
Co to miało znaczyć?
Nie wiedziała, ale czuła, że sprawia jej to przyjemność. W końcu powiedział, że ją lubi! A ona przecież chciała czegoś więcej... Tylko czy powinna? Ale przecież całowała się z nim. Z resztą całował ją nawet, gdy nie miało to mieć ciągu dalszego. Ale robił to. Czy to w policzek czy w usta. Czyżby Severus Snape, niedostępny nauczyciel jednak również jej chciał? Nagina dla niej zasady, tego była pewna. Pomaga jej ile tylko może, to też wiedziała. Podoba mu się... Tego pewna nie była, ale póki co wszystko na to wskazywało. Czyła się wyróżniona, chociaż na początku tego nie chciała. Na początku nie czuła do niego nic oprócz szacunku i współczucia. A teraz? Coś w niej pęka, coś mówi, że tylko on będzie w stanie sprostać jej wyzwaniu, wytrzymać jej trudny charakter. Tak, była świadoma tego, że nie jest łatwą kobietą. Dlatego też trzymała się raczej z dala od mężczyzn. Pamięta swój pierwszy raz... Ron nie byłby szęśliwy, że to nie z nim straciła dziewictwo. To, że nie krwawiła, gdy pierwszy raz się kochali łatwo mogła wytłumaczyć, Ron nie bardzo zagłębiał się w sprawy kobiet, więc trochę naciągnęła prawdę.
Jednak Severus był inny, on naprawdę chciał, by przebywała z nim. Pomimo jej denerwującego charakteru chciał ją mieć przy sobie. I szanował ją. Każdy wie, że Snape jest opryskliwy i dla niej nie robił wyjątku. Może wyżywał się na niej w mniejszy stopniu, otwierał się przed nią, ale zdecydowanie nie zmieniał się. A jej właściwie to nie przeszkadzało. Potrafiła sprawić, by jego opryskliwość zmieniła się w żartobliwość. On też był trudnym człowiekiem i chyba dlatego bądź co bądź dogadywali się.
Najbardziej zaskoczyło ją jednak wyznanie, że jej profesor mówi sam do siebie. Ale nie przestraszyło ją to ani nie obrzydziło. Hermiona zdaje sobie sprawę, że ludzie zyskują takie - jakby to nazwali psycholodzy – schorzenia na skutek jakiś przeżyć, a musiała przyznać, że Severusowi w życiu wrażeń nie brakowało. Może uda jej się później z nim o tym porozmawiać... O ile nie jest to temat tabu. Właściwie ciekawe czy Minerva i Lucjusz o tym wiedzą...
O dziwo stwierdziła, że nie chce w Snape nic "leczyć". Wiedziała, że jeszcze jest dużo rzeczy, o których o nim nie wie, ale zdecydowała się je poznać. Na razie bardzo pozytywnie ją zaskakiwał. Im więcej się dowiadywała o nim, jego przeszłości i skłonnościach tym bardziej jej się podobał, tym bardziej go pragnęła i tym bardziej... Uświadamiała sobie jaki ważny się dla niej staje.
W końcu to Severus był osobą, która wyciągnęła go z bagna i postawiła na nogi. A sądziła w pewnym momencie, że to już niemożliwe, że została rozbita, nie... Doszczętnie zniszczona. Ale jakimś cudem Severus pozbierał wszystkie jej element, chociaż sądziła, że jest ich za dużo i poskładał ją. Była mu za to tak bardzo wdzięczna. Dał jej nadzieję, pokazał, że jest wolna i może znowu być tą samą, niezależną Hermioną. A ona rzeczywiście zaczęła to zauważać. Już nie zastanawiała się nad tym co zrobi po szkole, gdzie zamieszka. Była pewna, że znadzie sobie pracę. Z resztą, jak sama nie da rady nic znaleźć, to na pewno Minerva czy Severus jej pomogą.
Nie pamiętała nawet kiedy to się wszystko tak ułożyło. Kłócili się często, bo oboje mieli jakieś problemy. Severus z przeszłością, a ona z teraźniejszością. On nie potrafi uwolnić się od zwor przeszłości, a ona nie wie jak radzić sobie z teraźniejszością. Ale on jej pomógł... O ona teraz chciała pomóć mu.... NIE! Nie chciała mu tylko pomóc, chciał mu zawsze pomagać, chciała przy nim być, podnosić go, kiedy upadnie, chronić... Głupia, miał racje gdy tak mówił. Przecież nie zechce pomocy od jakiejś gówniary.
Ale ona nie byłą "jakąś" gówniarą. Byłą osobą, przed którą się otworzył, którą pożądało jego ciało... Czy tylko ciało?
- Widzę, że naprawdę postanowiłaś tu zostać. - Wystraszyła się, gdy przy jej uchu zabrzmiał spokojny i szelmowski głos jej profesora. Natychmiast spojrzała na niego piorunująco, ale zarumieniła się.
- Tak, naprawdę tu zostałam – warknęła, ale on jak zawsze postanowił szybko ochłodzić jej nerwy.
- To ja naprawdę cię lubię. - Uśmiechnął się do niej po czym poczochrał ją po głowie i usiadł na swoim fotelu.
- Dlatego, że zostałam? - spytałą lekko nie dowierzając i naśladująć Mistrza Eliksirów podniosła jedną brew.
- Powiedzmy, że będę cię lubił dopóki znów głupio nie przestaniesz się do nie odzywać.
- Czy mam przez to rozumieć, że wręcz rząda pan mojego towarzystwa? - Kolejne, tym razem naśladująco wyzywające pytanie.
- Owszem.
Takiej odpowiedzi się nie spodziewała. Był w tym szczery, naprawdę chciał by była przy nim! Uśmiechnęła się do niego mimowolnie swym najbardziej uradowanym uśmiechem.
- Eh, jak ja nie lubię jak się tak uśmiechasz... - Wyrzucił z siebie nagle, tak samo jak nagle humor jej sklapł. Nie lubił też jak przepraszała, więc po prostu wbiła wzrok w kolana i nie odzywała się, aż nie poczuła jak siada koło niej. Spojrzała w tedy na niego pytająco.
- Bo jak widzę ten uśmiech, to nie potrafię się powstrzymać – wymruczał do jej ust i znów ją pocałował. Tak samo jak poprzednio, gdy oddała pocałunek chciał go przerwać, ale zbyt ją to irytowało więc gdy tylko się oddalił znów się w niego wbiła. Nie zaprotestował już i nie odsunął się. Całował ją, jakby łaknął powietrza. Przestała myśleć, pragnienie, by go posiąść było silniejsze od rozumy. Usiadła na nim okrakiem, a on natychmiast rękami złapał za jej pośladki, jednak ten gest wykonał delikatniej. Nie minęła sekunda, aż znów się od niej odunął, niezauważalnie, a na jej twarzy znów pojawił się grymas niezadowolenia.
- Oh, dziecino – wyszeptał, westchnął i pogłaskał ją po policzku. Już chciała coś powiedzieć, gdy znów ją pocałował. - Jeśli chcesz... To zgoda, może tak być jak jest teraz, bo ja sam tego chce. Jednak na razie... Nie mogę pozwolić na więcej.
Zaskoczył ją szczerością tych słów. Zaskoczył ją tym, że chce ją, że był w stanie trzeźwo myśleć w takim momencie, że... Potrafi się pohamować.
- Przepraszam profesorze... Ale chce, by tak było. - Spuściłą wzrok, jednak nie dlatego że była zawstydzona, ale z czystej potrzeby spojrzenia na jego ciało.
- Wiesz co... Powinienem ci teraz zaproponować przejście na "ty", ale... Podoba mi się jak mówisz do mnie "profesorze".
Kolejny szok i natychmiastowe NIE pozwolenie, by sobie to przemyślała. Wbił się w jej usta. Nie wiedziała jak długo się całowali, ale była szczęśliwa.
Rankiem pamiętał, jak po długiej sesji pocałunków i macania jej ciało pomijając części intymne... No może oprócz pośladków, Hermiona w końcu wyszeptała mu, że musi już iść. Zgodził się z tym, jednak nie chciał jej wypuszczać. W końcu jednak zrobił to i sam poszedł się położyć.
Właśnie zaproponowałeś jej niezobowiązujący romans...
- Wiem... Ale nie całkiem taki niezobowiązujący! - Odkrzyknął do swojego "ja".
Nie? A czy którekolwiek z was powiedziało, że chce by to był związek.
- Nie? Ale czy to ważne. Nie zawsze wszystko trzeba powiedzieć, by wiedzieć o co chodzi .
Och, doprawdy? Gnojek...
- Z jakiego niby powodu!?
Zachowujesz się jak gnojek, nastolatek.
- A nie tego chciałeś? Bym właśnie taki był ? Tym bardziej dla niej?
...
- Cisza? No patrzcie, czyżbym cię zagiął?
Spieprzaj.
- To ty i tak ze mną.
Spieprzaj na lekcje, bo jest już osma dwadzieścia!
Spojrzał na zegarek przy łóżku i uświadomił sobie, że jak nie zbierze się w dziesięć minut, to się spóźni.... A Severus Snape nigdy się nie spóźniał!
Wstał natychmiast z łóżka, w trzy minuty wziął prysznic, zaklęciem oszuszył włosy i założył na siebie szaty, by w pięć minut znaleźć się pod salą do eliksirów. Zrobił to idealnie, bo gdy machnął różką by otworzyć drzwi, właśnie zabrzmiał dzwonek na lekcje. Wszedł jako pierwszy i usiadł na swoim krześle.
Pierwszoroczniacy, banda małych, nieposłusznych skrzatów, które zamiast rozumu mają słodycze i psikusy. Jak zawsze Snape miał bardzo miłe podejście do swoich podopiecznych.
Lekcja bardzo go zdenerwowała. Co chwilę musiał upominać któregoś z bachorów, by nie bawiły się składnikami, albo by była cisza. Pod koniec lekcji oddał im eseje, które sprawdziła Hermiona – oh, ale był z tego zadowolony – po czym rozłożył się wygodnie na krześle odpoczywając po nieznośnych dzieciakach. Przetarł twarz, by po powrotnym otworzeniu oczu ujrzeć drobną istotkę przyglądającą mu się z lekko uchylonych drzwi.
- Nie chowaj się tak, wchodź Granger – odparł lekko się uśmiechając. Jednak uśmiech mu zbladł, gdy zobaczył, że nie wchodzi sama, ale z panną Weasley.
- Mi też się nie uśmiecha, że znowu muszę pana oglądać nadprogramowo – fuknęła na Severusa rudawa wiewiórka.
- Ginny, zaczynam się zastanawiać kto bardziej upodabnia się do profesora Snape, ja czy ty? - Oburzyła się znowu Hermiona.
- Oj, nie upodabniaj się do mnie, Granger, oj nie. - Parskną śmiechem na wizje Nietoperzycy Granger. - Natomiast mam złe przeczucia, że panna Weasley powoli przejmuje niektóre cechy brata... Odzywał się do mnie identycznie, chociaż wydaje mi się, że pani nie ma co do tego powodów. - Rzucił swój monolog, co sprawiło, że rudą dziewczynę na chwilę sparaliżowało, z czego natomiast skorzystała Hermiona.
- Czemu nie było pana na śniadaniu? - Zapytała chcąc zmienić temat.
- Hermiono! Przyszłaś tu tylko po to, by spytać się o prywatne życie profesora!? - Ty razem to ruda wydała się oburzona.
- Zaspałem, Granger, a zgadnij czemu. - Mruknął uśmiechając się podstępnie, na co dziewczyna się zarumieniła, a Weasley zdezorientowała.
- Rozumiem. To dobrze, martwiłam się.
- Powiem ci, że jest czym. Odkąd ukończyłem edukacje NIGDY nie zaspałem.
- Przepr....
- Granger! Wynocha stąd, ale już! - Zakrzyczał, a Weasley już była przerażona. Natomiast Hermiona uśmiechnęła się przepraszająco i zaczęła wycofywać ciągnąć za sobą Ginny.
- Do zobaczenia wieczorem, profesorze
Tym razem jej nie odpowiedział. Był na nią wściekły. Nie znosił jak go przepraszała za byle co. Wiedziała o tym, dlatego wycofała się... Bystra dziewczyna. Tylko co zrobić z Weasley... Hermiona podobno nie opisała jej co się dzieje, jednak latorośl rudzielców wydawała się zdawać z tego sprawę. Martwiło go to, bo dziewczyna widocznie go nieznosiła, a przeciez była przyjaciółką Granger.
To zbyt skomplikowane, by Severus teraz, w dzień, na trzeźwo mógł się nad tym zastanawiać. Natomiast przyszedł czas na kolejną lekcje...
Panna-Wiem-To-Wszystko pędziła w kierunku klasy do OPCM. W między czasie, by umilić sobie podróż:
- Ginny, o co ci chodzi? Za każdym razem kiedy z nim rozmawiamy ty musisz być taka okruptna. - Zbeształa rudowsłową.
- Ja jestem okrutna? A jaki on jest przez cały czas dla nas? - Poszła w odwet.
- Bo ma taki charakter! Daj mu spokój, dla mnie jest miły i założę się, że dla ciebie też by był gdyby nie te twoje wyskoki!
- Czy ty zawsze musisz go bronić? Nie poznaję cię, Hermi. Odkąd zaczęłaś mieć z nim taki bliski kontakt strasznie się zmieniłaś. Nie dość, że coraz częściej warczysz na innych to dotego robisz za adwokata!
- Ginny, ale on nie zasłużył na takie traktowanie.
- Może od ciebi nie zasłużył. Ok, rozumiem, pomógł ci. Ale to nie zmienia faktu, że jest kim jest. - W Hermionę wstąpiła nagła wściekłość. Wiedziała o co chodziło przyjaciółce, a to doprawdy było przegięcie.
- Spójrz lepiej na to, co ty robisz! - Warknęła i weszła do klasy pozostawiająć rudowłosą w oszołomieniu.
Usiadła w pierwszym żędzie i gdy już się wypakowała uświadomiła sobie jaki wielki błąd zrobiła. Spojrzała przed siebie i ujrzała uśmiechniętą buźkę profesora Dumiego Therlanda. Zawyła w duchu przez własną głupotę. Jednak poczuła, że ktoś siada koło niej. Znó zmieniła kierunek patrzecia i aż nie wyskoczyła z butów widząc niebieskie tęczówki.
- Draco? Co ty robisz? - wyszeptała do blondyna.
- Chce pogadać. O Snape. Mam informacje, ale aktualnie ty masz z nim lepszy kontakt. - On również szpetał. - No i ratuje cię przed jego pożerającym wzrokiem. - Kiwnął głową w stronę profesora.
- Skąd wiesz? - Ściągnęła brwi.
- Ginny mi powiedziała. Jest oburzona, że nie chcesz z nim iść, a ja się nie dziwię. Dobrze, że wybrałaś Snape. - Znów wymruczał.
- Ja nikogo... - Chciała zaprotestować, ale blondyn uciszył ją ręką.
- Dobra, dobra, ale ja wiem, że wuj wpadł po uszy.
- Co? - Znów ktoś zaciekawił ją tematem Snape, to powoli robiło się niedorzeczne.
- O tym później, jak chcesz. I bez Ginny... A teraz masz. - Podał jej zwój zapieczętowany woskiem, na której był dziwny symbol. Jakby drapnięcia... - Severus będzie wiedział. A i przekaż mu, że w najbliższą sobotę ojciec zaprasza jego oczywiście z osobą towarzysząco na herbatkę i ciasteczka. - Zachichotał, ale Hermiona widziała, że ma ochotę zaśmiać się całkowicie. Uderzyła go zwojem w rękę.
- Co wy wiecie, albo sobie wymyślacie?! - Była oburzona zachowaniem blondyna.
- Nic takiego, ale mówiłem, o tym na osobności.
- Panno Granger, panie Malfoy proszę zachować ciszę, pragnąłbym prowadzić lekcję w spokoju. - Nagle uwagę zwrócił im Therland, a oni postanowili się nie odzywać do końca lekcji. Hermionę bardzo korciło, by otworzyć ten zwój, jednak jeszcze bardziej była ciekawa symbolu na pieczęci. Bardzo chciała się dowiedzieć kto jest właściwielem. Nie potrafiła się do tego skupić na lekcji. Nie dość, że ciekawił ją zwój to do tego martwiło zachowanie Dracona. Usiadł z nią, gryfonką, co wciąż było nie do pomyślenia. Do tego te zaczepki o nią i Severusa... Właśnie, o nich! Czy oni wiedzieli, że są jacyś oni? Masło maślane...
- Dziękuję wam bardzo za dzisiajszą lekcję. Widzimy się jutro. I pamiętajcie o wypracowaniu! - Odrzekł nauczyciel wybijając Hermionę z jej rozmyślań. Wstała, spakowała si i wraz z Draconem zamierzała wyjść.
- Panno Granger, mogłaby pani zostać na chwilę? - Spojrzała błagalnie na Malfoya, jednak ten wzruszył tylko romionami i wskazał palcem, że poczeka przed klasą.
- Tak, profesorze? - Odwóciła się, a on poczekał, aż Draco zamknie za sobą drzwi.
- Podjęłaś już jakąś decyzję? - Zmienił głos z nauczycielskiego na swój wesolutki.
- Nie mogę z panem pójść – wyrzuciła z siebie czując, jak fala pytań mieści się w głowie nauczyciela.
- Dlaczego? - Zrobił się smutny, nawet za bardzo jak na dorosłego faceta.
- Mam szlaban z profesorem Snapem.
- Słucham? Oj, skoro to Sevuś to załatwię nam to moja droga – Uśmiech na nowo wpełz mu na twarz.
- No... Ja...
- Nie martw się, możesz już wybierać sukieneczkę. A teraz idź, bo spóźnisz się na lekcję.
Wyrzucił, wręcz wyrzucił ją z klasy. Wypchał i zamknął za nią drzwi. Czyżby wiedział, żę chce protestować? Czemu ten facet na siłę chce ją do siebie przekonać i odciągnąć od Snape?
Wzrokiem poszukała Dracona i znalazła go opartego o ścianę z rękowa w kieszeni. Patrzył na nią jakby zatroskany i rozbawiony w jednym.
- Co chciał? - zapytał nie kryjąc już śmiechu.
- Co teraz mamy? - Zlała jego pytanie.
- Zielarstwo. Ale co...
- Dobra, chodź do szklarni. Po drodzę ci wytłumaczę.
Dzień znowu mu się dłużył. Nie znosił tego stanu. Zawsze dni mijały mu szybko, nie potrafił znaleźć czasu na własne, prywatne życie. Natomist teraz... Miał go aż za dużo. Postanowił więc wybrać się do biblioteki. Do "szlabanu" z Hermioną pozostała jeszcze godzina, więc poszuka dla niej jakiś odpowiednich książek. Po drodze ukarał punktami paru gryfonów za używanie "niebezpiecznych" zaklęć na koytarzu i paru puchonów za bawienie się zabawkami z Magiczych Dowcipów Weasleyów. W końcu doszedł do skarbnicy wiedzy, gdzie oczywiście spotkał sporą liczbę krukonów i paru siódmorocznych ślizgonów. Przywitał się z bibliotekarką i od razu skierował do działu z eliksirami. Gdy miał już skręcać usłyszał męski, stłumiony śmiech. Wyjrzał ostrożnie za regał i ujrzał pękającego ze śmiechu ślizgona o blond włosach i denerwującą się, całą czerwoną burzę włosów, która wyciągała jakąś książkę z półki i proóbwała uspokoić rozmówcę.
- To takie śmieszne? - warknęła na niego.
- No powiem ci, że trochę tak. Widzę, że wasza zażyłość jest trochę większa niż sądziliśmy z ojcem. - Znów się zaśmiał.
- No i co z tego? Dobra znajomość i tyle.
- I tyle? Nie wyglądasz, jakbyś chciała z nim mieć tylko dobrą znajomość.
- O kim tak śmieszkujecie? - Severus nie mógł wytrzymać, bo domyślał się, że to o nim toczy się rozmowa. Oparł się o regał na wylocie przedziału i założył ręce na piersi przypatrując się dwójce winowajców. Winowajców, bo Hermiona właśnie wyglądała jak dziecko, które coś nabroiło. Nawiasem mówiąc, Severus o mało co nie rzucił się na nią przez to.
- Wcale nie o tobie, wuju. - Draco znów się zaśmiał i ukrył twarz w dłoniach.
- Granger, naprawdę sądzisz...
- Wiem, nie powinnam rozmawiać na takie tematy w takim miejscu. Przepraszam. - Normalnie wściekłby się na nią za przeprosiny, ale teraz miała trochę za co, więc podszedł trochę bliżej nich. - I w ogóle nie powinnam rozmawiać o tym.
- On i tak się domyśli, albo ode mnie dowie. Ale słusznie, Granger, nie w takim miejscu! - Tym razem to on "zawarczał" na nią.
- Przepraszam. - Spuściła wzrok... ZNOWU to robi, wkupuje się w jego łaski, ta mała cholerna wiedźma...
- Eh, już dobrze. Ciesz się, że tylko ja tu byłem i tylko ja to usłyszałem. Skończmy ten teamt. Czego tu szukacie? - odparł jakby od niechcenia.
- No... jakiś książek na lekcje... - mruknęła chcąc uświadomić Severusa, że właśnie szuka czegoś na ich dodatkowe lekcje.
- Nie wiedząc nawet co ci będzie potrzebne? - Uniósł jedną brew i kpiarsko się uśmiechnął.
- No... Bo domyślam się, żę wszystko będzie potrzebne.
- Jak zawsze, Panna-Muszę-Wiedzieć-Wszystko. - Zażartował sobie z niej, a Draco nie tracił na wesołym humorze.
- W bibliotece powinna panować cisza! - Młodziesz stanęła dęba słysząc głos pani Pince, natomiast Severus odwracał się chcąc przeprosić bibliotekarkę. Zamiast niej ujrzał jednak Therlanda i zaczął zabijać go wzrokiem.
- Witaj, Sev! Dobrze, że cię spotkałem, mam do ciebie sprawę! - Wyskowronił Daumie, a Severus spojrzał kątem oka na Hermionę. Była dalej spięta i miała prestraszony wzrok.
- NIE MÓW DO MNIE SEV! - Zaakcentował swoją nienawiść do przezwiska i człowieka, który właśnie go tak nazwał. - Czego?
- Panna Granger poinformowała mnie dzisiaj, że dałeś jej szlaban na sobotę. - Daumie zdawał się nie robić nic ze złego humoru Severusa.
- Już przyleciała się poskarżyć? Ma szlaban i co z tego?
- I chciałbym cię prosić, byś go odwołał.
HAHA, patrz jaki pewny siebie!
- Nie.
- Oh, no Sevuś, proszę cię, daj jej wolną sobotę.
- NIE.
- W zamian mogę ci poszukać tych rzadkich składników, jak za dawnych czasów.
- NIE. - Severusa powoli zaczynała denerwować upartość Daumiego.
- Co się stało, że nie chcesz zrobić koledze przysługi za rzadkie i drogie składniki?
- Panna Granger o mały włos nie rozwaliła mi całej klasy, a ty mi mówisz, że mam zrezygnować z przyjemności oglądania jej cierpienia podczas czyszczenia kociołków za składniki?
- Oh... To może... Niech nadrobi to na przykład w poniedziałek? Co ty na to? I ty będziesz zadowolony i ja.
- Nie rozśmieszaj mnie Daumie! - To był definitywny koniec rozmowy dla Therlanda. - Granger, widzę cię o dziewiętnastej w sobotę u mnie w klasie, jasne? - warknął na dziewczynę, ta tylko skinęła głową.
- Oj, no weź zrób ten jeden raz wyjątek, dyrektorze. - Ostatnie słowo zaakcentował słodko, jakby chciał się wkupić. Severus już wychodził z działu.
- Ciekawe co Minerva powie na to, że jej ukochany Daumieś nazywa dyrektorem kogoś innego. - Spojrzał jeszcze na Therlanda, który już się nie odezwał i wydawało się, że przez chwilę w jego oczach zagościła chęć mordu. Severus zignorował to i poszedł do działu Zakazanego. Tam postanowił poszukać ciekawych ksiąg na temat eliksirów. Znalazł ich parę i przez całą drogę powrotną do swoich komnat rozpierała go duma z pięknego zniszczenia marzeń Therlanda. Przy drzwiach do swoich komant spotkał Hermionę i Dracona.
- Nie powinieneś być ze swoją wiewiórką? - Opryskliwie zapytał Dracona.
- Właśnie jest z Potterem. - Odparł Dracon delikatnie mówiąc przygnębiony.
Jak szybko twojemu chrześniakowi zmienia się humor...
- Czemu nie weszliście? - Zmienił temat, kierując się tym razem do Hermiony.
- No bo pana tam nie ma...
- Wcześniej jakoś cię to nie obchodziło. Pomóż mi i otwórz, mam zajęte ręce. - Pogonił ją.
- Moment, to Hermiona może od tak wejść sobie do twoich komnat, a ja nigdy nie mogłem. - Spytał Draco, gdy znaleźli się już w środku i drzwi zamknęły się za nimi. Severus odłożył na stolik książki i z podstępnym uśmieszkiem zaszedł od tyłu Hemrionę.
- Bo widzisz Draco. - Objął w pasie Granger, po czym z żarliwością ją pocałował. Pocałunek może trwał z pięć sekund, ale gdy spojrzał na swojego chrześniaka ten siedział na ziemi, nie koniecznie przestraszony, ale zdecydowanie oszołomiony. - Hermiona ma taryfę ulgową. Sama sobie na nią zapracowała.
*** *** ***
Wybaczcie mi proszę, miałam problemy z internetem... Brak przez niecały miesiąc :C To było naprawdę nie fajne. Ale pewnie jak się spodziewaliście, to i tak chyba ostatni rozdział w te wakacje... No chyba, że jednak będę miała czas i wenę, bo na razie ani jednego ani drugiego nie mam...
Mam nadzieję, że się podobało
Dziękuję za poświęcenie czasu
B.
wtorek, 19 września 2017
środa, 30 sierpnia 2017
Rozdział X
Po
dobrej godzinie - niestety szczegółowego, chociaż
oprócz ostatniej sceny z poranka
- opowiadania starszej kobiecie o swoich nowych doznaniach i
przemyśleniach Severus musiał właśnie odpowiadać na jej
dociekliwe pytania. Znając Minervę bardzo dobrze wiedział, że
cokolwiek by się nie działo
musi na nie odpowiedzieć i to dokładnie, ponieważ jeśli tego nie
zrobi, to z pewnością kobieta nie pozwoli mu w spokoju wykonywać
zwyczajnych czynności, takich jak jedzenie i będzie skrupulatnie
poszukiwać odpowiedzi. Dlatego też siedział cierpliwie i jak na
przysłuchaniu wpatrywał się nieprzeniknionymi oczami w swoją
rozmówczynie powolutku sącząc Whisky, by zachować czujność.
-
Czyli już zdecydowałeś, że się przed nią otworzysz? - Kolejny
raz powtórzyła to pytanie.
-
Tak. - Odpowiedzi były krótkie i konkretne, inne nie były
opłacalne przy McGonagall.
-
No i zamierzasz ją uczynić kimś więcej?
-
To zależy o co pytasz.
-
Na przykład.... Znajomą?
-
Owszem.
-
Koleżanką? - Tym pytaniem Severus zrozumiał, że Minerva w końcu
zapyta o naprawdę "coś więcej".
- Tak Pierniku, chciałbym w przyszłości związać się ze swoją
uczennicą. - Odparł nie mając ochoty bawić się w kota i myszkę,
natomiast opiekunka Gryfonów westchnęła ale patrzyła na niego
uśmiechnięta.
-
Hermiona jest od ciebie o tyle lat młodsza...
-
Chcesz mnie zniesmaczyć do mojej decyzji? - Warknął poirytowany.
-
Ależ nie, moim zdaniem oboje zasługujecie na szczęście. Jednak
chciałabym, byś był pewny tej decyzji.
-
Jestem.... - Odpowiedział, jednak w jego głosie pojawiła się
nutka niepewności
-
Severusie... Nie ma co ukrywać, jesteś od niej o dużo starszy.
-
Wiem.
-
Hermiona to dobra, wesoła dziewczyna, natomiast ty jesteś
ponurakiem....
-
Przecież wiem jaki jestem!
-
Nie denerwuj się tak, nie mówię tego po to byś krzyczał. Po
prostu między wami może i pojawi się jakieś uczucie, jednak
podtrzymanie go może być dla was problemem.
-
Do czego teraz zmierzasz? - Pośpieszył swoją przełożoną.
-
Do tego, byś zmienił swój sposób zachowania w stosunku do panny
Granger.
-
Minerva, od lat jestem taki jaki jestem. Myślisz, że tak łatwo
będzie mnie zmienić?
-
Nie, dlatego sugeruję, żebyś wpierw porozmawiał z Hemrioną.
-
Przemyślę to. Pomimo tego, co właśnie przed chwilą ci
powiedziałem, to nie zamierzam się spieszyć.
-
Rozumiem. Cieszy mnie to.
Zapadła
cisza podczas której Snape dopił swoją Ognistą i postanowił
zakończyć tą rozmowę.
Jednak miał jeszcze jedno pytanie, które niezwłocznie chciał
zadać swojej przyjaciółce.
-
Czy wpadłaś na jakieś pomysły dotyczący tego czegoś co mnie
zaatakowało?
-
Oh, niestety nie. Wysłałam sowę do Kingsleya i czekam jeszcze na
odpowiedź. Jak tylko czegoś się dowiem to od razu cię o tym
powiadomię.
-
Dobra. Będę się już zbierać. - Wstał z fotela i podszedł do
drzwi.
-
Severusie... - Usłyszał swoje imię, gdy był tuż przy drzwiach.
Westchnął poirytowany, że znów na odchodnym kobieta musi
poczęstować go swoją prośbą. Pomimo to, odwrócił się ze
wzrokiem "zabiję cię... znowu".
-
Co tym razem mam dla ciebie uczynić? - Warknął.
- Kochasz ją? - Nie spodziewał się takiego pytania, tak nagle, gdy
ten temat został już zakończony. Sam sobie nawet nie zadał tego
pytania, nie zastanawiał się nad czymś takim.
-
Nie – odparł, gdy pierwszy szok go opuścił, po czym obrócił
się do drzwi i otworzył je. - Chyba...
Dni
znów pośpiesznie mijały. Hermiona od tygodnia nie pokazała się u
niego w komnatach, co odrobinę go zmartwiło.
Codziennie, gdy nie przychodziła o jej zwykłej godzinie zastanawiał
się, czy coś się nie stało. Zaczął się bać, czy może Weasley
jednak nie zechciał się na niej zemścić. Jednak następnego dnia
widział ją chichoczącą i plotkującą ze swoją przyjaciółką.
Trochę go to drażniło,
tym bardziej po tym, jak się do niej przytulał. Czy ją to uraziło,
przestraszyło? Nie miał pojęcia co sprawiło, że zaczęła się
od niego oddalać, jednak wprawiało go to w zdenerwowanie, bo gdy
tego chciał to ona jak rzep przyczepiła się i nie puszczała, a
teraz, gdy brak jej obecności sprawiał mu delikatnie mówiąc ból,
to ona jak na złość oddalała się jeszcze bardziej.
Nadszedł
weekend, dokładniej mówiąc weekend wypadu do Hogsmead. Severus
zgodził się, by pójść z uczniami jako trzeci opiekun. Szła
również Minerva i na nieszczęście Therland. Zszedł więc w
sobotni poranek do Sali Wejściowej, w której czekali już
zniecierpliwieni uczniowie oraz Filtch z Daumiem sprawdzający
obecność i pozwolenia. Stanął na ostatnim stopniu przypatrując
się zgrai bezmyślnie rechoczących bachorów. Nagle, w tej zgrai
dostrzegł burzę niesfornych loków, która pierwszy raz od tygodnia
patrzyła na niego. Wraz z nią stała Ginny i Draco, którzy śmiali
się miedzy sobą. Severus postanowił znów odbyć z nią walkę na wzrok. Patrzył w jej oczy, głęboko, przenikliwie starając się
nie pozwolić jakiemukolwiek uczuciu wydostać się na zewnątrz.
Hermiona nie spuszczała wzroku, przyjęła wyzwanie, co sprawiło,
że w jego głowie pojawił się jeszcze większy mętlik.
-
Witaj, Severusie... - Usłyszał za sobą głos dyrektorki, jednak
jeszcze przez chwilę patrzył się na Granger. - Severusie, nie
patrzy się tak na pannę Granger, bo robi się to podejrzane. - Tym
razem kobieta wyszeptała mu blisko ucha, co otrzeźwiło mężczynę.
Spojrzał na przełożoną ze swoim obojętnym wzrokiem. Ona
uśmiechnęła się pobłażliwie, pokręciła głową po czym zeszła
całkiem ze schodów i wyszła przed budynek otwierając na oścież
drzwi.
-
Zapraszam, moi drodzy. Grzecznie i w parach proszę! - Krzyknęła,
po czym uczniowie ustawili się w pary. Nauczyciele natomiast szli:
na przedzie Minerva, po boku Daumie, a na samym końcu Severus, który
dostrzegł jedynie, że w środku Daumie rozmawia z Hermioną, co
wywołało w nim dziwny niepokój.
Gdy
doszli do wioski uczniowie jak zawsze rozbiegli się po sklepach,
natomiast Minerva wraz z Daumiem skierowali się od razu do gospody
pod Trzema Miotłami. Severus również zaczął się tam kierować,
gdy w jego głowie zaświeciła się lampka.
Idź
do Świńskiego Łba, może tam się czegoś dowiesz.
Jego
głosik miał całkowitą rację, więc Severus założywszy kaptur
peleryny na głowę skierował się do dość specyficznej gospody.
Gdy już znalazł się przy starych, zniszczonych drzwiach otworzył
je i wszedł do pełnego dziwnych istot pomieszczenia. Podszedł do
lady i zamówił Ognistą, która
w rzeczywistości była bardzo rozcieńczona i usiadł w najdalszym
kącie gospody. Zaczął się rozglądać po klienteli. Paru
zniszczonych życiem czarodziejów, rozczochranych i podartych
sączyło swoje trunki ledwo utrzymując głowę nad kuflem. Parę innych czarownic, które zapewne były, jak to mawiając w środowisku
wykwalifikowanych czarodziejów i czarownic, Sabatoniczkami
plotkowały żywo, już
podpite. Na
dobrą sprawę Severus również był Sabatonikiem. Są to osoby
pałające się Czarną Magią, jednak tylko w dziedzinie eliksirów
i w żadnym wypadku nie po to, by stać się śmierciożercą,
chociaż wielu z nich właśnie tak kończy. Często organizują też
tak zwane Sabaty, na których rozmawiają o swoich ostatnich
wynalazkach, eksperymentach czy też pomysłach. Mało osób wie, że
sam Nicholas Flamel należał do Sabatoników, dzięki którym
obmyślił kamień filozoficzny. Severus natomiast na Sabacie był
jedynie dwa razy. Pierwszy raz, w młodości, gdy Czarna Magia
dopiero go zachwycała.
Drugi natomiast z Dumbledorem, gdy ten chciał sprawdzić, czy
organizacje te zagrażają światu czarodziejów, czy można na nie
przymknąć oko. Jednak doszedł do wniosku, że
są to po prostu swego rodzaju naukowcy, pragnący jedynie zdobywać
wiedzę i zostawił ich w spokoju.
Dalej
Snape zauważył hazardzistów i małych przestępców, na przykład
złodziei czy innych tego typu ludzi. Nic, jak i nikt nie przykuł
jego uwagi, życie znów było spokojnie prowadzone.
Po
chwili, wśród gwaru usłyszał ciche pukanie. Zdziwiony znów
zaczął się rozglądać, jednak obok siebie ujrzał zakapturzoną postać. Kaptur idealnie zakrywał jego twarz,
więc Severus zakwalifikował
ją jako podejrzaną. Dziwny typ wskazał ręką
w czarnej rękawiczce na
krzesło naprzeciw Severus, a ten uznał to za pytanie i skinął
swoim kapturem. Postać się
przysiadła, nie miała ze sobą żadnego kufla, nic. Severus czuł
na sobie wzrok przyglądający mu się z cienia, spod kaptura.
-
Słucham. - Ciszę między nimi przerwał Severus, delikatnie
starając się zmodyfikować swój głos, by postać nie rozpoznała
go.
-
Czego tu szukasz, Severusie? - Odpowiedziała mu postać znając jego
imię, wiedząc kim jest, co przeraziło Severusa.
-
Niczego szczególnego. - Zaczął mówić już normalnie.
-
Doprawdy? A mi się wydawało, że poszukujesz człowieka w masce...
Severusa
zmroziło jeszcze bardziej. Wiedział kim jest, wiedział, że czegoś szuka... Przecież o jego prześladowcy wiedziały tylko dwie osoby!
Jakim cudem wiedział o nim ten typ?
-
Nie rozumiem.... - mruknął starając się przebić mrok, dostrzec
twarz rozmówcy.
-
Jak to nie rozumiesz? Czyżbyś już o mnie zapomniał?
Kaptur,
jakby niewidzialne ręka chwyciła go i pociągnęła, spadł z głowy
rozmówcy, a przed Severusem pojawiła się biała maska, z grymasem
podobnym do uśmiechu i czerwonymi oczami. W nauczyciela uderzyło
przerażenie, nagły napad paniki. Wstał z miejsca, złapał różdżkę
w dłoń i celując nią w zamaskowanego człowieka powoli zaczął
go okrążać w stronę wyjścia.
-
Ależ spokojnie, Severusie. Nie zamierzam z tobą walczyć. Sprawie
ci w życiu większy ból niż śmierć, czy tortury. Możesz
uciekać, a ja i tak zawsze będę przy tobie. Nie uciekniesz mi już,
nigdy.
Gdy
padły te słowa Severus szybkim krokiem oddalił się od
prześladowcy i wyszedł z gospody. Co chwile spoglądając za siebie
doszedł, wręcz dobiegł do Trzech Mioteł. Wparował do budynku
szybko i z hukiem po czym nie zwracając uwagi na Rosmertę odszukał
wzrokiem Minervę i podszedł do niej. Dosiadł się bez pytania do
stolika i cały zlany potem zaczął uspokajać swój oddech.
-
Severusie, co się stało?! - Minervę również ogarnęła panika,
przerażenie. Dotknęła czoła Snape, jednak ten instynktownie
odsunął się od jej ręki.
-
Maska... On znów się pojawił.
Gdy
jego oddech się unormował wytarł czoło po czym ze szczegółami
zaczął opowiadać o swojej przygodzie w "Pod Świńskim Łbem".
Trzy
stoliki dalej podenerwowana gryfonka przyglądała się całej
sytuacji ze zdezorientowaniem. Wraz ze swoją przyjaciółką przyszły
tu, by napić się Kremowego Piwa. Jednak wparowanie całego
zadyszanego i spoconego Severusa Snape do gospody było niecodziennym
widokiem. Dodatkowo dziewczyna zarejestrowała fakt, że odrzucił
pomocną dłoń swojej przyjaciółki, podczas gdy jej dotyku
czasem wręcz pragnął.
-
Hermiono, domyślasz się może o co chodzi? - Spytała ją Ginny,
podczas gdy obie przyglądały się swoim nauczycielom.
-
Nie, ale może uda mi się czegoś dowiedzieć... - Już miała
wstawać, gdy nagle poczuła jak męska dłoń delikatnie pcha ją w
dół. Spojrzała więc za siebie i ujrzała ich nowego nauczyciela,
Daumiego Therlanda, do którego nie pałała zbytnią sympatią,
jednak on jakoś bardzo chciał przebywać blisko niej.
-
Usiądź moja droga, nie przejmuj się Sevem. Pewnie to nic
wielkiego. Znam go od lat, to u niego normalne. - Odparł wesoło
przysiadając na krześle obok niej.
-
No... dobrze, profesorze. – Lekko skrzywiła się siadając, jednak
wciąż patrzyła na stolik dalej.
-
Powiedzcie mi, drogie panie, jak wam się podoba moje nauczanie?
Dobrym jestem nauczycielem? Czy może lepszym byłby Severus, bo w
końcu tak bardzo ubiegał się o tą posadę. W sumie, to naprawdę
mi go szkoda. Zawsze go podziwiałem. Nie ważne, co by się działo,
Sev zawsze dążył do swojego celu. Zazwyczaj nie zważał na zdanie
innych. Chociaż było parę osób, które skutecznie potrafiły go
zahamować. Żeby było śmieszniej to gryfoni i gryfonki. Ulegał
oczywiście Dumbledorowi. Szanował też zdanie Minervy. Jednak
najbardziej podatny był na to, co mówiła Lilly Evans, pewnie
wiecie o kim mówię.
-
Tak profesorze, wiemy. A czy profesor wie może, jakim to sposobem
profesor Snape stał się potem tym kim się stał.
- Nagle Hermionę zaciekawiła ta rozmowa. Miała wrażenie, że temat
Snape jest aktualnie dla niej jednym z najciekawszych.
-
Oh, a czy to ważne? Z resztą, Sevuś zawsze był taki zamknięty w
sobie, doprawdy nie wiem co z nim robić, ale nie mam ochoty narażać
się znowu na jego zły humor. Słuchaj, Hermiono. Niedługo odbywa
się bal, tu w wiosce...
-
W wiosce? Bal? Nigdy o tym nie słyszałam – odparła szczerze
zaskoczona, jednak w głowie coś podpowiadało jej, że to zły
omen.
-
Tak. Nie słyszałaś, bo Hogwart jakoś nie lubi puszczać swoich
uczniów gdzieś bez opieki bądź powodu. W każdym razie to bal na
cześć założyciela wioski. Ot, taka mała uroczystość. Wybieram
się na nią. Czy może miałabyś ochotę wybrać się na niego ze
mną?
Hermiona
usłyszawszy te słowa aż jęknęła w duchu z niechęci. Napiła
się swojego piwa, by zagrać na czas i pomyśleć jakby się
wykręcić.
-
Ale profesorze, jestem pana uczennicą, czy to niestosowne? -
Przemyślała każde słowa i ton w jaki je wypowiadała mając
nadzieję, że z sukcesem nauczyciel zda sobie sprawę, że jednak
nie może takich rzeczy proponować uczennicy.
-
Oh, zaraz niestosowne. To tylko niewinny, mały wypad do Hogsmead.
Poza tym jesteś w Hogwarcie raczej ponadprogramowo, niektóre reguły
mogą cię nie obejmować.
-
No nie wiem. Proszę wybaczyć...
-
Prosiłbym, byś chociaż przemyślała moją prośbę. - Odparł i
spojrzał na nią jak szczeniaczek.
-
Dobrze, profesorze, przemyślę.
-
Oh, to świetnie! Bal odbywa się w następną sobotę, więc czekam
na odpowiedź do piątku, zgoda? - Uśmiechnął się do niej tak
promieniście, że Hermionie prawie oczy oślepły. Nagle
stwierdziła, żę podchodzi do niego jak Snape do wszystkich...
-
Zgoda.
-
Świetnie! Dziękuję. No ja już muszę się zbierać. Zostało mi
parę zakupów, a za godzinę wracamy do Hogwartu. Dziękuję panią
za przemiłe towarzystwo i do zobaczenia. - Ucałował obie w dłoń
przy czym na dłoni Hermiony pozostał o parę sekund za dużo.
-
Hermiona, przecież on cię podrywa! - odezwała się rudowłosa
będąc już pewna, że blondyn
wyszedł z gospody.
-
Wiem – mruknęła niezadowolona Hermiona opierając głowę na
ręce.
-
Niezłego masz farta! - Roześmiała się młodsza z dziewczyn.
-
Farta?! Nie lubię go, a co dopiero coś więcej... - Oburzyła się
znów spoglądając na stolik przy którym siedział Snape. Szybko
coś mówił przy czym gestykulował.
-
Ach, zapomniałam! Przecież ty wolisz wredne Nietoperze, niż
przystojnych blondynów.
-
Nie nazywaj Severusa Nietoperzem. Poza tym, to nie tak, że kogoś
wolę czy też nie. Nie mam ochoty umawiać się z jakimś wiecznie
uśmiechniętym, dzieciakowatym facetem, który nie ma nic poza tą
gładką buziunią - Warknęła w stronę koleżanki.
-
No powiem ci, że obecność Snape ci nie służy... - odparła lekko
zmieszana, jednak wciąż rozbawiona ruda.
-
Co masz na myśli? - mruknęła znowu kładąc głowę na ręce
zrezygnowana całym zajściem.
-
A to, że stałaś się wredna i trochę opryskliwa, jak on. I odkąd
przeszkadza ci to, że ktoś się uśmiecha?
-
Nie przeszkadza, ale Ginny, nie widzisz tego, że jego uśmiech jest
przyklejony, sztuczny?
-
Yyy.... Nie? Oh, daj już spokój. Chodź lepiej jeszcze jakieś
dobroci pokupować, bo zaraz się zbieramy.
Po
powrocie z wioski, wieczorem Severus siedział w swoim ukochanym
fotelu, lecz zamiast czytać
jakąś ciekawą książkę, miał na stoliku rozsypane pozapisywane
pergaminy, na których leżały książki. Przeglądał jedną z nich
oraz zapisywał z niej to, co wydawało mu się ważne. Był w
transie, nie myślał nawet jak wygląda i czy cokolwiek dzisiaj
zjadł. Jedyne, o czym myślał to notatki przed nim, książki z
informacjami oraz Whisky, która aktualnie była w dwóch trzecich
opróżniona. Czuł, że jest mu po niej już dobrze, jednak nie
zamierzał zaniechać swoich działań.
Z
tego amoku wyrwało go ciche, ale wyraźnie w takiej cichy pukanie do
drzwi. Westchnął i przeklinając pod nosem chwiejnym krokiem
podszedł do drzwi. Otworzył je z zamachem nie zdając sobie sprawy
jak wygląda. Spojrzał na stojącą w osłupieniu gryfonkę z burzą
loków.
-
Chyba... Przyszłam nie w porę. - Zarumieniła się, po czym
obróciła na pięcie i gdy chciała odejść Severus pchany
alkoholową odwagą złapał ją za łokieć i wciągnął do środka
swoich
komnat. Zrobił to odrobinę
za mocno, co sprawiło, że będąc już w środku zaplątała się o
własne nogi i poleciała
do tyłu. Snape, chociaż już mocno odurzony alkoholem spróbował
ją złapać, jednak zaburzona równowaga sprawiła, że oboje się
przewrócili. Efektem tego był przepiękny, jakże uroczy obrazek
Severusa Snape skrzywionego z bólu, z rozpiętą koszulą wręcz do
połowy, potarganymi włosami i lekkim zarostem, na którego kroczu, a
był ubrany jedynie w czarne bokserki leżała głową – jednakże
nie twarzą – Hermiona Granger we własnej osobie, której
natomiast policzki płonęły z niewymownego zażenowania. Dziewczyna
pisnęła z przerażenia, zerwała się natychmiast i domknęła
drzwi komnat profesora, czego on sam nie zdążył zrobić. Severus
natomiast zaczął się gramolić i usiadł na podłodze.
-
Co ty jesteś, zwierze jakieś, żeby takie dźwięki z siebie
wydawać? - odparł odrobinę złośliwie, a odrobinie rozbawiony.
Hermiona zlustrowała go szybko wzrokiem po czym odwóciła głowę.
Jednak Severus zauważył, że co chwilę spogląda na niego tym
samym wzrokiem, którym obdażyła go w trakcie zapinania koszuli.
Zdezorientowało to profesora, więc spojrzał po sobie i zrozumiał
jej dziwne zachowanie. Wybuchnął przy niej kolejeny raz
niekontrolowanym śmiechem. Gdy się opamiętał wstał z podłogi.
-
Przepraszam Granger, doprawdy zapomniałem o tym. - Otarł małą
łzę, która zakręciła mu się w kącie oka. - No ale już,
uspokój się, przecież nie pierwszy raz widzisz pół rozebranego
faceta. - Podśmiewając pod nosem skierował się do
swojej sypialni.
-
TAKIEGO faceta, pierwszy raz – mruknęła pod nosem znów
zapominając, że Severus w swoich komnatach dosłyszy wszystko.
- Co to miało znaczy? - Odwrócił się i zapytał, ale postarał się
by jego głos nie zabrzmiał... Jakby był zły.
-
Nic profesorze, przepraszam. - Spuściła wzrok, ale nie na podłogę,
jakby za pewne chciała by wyglądało, ale na bokserki Severusa.
-
Nie przepraszaj Granger, po prostu chce wiedzieć co... Co myślisz
na ten temat?
-
Na ten temat, czy na twój temat? - znów mruknęła.
-
Nie zapominaj, że wszystko słyszę. - Można powiedzieć, że
pouczył swoją uczennicę, która po tym spojrzała na niego znów
przepraszająco, jednak jego uśmiech mówił, że nie ma za co
przepraszać. - Skoro się domyśliłaś to powiedź mi, co sądzisz
o mnie.
-
To może najpierw się pan ubierze? - Poprosiła, jednak zamiast to
zrobić, alkohol i sytuacja wprawiły Severusa w bardzo wesoły
nastrój.
-
Nie. Jestem u siebie, nie muszę. - Znów uśmiechnął się, trochę
wyzywająco i oparł o ścianę.
-
No błagam! - zawyła gryfonka, co sprawiło, że Severusowi
zachciało się uśmiechnąć wyzywająco.
-
A czemuż to?
-
Czy pan chce się odwdzięczyć za Norę? - Gdy wspomniała o tym,
Snape przypomniał sobie, jak przez chwilę mieszkał u niej, a ona
chodziła w samym staniku i spodniach.
-
Może i bym chciał, ale nie uda mi się to. - Spojrzała na niego
zaciekawiona na chwilę odkładając prośby o ubranie się na bok.
- Bo wiesz, ja widząc pół nagą ciebie czułem pożądanie, a ty
widząc pół nagiego mnie raczej czujesz...
-
To nie ma żadnej różnicy – znowu mruknęła patrząc tym razem
na swoje buty.
-
Granger, przypominam...
-
Wiem, słyszy to pan. Ma pan odpowiedź na swoje pytanie. Dlatego
chce, by się pan ubrał.
- Co... - Osłupiał. Nie
dowierzał w to co usłyszał.
-
Oh, no... - Podreptała odrobinę w miejscu, pokręciła
głową we wszystkie strony by w końcu spojrzeć na niego tym
łaknącym wzrokiem. - Podniecam się jak tak pan wygląda. -
Wyrzuciła z siebie. Severusa osłupiały i zdezorientowany ruszył
się z miejsca, w szedł do swojej sypialni. Jednak zamiast się
ubrać usiadł na skraju łóżka i złapał się dłońmi za głowę.
Poczochrał sobie włosy z trudem zastanawiając się nad sytuacją.
Głupi,
nad czym myśleć. Odwzajemnij jej to, pogadaj z nią o tym.
- Ja nie wiem, nie dam rady.
Ty
nie dasz rady?! No już debilu!
-
Granger! Chodź no tu! - krzyknął przywołując swoją uczennicę,
chociaż dla niego nie tylko uczennicę.
Weszła
do pokoju powoli, ostrożnie, a gdy zobaczyła, że wciąż się nie
ubrał zagryzła wargę. I patrzyła się na niego.
-
Nie rób tego – wydukał patrząc na nią jak najbardziej poważnie,
ale z trudem panując nad rządzą.
-
Czego?
-
Nie przygryzaj warg.
-
Ale... Czemu? - odparła czerwona. Parsknął śmiechem.
-
A czy sam przed chwilą nie powiedziałem ci, że najchętniej to
bym.... - Powstrzymał się, bał się tych słów, bał się, że
znów spróbuje uciec.
-
Co? Co by pan zrobił? - Zobaczył, że niepewność i strach
odeszył, a na ich miejscu pojawiła się ciekawość i odwaga.
-
Nic, nieważne Granger. - Spojrzał w bok.
-
Nie? To po co mnie tu wołałeś? - Poczuł jak ciepły, mały ciężar
pojawił się na jego kolanach, a gdy spojrzał przed siebie ujrzał
dwa okrągłe wybrzuszenia zakryte sweterkiem z mundurka. Spojrzał
wyrzej, na gryfonkę. Przyglądała mu się z ciekawością i iskrą,
która zwiastowała pożądanie.
- Hamuj.... Hamuj się Granger... - Chciał ją doprowadzić do porządku, ale oszukiwał tylko samego siebie. Uśmiechnęła się na
to podstępnie, jego głos nie był przekonywujący, wiedział o tym.
- Cholerna jesteś, ty mała
wredna wiedźmo.
Nie
dał jej jednak szans na odpyskowanie, natychmiast wbił się w jej
usta. Mocno, bez opanowania. A ona przyjęła to z zachłannością.
Po paru dobrych minutach kradnięcia sobie pocałunków Severus
położył się na łóżku czując, że pragnie więcej. Włóżył
więc ręce pod jej sweterek i koszulkę. Zaczął błądzić po jej
plecach napawając się każdym ruchem jej mięśni, każdym
milimetrem ciała. Hermionie najwidoczniej podobało się to, gdyż
dyszała przyjemnie i podgryzała jego wargi. Gdy jego ręce
zabłądziły na tyle, by znaleźć się na brzuchu dziewczyny i
zmierzały w okolice klatki piersiowej gryfonka zaczęła całować
szyję swojego profesora powoli, całus za całusem, kierując się
na tors. Nagle, jak kubeł zimnej wody na Severusa spadło
opanowanie.
Nie
miałeś się z nią kochać!
Wyjął
ręce spod swetra, odciągnął jej twarz od obojczyka, Po czym
zrzucił ją obok na łóżko. Gdy usiadł zobaczył, jak dziewczyna
ma odrobinę nadziei na ciąg dalszy, co rozbawiło go, zasmuciło i
zadowoliło na raz. Uśmiechnął się więć ze smutkiem, pogładził
ją po policzku i otworzył swoją szafę. Wyjął z niej dresowe
spodnie i narzucił na siebie. Koszule również zdjął, jednak na jej
miejsce nie dał już nic. Wyszedł bez słowa ze swojej sypialni i
podszedł do stołu na którym wciąż stała resztka Whisky. Wziął
butelkę do rąk i upił łyk. Czuł, jak jego męskość pulsuje,
wiedział, że nie jest zadowolona... On z resztą też nie był, ale
za szybko, nie mógł tak wykorzystać tej dziewczyny.
Usłyszał,
jak drzwi do sypialni znów się otwierają. Wyszła z nich zmieszana
gryfonka odgarniając z twarzy włosy. Usiadł więc w swoim fotelu i
spojrzał na nią w zastanowieniu.
-
Dawno nie przychodziłaś, coś się stało? - spytał wskazując jej
miejsce na kanapie. Posłusznie na niej usiadła.
-
Ja... myślałam, że raczej nie ma pan ochoty mnie oglądać... -
odpowiedziała znów się rumieniąc.
-
Głupia.... Denerwujesz mnie, ale przyzwyczaiłem się do twojego
towarzystwa. - Upewnił ją, jednak wiedział, że szybko się do tego
nie przekona. - Skoro tak sądziłaś, to co się stało, że teraz
raczyłaś zaszczycić mnie swoją obecnością.
-
No bo... - Przez chwilę wahała się, jednak postanowił zaczekać.
- Dzisiaj pan... - Dalej się jąkała, więc uznał, że nie ma
sensu jej stresować.
-
Granger, przestań się mnie bać. Naprawdę nie zabiję cię za to,
że coś cię niepokoi.
-
Co się dzisiaj stało, w Hogsmead? Wyglądał pan na naprawdę
przestraszonego.
Snape,
spokojnie! Nie wydzieraj się na nią za to, że się o ciebie
martwi!
-
Nie zamierzam – mruknął do siebie po czym zrozumiał, że właśnie
zrobił mały błąd. Widząc minę zdezorientowanej Granger
"przewrócił" oczami. - No przecież ostatnio ci
mówiłem...
-
Tak, pamiętam. - Uśmiechnęła się, jakby w zrozumieniu. - Nie
przeszkadza mi to. Czy... odpowie mi pan na pytanie?
- Eh, nie powinnaś się tym przejmować... - Rozpoczął sucho, nie
miał zamiaru zaprzątać jej głowy, siać takiej małej paniki. Ale
zmienił zdanie widząc, jak ściąga z niezadowoleniem brwi. - Ale
skoro tak bardzo chcesz, to nie będę dłużej krył przed tobą
prawdy. Przysuń się. - Rozkazał, a ona posłusznie zbliżyła się
do stołu i jednocześnie niego. - Spójrz, widzisz tą maskę? -
Kiwnęła głową. - Człowiek, który nosi ją aktualnie jest moim
prześladowcą.
-
Co?!
-
Nie drzyj się. Spotkałem go dwa razy. Raz na wierzy astronomicznej,
gdy opowiadałaś Minevrzę o Weasleyu. Drugi dzisiaj, w Hogsmead.
-
Próbował pana zabić? - Spojrzała na niego przestraszona, z troską
w oczach. Nie powstrzymał się od delikatnego uśmiechu.
-
Nie. Natomiast grozi mi, że zniszczy moje "szczęśliwe"
życie. Zastanawiam się jak dostał się do Hogwartu i czego chce,
kim jest. - Mówiąc szczęśliwe życie za gestykulował wymachując
cudzysłów.
-
Może to ten Camel?
-
Nie, zdecydowanie nie byłby w stanie dostać się do Hogwartu. Ale
jest istotną postacią, Camel jest na jego usługach, przynajmniej
tyle się od tej Maski dowiedziałem.
-
No... Ale co mógłby pan mu zrobić? Chyba, że jest śmierciożercą,
to może chcieć zemsty.
-
Tego też się dowiedziałem. Nie chce zemsty i nie jest
śmierciożercą. Wręcz przeciwnie, gardzi nimi. Myślałem też nad
tym, że może mieć jakiś związek z Grindenwaldem. W końcu on też
nie uznawał Czarnego Pana.
-
Ale co ktoś od Grindenwalda mógłby chcieć od pana?
-
I tu właśnie moja teoria się kończy. Nie mam bladego pojęcia.
Dlatego nie panikujemy wraz z Minervą, nie mamy żadnych
pożytecznych wiadomości. Draco próbuje dowiedzieć się czegoś u
Lucjusza, a Minerva u Kingsleya. Narazie jednak nic nie wiemy.
Zapadła
chwila cichy, w której Hermiona zaczęła myśleć. Poznał to po
jej zmarszczonym nosku. Bawiło to Severusa, ale i podobało mu się.
-
Kojarzę tą maskę...
-
Ja właśnie też, dlatego zacząłem szukać. Ale chyba na dzisiaj
mam dość... Nic nie znalazłem. - Oparł się o fotel i spojrzał w
sufit.
-
Profesorze... - Znów zamruczał w geście zachęcenia jej. -
Mogłabym mieć do pana taką dziwną prośbę?
-
Czy wy, gryfonki, zawsze musicie mieć jakąś "dziwną prośbę"?
- Severus przejechał dłonią po twarzy. - No, słucham.
-
Czy mógłby mi pan dać szlaban na sobotę?
Dzień
pełen wrażeń, Sev.
-
Ta... - Znów niekontrolowanie odpowiedział swojemu sercu.
-
Naprawdę? Zgadza się pan? - Zobaczył, jaka była uradowana i
poczuł, że głupio byłoby teraz odmówić.
-
Najpierw mi powiedź czemu.
-
No bo Therland, znaczy się pro...
-
Co do niego, to masz taryfę ulgową Granger. Nienawidzę gnojka... -
Zaśmiała się pod nosem.
-
No więc podobno jest jakiś bal w Hogsmead i on mnie zaprosił na
niego, a jakoś nie wiem jak mu odmówić...
-
Prosto, wystarczy jedno słowo "Nie" – warknął czując
jak wzbiera w nim gniew.
Chce
ci ją uuuukraść.
-
A niech się wypcha, w życiu! - Dziewczyna spojrzała na niego
zdziwiona. - Wybacz... Jak jestem zdenerwowany, do tego po alkoholu,
to mam z tym naprawdę wielki problem... Ale, cholera, Granger, czy
ty naprawdę nie potrafisz być asertywna?
-
Staram się, ale nie chce być do nauczyciela tak nieuprzejma...
-
Mną to się nie przejmowałaś...
-
To co innego!
-
Ta, a niby czemu?
-
Bo... bo on stara się być miły dla mnie.
-
Granger... Przecież on cię podrywa. - Skwitował jej wypowiedź i
jednocześnie sam sobie uświadomił, że naprawdę tego nie chce.
-
No wiem... Ale to nie zmienia faktu, że jest miły.
-
I co, pozwolisz mu na to?
-
Nie chce, dlatego proszę pana o pomoc. - Zrobiła smutną minę i
spuściła wzrok.
-
Dobra, niech ci będzie. Nie gwarantuje jednak, że nie będzie cię
namawiał, byś to olała i poszła z nim na ten cholerny bal.
-
Dziękuję! - Aż podskoczyła z radości i przytuliła się do
Severusa.
-
Co ty... - Chciał na nią nawrzeszczeć i poczuł jak na nim siada.
Czuł, że to zły pomysł, że znowu może się nie powstrzymać. -
Granger, czego ty ode mnie chcesz?
-
Słucham? - Odsunęła od niego głowę i patrzyła mu w oczy. On
natomiast był poważny, chociaż obejmował ją w pasie i czuł, że
zaraz jego męskość znów poczuje się przyjemnie przy kobiecym
ciele, przy jej ciele...
-
Czego oczekujesz ode mnie, kim chcesz bym dla ciebie był? -
Nakreślił swoje oczekiwania co do odpowiedzi i przyglądał się
jej.
-
Profesor McGonagall z panem rozmawiała o mnie? - Pytanie było
bardziej retoryczne, więc jedynie pokiwał głową. - Ja... Nie
wiem, czy wiem.
-
Masło maślane...
-
No bo... Chyba wiem, czego chce, ale nie wiem, czy powinnam tego
chcieć.
-
To źle brzmi...
-
Wiem, dlatego chce jeszcze poczekać...
-
Granger, aktualnie wszystko dla mnie źle brzmi.
-
Bo panu w głowie tylko jedno. - Zażartowała z niego, chociaż
miała rację.
-
Granger!
-
No i dobrze, bo wie pan, mi też. - Wyszeptała mu do ucha, po czym
pocałowała go w policzek i wstała. - Na razie, to chciałabym pana
bliżej poznać. Dużo ostatnio się nagromadziło złych i nie
fajnych rzeczy. Na razie muszę uciec od Therlnada. Dobranoc,
profesorze.
Uśmiechnęła
się do niego i podeszła do drzwi.
-
Dobranoc, Hermiono... - mruknął w eter, ale Hermiona jeszcze nie
wyszła.
-
Lubię, jak pan wypowiada moje imię. - Oświadczyła i wyszła.
No
i widzisz, może cię chcieć!
Normalnie
kazałby się zamknąć swojemu sercu, ale teraz... Był ucieszony i
przerażony. Therland chciał mu ukraść Hermionę, a Hermiona
chciała uciec przed Therlandem. Ba! Nie byle gdzie uciec! Chciała
uciec do niego, Nietoperza z Lochów!
Poniedziałek
rozpoczął się cudownie. Najpierw Severus denerwował się na
Therlanda, który w kółko latał przy nim i opowiadał jaka to
Hermiona nie jest "super", potem Minerva oświadczyła mu,
że nie będzie jej cały tydzień, aż w końcu pierwszą lekcje
miał mieć z siódmoklasistami. To ostatnie oczywiście sprawiło mu
przyjemność. Chociaż lekcja zaczęła się przeciętnie, to
podczas ważenia tak dobrze znanego wszystkim eliksiru Wielosokowego
panna Granger oczywiście przez przypadek, z zamyślenia pomieszała
całkowicie przepis i rozwaliła swój kociołek powodując, że cała
klasa była upaćkana gęstą mazią koloru... fioletowego.
-
Granger, choler jasna! Czy ty rozumu nie masz? A może ktoś ci go
obrócił na lewą stronę i resztki przyzwoitości wywiał wiatr
zanim zaczęłaś dzisiejsze lekcje? - Bluzgał ją przy całej
klasie, ale pierwszy raz czuł, że nie jest w tym szczery. Wiedział,
że musi wyglądać na prawdziwie zdenerwowanego inaczej sobotni
szlaban nie będzie miał poparcia.
-
Odejmuje Gryfondorowi dwadzieścia punktów i zapraszam na szlaban
dzisiaj.... Nie od dzisiaj, przez cały tydzień włącznie z
weekendem! U mnie, punkt dziewiętnasta!
-
Ale, panie profesorze... - Próbowała się tłumaczyć, co Severus
uważała za dobry zmysł aktorski.
-
Kolejne dziesięć za pyskowanie. - W tym też momencie lekcja
dobiegła końca. - Fiolki z imieniem i nazwiskiem do mnie, żegnam.
Usiadł
na swoim krześle i zaczął przyglądać się oddającym swoje prace
uczniom. Widział, jak wszyscy są zdumieni tym, że
Panna-Wiem-To-Wszystko popełniła takie błędy, naraziła się
samemu Naczelnemu Postrachowi Hogwartu. A on był usatysfakcjonowany.
Z wielu powodów. Odebrał punkty gryfoną, w końcu miał za co
nakrzyczeć na Granger, wprawił w osłupienie innych uczniów i co
najważniejsze, zniszczył marzenia Therlanda dotyczące Hermiony.
-
... i nie pójdziesz na ten bal! - Usłyszał skrawek rozmowy, z
której wywnioskował że rozmówczynie to Weasleyówna i Granger.
-
No trudno Ginny, jakoś i tak nie miałam na niego ochoty. -
Skwitowała burza loków stając tuż przed Severusem i uśmiechając
się do niego delikatnie, jakby po kryjomu. Za nią została już
tylko Weasleyówna.
-
I co, sądzisz, że ja to mam sprawdzić? - Parsknął Severus
wprawiając Hermionę w osłupienie, co sprawiło mu nie lada radość.
-
Nie wystarczy panu, że Hermiona nie może mieć wolnej soboty? -
Wtrąciła się bezczelnie Ginny.
-
Ginny, przestań! - Zgoniła ją Hermiona, a Severus pokręcił głowę
nie mogą się powstrzymać od delikatnego uśmiechu.
Młoda
Weasley odłożyła swoją fiolkę po czym wybauszyłą oczy, jakby
nagle ją olśniło.
-
Hermiona, ty to specjalnie zrobiłaś! - Wypiszczała prawie do ucha
Hermiony.
-
Nie! No coś ty, ja... - Hermiona nie potrafi kłamać, potwierdzała
to za każdym razem, gdy ktoś próbował ją przejrzeć.
-
Eh, Granger... Czemu jej nie powiesz, że po prostu Therland cię nie
kręci? - Westchnął znudzony widowiskiem i oparł twarz o rękę.
-
Mówiłam, ale Ginny jest uparta i twierdzi, że to świetny kandydat
na męża. – Wypowiedziała złośliwie, a złość zawrzała w
Severusie.
-
Oh, no wiesz lepszy niż poniektórzy. - Odwet młodej Weasley nie
przypadł Severusowi do gustu.
-
Panno Weasley, a ja uważam, że jest pani świetną kandydatką na
moją Czarną Listę. - Wywarczał lekko przestając się
kontrolować. On i Weasley patrzyli się na siebie złowrogo, a cała
ta sytuacja utwierdziła w przekonaniu Severusa, że Granger trochę
się pozwierzała Ginny z ich... dziwnej relacji. Atmosferę gęstą
jak kisiel przebił śmiech starszej gryfonki.
-
Czyżby był pan zazdrosny? - Spytała rozbawiona Hermiona. Patrzył
to na nią, to na Ginny zastanawiając się co odpowiedzieć i jak to
ostatnio mu się zdarzało, stwierdził, że najlepiej będzie się
pobawić.
-
Może i jestem, Hermiono. - Wymawiając jej imię starał się być
jak najbardziej namiętny i stwierdził, że to jedno, krótkie
zdanie zadziało, by obie kobiety stanęły dęba. Z tą różnicą,
że panna Weasley była naprawdę zdziwiona i przestraszona,
natomiast Hermiona jakby... przyjemnie zaskoczona. - Granger, ledwo
co wyciągnąłem cię z dna, na którym był Weasley, teraz o mało
co nie wpadasz w drugie, jakim jest Therland.
-
A może to pan jest dnem? - warknęła Ginny.
-
Ginny! Wyjdź stąd, natychmiast! - Oburzyła się starsza
dziewczyna. Młodsza natomiast z lekko zadartą głową szybkim
krokiem opuściła salę lekcyjną zatrzaskując za sobą drzwi. -
Przepraszam za nią.
-
Nie twoja wina. - rozsiadł się wygodnie na krześle i przypatrywał
się swojej uczennicy, która najwidoczniej nie wiedziała co zrobić.
- Jak na improwizację, to naprawdę ładnie zagrałaś aktoreczko. -
Wiedział, że pochwalił ją zbyt otwarcie, zbyt słodko. Że to do
niego nie pasowało, ale dziewczynę to zachęciło do uśmiechu. -
Widzimy się wieczorem.
-
Tak, do zobaczenia, profesorze. - Była już przy drzwiach, gdy znów
się obróciła słysząc jego, przepełnione dozą namiętności
słowa.
-
Do zobaczenia, Hermiono.
*** **** ***
HEJ
Znooowu musieliście długo czekać na rozdział, ale chyba nadrobiłam tą nieobecność?
Przepraszam, ale mam problemy z dwiema sprawami: Prawo jazdy i sam internet... Teraz podłapałam wifi, więc byłam w stanie wrzucić rozdział.
Mam nadzieję, że was nie zawiódł.
Dziękuję za poświęcenie czasu
Pozdrawiam
B.
Subskrybuj:
Posty (Atom)