niedziela, 30 lipca 2017

Rodział VII

     Obudził się gdy usłyszał ciche zamknięcie drzwi. Przez chwilę miał ochotę obrócić się na plecy, jednak zrozumiał, że gdy to zrobi spadnie z kanapy. Otworzył oczy i siadł. Spojrzał odruchowo w stronę drzwi. Domyślił się, że to Hermiona przed chwilą je zmykała. Rozejrzał się więc dookoła i znalazł to, czego podświadomie oczekiwał: liścik leżący na stoliku koło kanapy. Natychmiast chwycił go w dłonie i rozpoznał staranne pismo Granger.

      Profesorze Snape,
dziękuję Panu bardzo za wczoraj. Jestem Panu wdzięczna za pomoc. Przepraszam również za zajęcie Pana sypialni, choć nie pamiętam jak się tam znalazłam... W każdym razie, poszłam porozmawiać jeszcze raz, na spokojnie z profesor McGonagall. 
Pozdrawiam
Panna-Wiem-To-Wszystko

     Wybuchnął niekontrolowanym śmiechem, gdy odczytał podpis dziewuchy. Po tym jednym poznał, że powrócił jej humor... Co prawda nie spodziewał się po niej takiego dystansu do siebie, ale ucieszył się wiedząc, że jest jej lepiej. 
     Zebrał się z kanapy do łazienki. Nie musiał się już dzisiaj orzeźwić, Hermiona idealnie zrobiła to za niego. Jednak wciąż podśmiewając się pod nosem postanowił spełnić rytualny, poranny prysznic. Odkręcił zimną wodę, która uderzyła w niego jak setki tysięcy noży. Poczuł przyjemność pochodzącą z tej czynności oraz liściku Granger. 
     Oho, ktoś tu jest zadowolony. 
     - Tak, jestem bardzo zadowolony - odparł swojemu drugiemu ja, które raczyło się odezwać z samego rana.
     Czyżbyś zapomniał, co się wczoraj wydarzyło? 
     Uśmiech spełzł mu z twarzy, nagle poczuł niewyobrażalny gniew pomieszany z irytacją i strachem.
     - Ty cholerny....! - Uderzył pięścią w ścianę i zakręcił wodę. 
     Sev...
     - Sam mi powtarzałeś, żebym się cieszył, żebym okazał jej sympatię i zaufanie, a teraz psujesz to powracając do wczorajszych wydarzeń?! 
     Ależ wcale nie o to mi chodzi! Jednak nie możesz o tym zapominać, to nie wróży nic dobrego.
     - Dobra, cicho już bądź - warknął i wytarł się ręcznikiem, po czym wyszedł z łazienki. 
     Usiadł na kanapie i zaczął się zastanawiać nad wczorajszym osobnikiem. Kto mógł go dopaść w Hogwarcie? Kto mógł być aktualnym przywódcą śmierciożerców... I ta maska. To musi mieć jakiś związek z Camelem i jego zemstą, ale jak do cholerny któryś z tych niedobitków mógł się dostać do Hogwartu? 
     Wziął plik pergaminu, pióro i atrament i zaczął zapisywać swoje przemyślenia. Dodatkowo naszkicował maskę z dokładnymi szczegółami. Próbował łączyć fakty, szukać jakieś szczeliny. Myślał i myślał aż nagle poczuł silny uścisk w brzuchu, którego następstwem był odgłos, jakby ryk. Zrozumiał, że jego żołądek potrzebuje pożywienia. I gdy tylko wstał,  by przywołać skrzaty zmienił zdanie. Zdecydował, że zejdzie do Wielkiej Sali, odpocznie odrobinę od tego myślenia. Ubrał się więc w swoje codzienne szaty i wyszedł z komnat. Wspiął się po schodach, które wczoraj dość dużo razy przemierzał. 
     W Wielkiej Sali śniadanie właśnie się kończyło. Przy stole nauczycielskim nie zauważył nikogo, ale nie dlatego, że nikogo z nauczycieli w Wielkiej Sali nie było. Zauważył Minervę siedzącą i popijającą sok dyniowy wraz z Hermioną, Ginny i Draconem przy stole Gryfindoru, co było dla niego jeszcze większym szokiem niż ujrzenie Therlanda jako nauczyciela. Podszedł do nich ostrożnie mając nadzieje, że nie zostanie zauważony i zdoła podsłuchać rozmowę, Jednak nie udało mu się to. Granger natychmiast wyniuchała jego obecność blisko nich.
     - Dzień dobry profesorze Snape. - Uśmiechnęła się do niego, na co on skrzywił się z udawanym niesmakiem. 
     - Severusie, dosiądziesz się do nas? - zaproponowała mu Minerva również obdarzając go promienistym bananem. 
     - A niby jakie dziś mamy święto, że miałbym siedzieć przy stole GRYFINDORA z trzema GRYFONKAMI wokół? - odparł kąśliwie mijając ich.
     - Profesorze... - Granger spróbowała się odezwać, jednak natychmiast uciął rozmowę.
     - NIE 
     I poszedł do stołu nauczycielskiego. Gdy się obrócił by usiąść koło "tronu" Minervy spojrzał na, O MERLINIE, zawiedzioną twarz Hermiony. Poczuł nagle ukłucie, gdzieś głęboko w sobie, jednak zignorował je i zabrał się do jedzenia. Nie mógł się jednak powstrzymać od ciągłego zerkania w stronę stołu gryfindoru. 
     Dziwnie się czuła, gdy wszedł do Sali. Trochę zażenowana tym liścikiem, który u niego zostawiła. Zaczęła panikować, że to chyba za duże spoufalanie się z nim, a on przecież tego nie lubił. Dodatkowo, gdy podszedł do nich patrzył na nią z góry, jak na wyrzutka. Bardzo źle się z tym czuła. Jeszcze co chwila na nią spoglądał tym swoim nieprzeniknionym wzrokiem, a ona nie mogła się oprzeć by nie robić tego samego. 
     - Hermiono! Ziemia do Hermiony! - ujrzała przed oczami rozmazaną rękę.To Draco machał do niej, prawdopodobnie zamyśliła się. 
     - Co, coś mówiliście? Przepraszam, trochę się zamyśliła - odparła na prędko. Draco i Ginny wymienili zaniepokojone spojrzenia.
     - Czyżby o Severusie? - wypaliła nagle dziwnie spokojnie i podstępnie Minerva.
     - Słucham?! - Nie chciała się przyznać o czym myśli, pomyśleliby, że się zakochała w Postrachu Hogwartu, choć sama nie wiedziała jak odczytywać i co czuć względem niego.
     - Właściwie, to bardzo prawdopodobne. - Ginny również postanowiła stanąć po przeciwnej stronie barykady.
     - No, bo w końcu cały czas na niego patrzysz. - Draco oczywiście musiał poprzeć Ginny. 
     - Nie prawda, po prostu... 
     - Nie kłam Hermiono, zaczerwieniłaś się. - Ginny uśmiechnęła się do niej smutno. - Co o nim myślałaś?
     Zapadła chwila milczenia, nieprzerwana przez nikogo. Trójka jej rozmówców cierpliwie czekała na jej odpowiedź, a ona nie wiedziała co im powiedzieć. Minevrze mogłaby powiedzieć wszystko, ale Ginny była przecież siostrą Rona, a Draco synem chrzestnym Severusa. Spojrzała jeszcze ukradkiem na niego i cicho powiedziała:
     - Zastanawiam się, czy dałoby się go jakoś zmienić, no wiecie, otworzyć na innych ludzi. - Draco na tę słowa roześmiał się o mało co nie spadając z ławy. Ginny tylko delikatnie parsknęła śmiechem, a McGonagall oparła głowę na dłoni i uśmiechnęła się.
     - Snape? Proszę cię, on jest niereformowalny. Fakt, potrafi się otworzyć, ale na jednostki. Nigdy się do tego nie przyzna, a tym bardziej nie siądzie bez potrzeby w większym gronie ludzi. Byłem więc zdziwiony, że pojawił się wczoraj na przyjęciu.
     - Tak, i je popsuł... - mruknęła pod nosem Ginny.
     - To nie on je popsuł - zaprotestowała odruchowo Granger.
     -  A kto niby? No wiem, że Ron jest palantem, ale przecież powinnaś zrozumieć jego nienawiść. - Nie odpowiedziała, nie chciała jeszcze jej nic mówić.
     Znów cisza.... Znów nikt się nie odezwał przez długi czas, a Hermiona nie mogąc się powstrzymać spojrzała na Snapa. Tym razem ich spojrzenia się spotkały, na krótko, ale to wystarczyło, by poczuła jeszcze większą niepewność niż wcześniej. Gdy ledwo co się odwróciła była pewna, że patrzy na nią z tymi miłymi uczuciami, jednak gdy zorientował się, że na niego patrzy natychmiast powrócił do swojego lodowatego, beznamiętnego wzroku.
     - Właściwie, to mam pomysł. Hermiona, skoro tak się nad nim zastanawiasz, to spróbuj go ściągnąć do nas. - Nagle wypalił Draco, co spowodowało, że Ginny opluła się sokiem.
     W Hermionie zawrzała nagła chęć zrobienia tego. Kiwnęła tylko głową, spojrzała na tajemniczo zadowoloną nauczycielkę transmutacji i wstała od stołu. Podeszła do tego nauczycielskiego, a Snape już bacznie obserwował ją kątem oka. Robiła wszystko, co wpadło jej jako zachcianka do głowy. Odsunęła krzesło dyrektorki i usiadła w nim, a w tym momencie Severus gwałtownie się do niej obrócił z oburzoną miną.
     - Co ty wyrabiasz, Granger?! - wysyczał do niej ewidentnie oburzony.
     - To co pan widzi, siadam na krześle. - odpowiedziała mu spokojnie, nauczyła się, że jest to jedyny sposób by w końcu się poddał.
     - Na krześle NUCZYCIELSKIM Granger!
     - Owszem, profesor McGonagall pozwoliła mi na to.
     - A niby czemu? - wypowiedź była uszczypliwa, jednak czuła, że to pytanie retoryczne, więc nie odpowiedziała na nie.
     Kolejna seria ciszy napierającej nieprzyjemnie na bębenki. Snape zajadał się tartą z jabłkami, a ona patrzyła niby przed siebie, jednak w rzeczywistości w samą siebie szukając czegoś, co by mogła powiedzieć.
     - Granger.... - spojrzała na niego zaskoczona. - Widzę, że lepiej ci już po wczoraj. - odparł, a ona poczuła się zaatakowana. Nie przemyślawszy swoich słów otworzyła już usta do odpowiedzi.
     - Owszem, a panu chyba gorzej. Myślałam, że jest pan zwolennikiem ciszy między Ślizgonami i Gryfonami - odpyskowała, a on spojrzał na nią tym jadowitym wzrokiem, którym zabijał nadzieję pierwszorocznych.
     - Skoro tak ci przeszkadza mój głos, to już się zamykam. - odparł niespodziewanie, a ona poczuła, że o wiele bardziej woli go słuchać, rozmawiać z nim.
     - Nie... Nie przeszkadza. Po prostu....Jakoś mi tak dziwnie. - Zmieszana zaczęła miętosić kawałek obrusu patrząc na ten kawałek tkaniny i wręcz szeptając słowa. Czuła, że się jej przygląda.
     - Czyżby Panna-Wiem-To-Wszystko czegoś nie wiedziała? - Usłyszała odrobinę rozbawienia w jego głosie i spojrzała na niego. Właśnie przykładał filiżankę do wykrzywionych ust, wykrzywionych w delikatnym uśmiechu.
     - Przepraszam.... - znów wybąkała. 
     - Za co tym razem?- wziął kolejnego kęsa tarty.
     - Za ten liścik... To było niestosowne. - Poczuła, jak czerwieni się na całej twarzy.
     - Było. - Zrobił pauzę, która wydała się Hermionę ucięciem rozmowy. Jednak on odłożył sztućce i spojrzał jej prosto w oczy z lekko rozbawionym, ale i łobuzerskim uśmiechem. - Ale tą granice mamy już dawno za sobą, Granger.
      Pamięta bardzo dobrze moment, który właśnie jej wypomniał. W tym momencie nie mogła już wytrzymać zawstydzenia i odwrócił całkowicie twarz w drugą stronę, po czym usłyszała cichy śmiech.
     - Przejdźmy do rzeczy, Granger. Chcesz, bym tam z wami siadł, prawda? - kiwnęła głową nawet nie pytając skąd to wie. - Dobra, to ja mam pytanie. Co przy stole gryfonów, z trzema gryfonkami robi potomek rodu Malfoyów?
     - Draco panu nie powiedział? - teraz odwróciła się do niego zapominając o wcześniejszej obrazie.
     - Czego mi nie powiedział?
     - No.... - zastanowiła się przez chwilę. - No ja nie mogę panu powiedzieć. Ale może Draco to zrobi, jak się pan do nas przysiądzie. - I natychmiast wstała od stołu i zeszła z podestu.
     - Granger, naprawdę myślisz, że nie dowiem się w inny sposób?
     - Myślę, profesorze, że pan po prostu chce z nami siąść, ale duma panu nie pozwala. - Mówiąc to zwróciła się do niego twarzą, uśmiechnięta, choć w środku lekko przestraszona.
     - Słucham?! - zdenerwowała go, wiedziała o tym. Tylko zastanawiała się nad konsekwencjami tego.
     Wstał od stołu i powoli podszedł do nich wszystkich. Spojrzał po wszystkich i najpierw zawiesił wzrok na Hermionie, a potem na Draconie. Westchnął ciężko, po czym rzek najspokojniej jak tylko mógł:
     - Draco, powiedz mi proszę co skłoniło cie do przebywania w towarzystwie gryfonek?
     Draco spojrzał na Hermionę, potem na Minervę, a następnie na Ginny, jednak z tą ostatnią wymienili przestraszone spojrzenia.
     - Wuju... nie zrozum mnie źle... Dobrze mi w tym towarzystwie. - Gdy Draco to powiedział Severus jedynie pokiwał z lekkim rozbawieniem głową. - No i ja i Ginny...
     Nie dokończył, nie musiał.
     Severus zorientował się już co się stało w trakcie jego nieobecności w świecie żywych. Był tym tak zaskoczony, że zapomniał jak się oddycha.
     - Ślizgon przyjaźniący się z gryfonkami, mało tego, będący z jedną z nich... A co na to Potter? - wyszeptał, gdyż nie był zły, po prostu zdumiony, nie dowierzał.
     - Nie bądź już takim hipokrytą Sev. - Odparła Minerva i w tym momencie zawrzał w nim gniew.
     - Czy coś mi sugerujesz głupia kobieto?! - wybuchnął.
     - Owszem, SEV! - McGonagall jakby specjalnie podsycała jego gniew, a Hermionie wcale się to nie podobało.
     - Przestań do jasnej...
     - Przecież nic nie robię, Sev. - znów go ugodziła. I Hermiona zobaczyła coś, co raz już widziała. W płonących ze wściekłości oczach błyskała rozpacz i bezsilność.
     - Skończ....
     - Co mam skończyć, S...
     - Dość, wystarczy pani profesor. - Nagle, donośnie zaprotestowała Granger. - Nie wiem jaki ma  pani w tym cel, ale proszę już przestać.
      Minervę lekko to uraziło, Dracona i Ginny zdziwiło, jednak Severus przez moment wydawał się być jej wdzięczny po czym trzepocząc swoimi szatami pośpiesznie znikł za rogiem wrót do Wielkiej Sali.
       
      Mijały dni przerwy świątecznej i Severus musiał przyznać, że mijały bardzo spokojnie nie licząc nielicznych spotkań samotnie w gabinecie Minervy rozprawiając o nowych poszlakach dotyczących zamaskowanej postaci. Co prawda nie było ich wiele, jednak to zawsze coś. W między czasie, pomimo łudzenia się przez Severusa o chwilę samotności, Granger nawiedzała go pod różnymi pretekstami, które dla Snape były nieprawdopodobne, jednak mniej niż to co Serce podsuwało mu do głowy. Mistrz Eliksirów zauważył również, że Draco i Minerva bez żadnych skrupułów przesiadują razem z Ginny i Hermioną przy jednym stole nawet, gdy w pobliżu jest garstka pozostałych uczniów i nauczycieli. Dodatkowo dosiadał się do nich Therland, za co tym razem Severus dziękował mu. Był mu wdzięczny ponieważ za każdym razem jak widział roześmianą grupkę tak naprawdę bliskich mu osób miał rosnącą ochotę dosiąść się do nich, jednak postać Therlanda znacznie go odpychała.
     W przed dzień rozpoczęcia drugiego semestru Severus wszedł do sali nadzwyczaj niewyspany. Zauważył, że przy stole gryfonów siedzi jedynie Hermiona z bardzo przybitą miną. Minervy nigdzie nie było widać w pobliżu, a Wesleyówna z Malfoyem zajmowali miejsce przy stole ślizgonów przy czym rudowłosa co chwilę spoglądała wściekle na Granger. Severus zakpił w duchu z kłótni nastolatków przechodząc środkiem Wielkiej Sali.
     Severusie...
     Cichy pomruk Serca dawno się do niego nie odezwał, jednak nigdy nie spodziewał się, że tonacja pierwszych słów "wypowiedzianych" przez drugie ja będzie tak bardzo wrażliwa, smutna i błagająca. Nie musiał słuchać więcej, wiedział czego Serce od niego chce. Wystarczyła mu chwilę, dosłownie szybkie rzucenie spojrzenia na ślizgoński potem gryfoński stół, by podjął decyzję. Bezszelestnie zakręcił tuż przed stołem nauczycielskim by momentalnie usiąść tuż obok Hermiony. Ta, gdy kątem oka ujrzała ciemną pelerynę wzdrygnęła się i spojrzał z przerażeniem na Severusa - już od paru dobrych dni nie widział tego rodzaju spojrzenia i marzył, by już więcej go nie zobaczyć.
     - Profesorze... Przestraszył mnie pan - oświadczyła zwiotczałym głosem i znów odwróciła głowę wbijając wzrok w owsiankę z owocami.
     - Granger, co znowu się stało? - odparł sucho, jednak szybko zrozumiał, że to był błąd. Dziewczyna ściągnęła jeszcze bardziej brwi, a oczy zaszkliły się jej. Westchnął zatem i już otwierał usta, gdy usłyszał ciche parsknięcie. Twarz Hermiony nawiedził blady, ale wesoły uśmiech.
     - Mówiłam, że tak będzie. Ginny... Weasleyowie nie chcą mnie znać - odparła wyładowując swą złość na owsiance, chcąc widocznie nie uronić ani kropli łzy.
     - Zostawiłaś w końcu Weasleya? - odparł lekko zdziwiony jej uśmiechem.
     - Nie całkiem. Może to dziwnie zabrzmi, ale pan zrobił to za mnie tydzień temu. Tylko, że teraz Ron napisał do Ginny. - oświadczyła ściszonym głosem.
     - Co napisał? - spytał równie cicho jak ona.
     - Że... Zdradziłam go. - Severus prychnął pod nosem.
     - Akurat ty do tego zdolna nie jesteś, aczkolwiek powinnaś to zrobić - odparł lekko rozbawiony, po czym pojawił się przed nim talerz, na który powoli zaczął nakładać sobie parówki i jajka.
     - Z panem.

***                                   ***                               ***
Tak wiem, jest połowa wakacji a tu dopiero drugi w te wakacje rozdział. Jestem beznadziejna tak, tak, wiele osób mi to mówi. No ale cóż.... Aktualnie wakacji nie miałam za bardzo :p Ale powiem wam, że nawet mam już kawałek następnego :D
Mam nadzieję, że nie było najgorsze :)
Dziękuję za poświęcony czas
Pozdrawiam.
B.
 

poniedziałek, 3 lipca 2017

Rozdział VI

     Był przerażony tym, co zrobił.
     Widział jej pierwsze wrażenie - wpatrywała się w niego z niedowierzaniem. Spodziewał się tego. Ale nie miał najmniejszego pojęcia co będzie później. Nie wiedział, czy go wyśmieje, czy będzie na niego wściekła, czy się popłacze, wyjdzie, naskarży dyrektorowi - nie wiedział nic. Niewiedza był dla niego najgorsza, to ona go tak przerażała. Zaczynał wątpić w słuszność swojego serca - w końcu to nie ono ratowało go zawsze z opresji.
     Jesteś tego pewny?
     Zamknął oczy wyobrażając sobie jak bije swoje drugie ja za wtrącanie się w takim ważnym momencie, które - bądź co bądź - może zawadzić na jego karierze i chyba nie tylko.
     - Pan chce.... - Gryfonka odezwała się, a Snape zdał sobie sprawę, że właśnie okazał strach. Ale przed czym?
     - Mam panu zaufać? Po tym wszystkim....
     - Tak, wiem. Nigdy nie traktowałem cię poważnie, nigdy nie byłem dla ciebie chociażby miły. Zawsze ci dokuczałem, nie mogłem cię zaakceptować. Wiem, moich wad jest setki, a zalet mało. Ale bądź co bądź jestem twoim nauczycielem i nie mogę patrzyć na taką krzywdę.
     - Pomógł mi pan... Tak wiele razy. Wiem o tym. Ale w tej kwestii mi pani nie pomoże
     - Czemu, cholera, czemu tak się przy tym upierasz?! - Nie mógł dłużej wytrzymać jej pesymistycznej postawy.
     - Ja.... Mam tylko rodzinę Weasleyów. Odwracając się od Rona, odwrócę się od wszystkich.
     - Ale ty bzdury pleciesz dziewczyno. - Nie potrafił się przełamać do bardziej ckliwych, pocieszających słówek. Po prostu zagarnął ją ramieniem
     Stali tak długo, nie wiedział jak długo. Ale o dziwo mu to nie przeszkadzało. Ciepło jej ciała było kojące, uspokajające. Wiedział, że ona czuje to samo.
     Pukanie do drzwi sprawiło, że odskoczyli od siebie jak oparzeni. Hermiona nie czekając ani chwili dłużej wróciła do przygotowanego przez skrzaty posiłku i zaczęła pośpiesznie jeść. Severus natomiast podszedł do drzwi i lekko je uchylił. Za nimi stała uśmiechnięta dyrektorka szkoły.
     - Co ty tu robisz, cholerny babsztylu. Nie masz na głowie tego cholernego przyjęcia? - wysyczał z wściekłości. Minerva prychnęła na niego i niespodziewanie popchnęła drzwi.
     - Ty i pan Weasley sprawiliście, że nikt nie miał ochoty zostać i.... - Przerwała widząc na wpół ubraną Granger z rumieńcami na twarzy. - Severusie...  - Odezwała się badawczo.
     - Nie, nic jej nie zrobiłem, za kogo ty mnie masz!? - zapytał retorycznie wymijając ją i kolejny raz podchodząc do barku z Ognistą Whisky.
     - Mam cię za człowieka, który lubi czasem uwzględnić moje rady.
     - Dokładnie! CZASEM!
     - No dobrze, więc co tu...
     - Jestem tu, ponieważ profesor Snape zaoferował mi pomoc. - Tym razem to Granger niespodziewanie się odezwała.
     - Słucham? - McGonagal cofnęła się zdziwiona.
     - Profesor Snape.... - Dziewczyna wyprostowała się i spojrzał wpierw na Snape, który mógłby przysiądź, że znów ujrzał w jej oczach tą dawną, nieokiełznaną Granger. Następnie odwróciła się do Minervy.
     - Profesor Snape okazał mi bardzo dużo wyrozumiałości.
     - Rozumiem moja droga, ale.... - Znów spojrzał na obojgu podejrzanie. - Ale co ma znaczyć ten strój? I te zadrapania...
     Ona jej tego nie powie....
     Wiedział to, bardzo dobrze to wiedział. Dodatkowo dopiero teraz zauważył, że po kąpieli zeszło jej mugolskie mazidło i rany znów zostały odkryte. Po ciszy, która zapanowała w pomieszczeniu zaczął przypuszczać, że Panna-Wiem-To-Wszystko tym razem nie ma pomysłu jak okłamać swoją opiekunkę.
     Powinna jej to powiedzieć.
     To też było mu jasne, tym bardziej, że podobno "przyjaźniły" się. Ale coś jej na to nie pozwalało, tylko co? Czyżby znowu wstyd? A może coś innego?
     - To nie profesor Snape... To Ron... - Wyszeptała, prawie niesłyszalnie. Ale do Minervy dotarły jej słowa, gdyż kobiecie rozszerzyły się oczy, ale natychmiast usiadła obok Gryfonki i zaczęła ją przytulać. Podczas gdy Hermiona znów się rozpłakała.
     - No nie, znowu.... - jęknął załamany już Severus, na co Hermiona zaszlochała jeszcze głośniej.
     - Severusie! - krzyknęła na niego oburzona dyrektorka.
     - Ty się nią zajmij, ja wychodzę - warknął i zbliżył się do drzwi.
     Gdy znalazł się na korytarzu nie martwiąc się nawet o zabezpieczenie drzwi żwawym krokiem ruszył w kierunku wieży astronomicznej, której remont został ukończony parę dni wcześniej.
     Kłamca. 
     Serce znów postanowiło się odezwać.
     Chciałeś jej pomóc, tak mówiłeś.
     Ignorował ten głosik wskakując po dwa schody.
     Chciałeś, by nie cierpiała, tak mówiłeś.
     Pomimo cichego wręcz posykiwania rozchodzącego się po całym jego ciele zacisnął pięści i zęby, aż w końcu znalazł się u samego szczytu. Stanął na krawędzi dużego łuku wpatrując się w horyzont.
     A może chciałeś ją wykorzystać?
     - Nigdy w życiu! - warknął na samego siebie, tutaj już mógł. - Nie wiem już czego chce! To twoja wina! Przez ciebie pakuję się w te wszystkie problemy! To ty mnie niszczysz... To przez ciebie... To twoja wina....
     Znów po policzkach pociekły mu łzy. Zagryzł wargi i padł na kolana.
     - Czego.... Czego TY ode mnie chcesz!? - krzyknął w czarną otchłań, jednak nie usłyszał odpowiedzi. ani od swego serca, ani od tego, który kazał mu żyć.
     Nie długo jednak potrwało jego płakanie. Usłyszał ciche chichotanie i w momencie powstał na nogi wyciągając różdżkę. Instynktownie odsunął się od krawędzi.
     Kolejny chichot.
     - Severusie - Usłyszał swoje przeciągnięte imię w bardzo dziwnej, wręcz szaleńczej tonacji dochodzące z naprzeciwka, jakby zza metalowych obręczy na samym środku. Powoli zaczął przemieszczanie się do obręczy.
     - Severusie, z kim rozmawiasz? - Drwiący głos znów się odezwał, lecz tym razem Severus dojrzał zarys jego właściciela. - Czyżby z własnym sumienie? - Nagle zarys rozmazał się i zniknął. Snape rozejrzał się dookoła, jednak nikogo nie dostrzegł.
     - Spokojnie, zapłacisz za swoją zdradę. - Poczuł zimny oddech na szyi.
     Wróg stał za nim. Jednak nie śmiał się odwrócić. Wiedział, że gdy to uczyni zbyt pochopnie, może zginąć. Patrzył się jedynie kontem oka, w bok, jednak nic nie dostrzegł. Nagle poczuł przy krtani zimną stal. Ale ani po jednej, ani po drugiej stronie nie dostrzegł ręki, która mogłaby trzymać nóż. Powoli podniósł rękę do szyi jednak zanim zdążył cokolwiek złapać poczuł nieprzyjemne smyranie, a następnie zimny, spływający płyn od krtani, po obojczyk, aż do klatki piersiowej. Jedną nogą zrobił krok do przodu jakby chciał złapać równowagę przez nieuchronnym upadkiem.
     Wciąż stał.
     Natychmiast dotknął swojej szyi po czym obejrzał swoją dłoń. Nic na niej nie było, żadnych śladów krwi. Oddychał szybko będąc pewny, że jego gardło zostało przecięte. Pot lał się z niego jak jeszcze nigdy. Zaczął okręcać się wokół własnej osi, raz w jedną, raz w drugą aż w końcu potknął się o własne nogi i upadł.
     - Kim ty jesteś? Czego chcesz? - wyszeptał z zaschniętego gardła.
     - Kim jestem? - Głos znów znajdował się za nim, jednak tym razem natychmiast spojrzał za siebie. Nikogo nie widział. - Znasz mnie, Severusie.
     Zna go, teraz to do niego dotarło. Kojarzy ten głos. Ale nie mógł go nigdzie przypisać.
     - Jesteś śmierciożercą? Chcesz mnie zabić za zdradę? - Znów wychrypiał przełykając ślinę.
     - Oooo, Severusie, jakiś ty głupiutki. Nie jestem jednym z tych bezrozumnych arogantów, ale oni teraz należą do mnie. - On znów był tuż przy Snape. Powoli Severus przestawał myśleć racjonalnie.
     - Nie chce cię zabić.
     - Więc czego chcesz?!
     - Przekonasz się w swoim czasie!
     Severusa przycisnęło do ziemi, gdy zobaczył nad sobą postać w masce z narysowanym, nieudanym uśmiechem i oczach emanujących chęcią mordu, która nagle przeniknęła przez niego szyderczo się śmiejąc. Dopiero po paru sekundach śmiech ucichł, a Severus mógł podnieść się na równe nogi. Nie rozumiał tego, co się przed chwilą wydarzyło.
     Zbiegł czym prędzej do swoich lochów i wpadł jak opętany przez drzwi do komnat, dysząc ciężko i mając nadzieję, że spotka tam jeszcze Minervę. Jednak nie było jej już w jego komnatach. Zamiast tego, na kanapie leżała kobiet w bujnych lokach i jego bluzce. Podszedł bliżej niej, by sprawdzić czy wciąż śpi. Był zdumiony tym, że hałas jakiego był przyczyną nie obudził jej. Spojrzał na jej twarz i uznał, że wygląda jeszcze bardziej uroczo. Delikatnie pogłaskał ją po twarzy po czym przyniósł z sypialni koc i okrył ją.
     Severusie, Minerva!
     Znów musiał przyznać racje swojemu głosikowi, który czasem miewał przejawy rozsądku.
     Znów wyszedł ze swych komnat - tym razem dbając o to, by je zabezpieczyć - po czym znów pognał w kierunku gabinetu dyrektora. W połowie drogi stwierdził, że naprawdę się już starzeje, gdyż coraz trudniej mu się oddychało.
     W końcu dotarł do posągu, gdzie wypowiedział szybko hasło. Ten się przesunął ujawniając schody, przez które Severus przeszedł i pognał na sam ich szczyt. Nie zaprzątał sobie głowy takimi drobnostkami jak pukanie i prawie wywarzając drzwi wkroczył do gabinetu dyrektorki, która oczywiście jeszcze nie spała, a jedynie spojrzała na niego zdziwiona.
     - Czy w dzisiejszym dniu nie za dużo mieliśmy już wrażeń? - spytała widząc, że Severus przyszedł z poważną sprawą.
     - Oh, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo bym chciał nie musieć przeżywać tego, co właśnie przeżyłem! - wrzasnął na nią wyprowadzony z równowagi po czym podszedł do jej biurka, na którym stała ich obu ukochana Ognista. Odkorkował butelkę po czym wlał sobie do gardła sporą część trunku.
     - Severusie, co się stało? Nie wyglądasz i nie zachowujesz się normalnie. - Zlustrowała go od góry do dołu.
     - Bo tak też się nie czuję.
     Opowiedział gryfonce o wydarzeniach z wieży astronomicznej nie zapominając o żadnym szczególe w między czasie siadając na fotelu przed biurkiem. Ta jedynie kiwała głową z niedowierzaniem i co chwilę łapała za Ognistą.
     - Nie masz żadnych podejrzeń kto to mógł być? - Spytała spokojnie Minerva.
     - Wrogów mam wielu, jednak żaden z nich nie byłby w stanie przedostać się do zamku niezauważonym.
     - Tak, masz racje, tak... - Minerva pomyślała przez chwilę, westchnęła, po czym znowu się odezwała. - Dziękuję, że mnie o tym poinformowałeś. Jednak póki co, nie zaprzątaj sobie tym głowy. Musisz odpocząć.
     - Sądzisz, że będę w stanie usnąć po czymś takim? - Zakpił z dyrektorki.
     - Owszem, zważając kto właśnie śpi w twoich komnatach. - Uśmiechnęła się lekko, jednak było widać, że po prostu sama też chce odpocząć od problemów.
     -  Skoro już rozpoczęłaś ten temat, czemu ją tam zostawiłaś? - spytała najspokojniej jak potrafił decydując się dać kobiecie zasłużony spokój.
     - Bo podczas płaczu zasnęła na mnie, więc ją położyłam.
     - Rozumiem. No dobra.... To dobranoc.
     Wstał z fotela i podszedł do drzwi.
     - Severusie, ona....
     - Nie chce znów słuchać jak mnie pouczasz - odparł zmarnowany.
     - Nie zamierzam cię pouczać. Mam do ciebie prośbę. - Zwrócił się ku niej.
     - Dobra.... - burknął jedynie nie mając chęci robić czegokolwiek dla tej kobiety.
     - Pomóż Hermionie podjąć decyzje co do ciebie.
     - Słucham!? - Nie dowierzał własnym uszom.
     O co ta stara babka piaskowa go prosi? Nie rozumiał nic a nic. Pomóc Hermionie w podjęciu decyzji co do niego? Co to ma znaczyć? Czego w takim razie młoda gryfonka chce od postaci Postrachu Hogwartu?
      - Hermiona coraz bardziej chce stać się twoją przyjaciółką, ale wciąż nie jest pewna. Pomóż jej, pokaż gdzie powinna się kierować.
      Stał całkowicie nie rozumiejąc. Granger... Chce być.... Nie, to nie możliwe. A jeśli rzeczywiście....? W końcu nie odpuszczała, wciąż go nękała, cieszyła się nawet będąc blisko niego.
      Za dużo pytań bez odpowiedzi, musi rzeczywiście odpocząć. Odwrócił się na pięcie i chwycił za klamkę.
      - Wiesz, że dajesz mi więcej niż jedną opcje? - Odparł jeszcze i spojrzał przez ramię w oczy McGonagall.
     - Wiem. Nie skrzywdź jej. - Znów spojrzał na drzwi, tym razem je otwierając.
     - Obiecuję.
     I już go nie było w gabinecie dyrektora. Już schodził, tym razem spokojniej do lochów. Podczas drogi był pochłonięty myślami o całym dniu. Tyle się wydarzyło.... Ron gwałcący Hermionę, jego rozmowa z gryfonką, ta dziwna postać na wieży astronomicznej i teraz ta rozmowa z Minervą. Nagle stwierdził, trochę ironicznie a trochę poważnie, że jego życie nagle zrobiło się bardzo ekscytujące.
     Przekroczył drzwi swoich komnat znów napotykając widok słodko śpiącego gniazda na jego kanapie. Westchnął ciężko i podszedł do gryfonki. Delikatnie chwycił ją od spodu i podniósł po czym zaniósł do sypialni i położył na łóżku. Przykrył ją kołdrą po czym zrzucił z siebie pelerynę i zabrał spodnie dresowe. Powędrował pod prysznic gdzie wszedł pod strumień zimnej wody.
      Sam nie dasz sobie rady.
      - O czym ty mówisz? - odpowiedział cicho i spokojnie pieniąc sobie włosy.
      Tym razem możesz sam nie wygrać z wrogiem jakikolwiek on jest.
      - A jaki jest? - O dziwo przez cały czas zachowywał spokój,
      Silniejszy od ciebie, na pewno.
      -  A więc co mi radzisz? - Odparł lekko kpiąco uśmiechając się pod nosem.
      Ty też jej zaufaj.
      - Ufam....
      Kłamiesz. Zaufaj jej, pokaż jej siebie...
      - No dobra, nawet jak się zgodzę to wiesz że nie nastąpi to natychmiast.
      Może chociaż spróbujesz.
      - Zgoda.
      Głosik więcej się nie odezwał. Natomiast Severus w spokoju zakończył orzeźwiający prysznic i ubrał spodnie. Wychodząc z łazienki złapał jeszcze za Ognistą i wylał sobie resztę butelki do gardła, po czym położył się na kanapie. Jednak czuł, że mimo wszystko szybko nie uśnie. Nie myślał już nad Hermioną, nawet nie miał siły myśleć o dziwnej postaci. Po prostu wpatrywał się tępo w sufit i czekał aż w końcu zabierze go Morfeusz.
 ****                                             ****                                                  ****
Hej Hej!
Wiem, że musieliście trochę poczekać ale no już jest! :D
Mam nadzieję, że coś wykleciła. Straszne pomieszanie, chaos i w ogóle. Ale spokojnie, w głowach każdego z bohaterów też właśnie taki chaos panuje :P
Piszcie co sądzicie, albo jak tam chcecie :)
Pozdrawiam
B.
P.S
Stęskniłam się za tym wszystkim awwwww :3 :*

niedziela, 2 lipca 2017

WAKACYJNE PRZYGODY v2

Witajcie moi drodzy!
Dłuuugo mnie nie było, całe 10 miechów. Ale cłe 10 miechów bez pisani odświeża umysł. Mam wielką nadzieję, że nie zapomnieliście o mnie, Severusie i Hermionie, którzy właśnie rozpoczynają swoją podróż do świata marzeń :D
Tak, właśnie, w tym roku również będzie Sevmione :D No, jako że tego nie skończyła to chyba musi być właśnie to.
Jeśli ktoś tu jeszcze jest, to niech da mi znać, a jeśli mu się nie chce... No to trudno, nikogo do niczego nie zmuszę :)
Dobra, nie przedłużam. Od razu mówię, że jeśli bardzo dobrze pójdzie - rozdział już dzisiaj, jeśli tylko dobrze, to jutro, no a jeśli źle.... To sami wiecie.
Dziękuję wytrwałym :*
Pozdrawiam
B.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Ważne Info dla stałych bywalców

     Hej!
     Wiem, że wiele osób może się denerwować, że nie wrzucam rozdziałów w określone dni itd, ale ja po prostu nie mogę tak robić. Życie mi na to nie pozwala... Tak więc jeśli ktoś chce dostawać powiadomienia o nowej notce, to proszę przesłać mi swój email na: xissart@gmail.com .
     Kolejny rozdział... Jak mi się w jednym miejscu umysł odwiesi, ale przeczuwam, że niebawem :)
     Pozdrawiam,
     B.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Rozdział V cz. 2

     - Severusie! - powoli Minerva zaczynała się gorączkować.
     - Z przyjemnością - odwarknął Ron trzymając już różdżkę nad stołem.
     - Panowie, spokojnie - wtrącił się Daumi siedzący koło Weasleya i łapiący za ramię Rona. - Skoro jesteście tak wrogo do siebie nastawieni to po prostu się do siebie nie odzywajcie.
     Weasley opuścił różdżkę, a zamiast niej chwycił widelec i zaczął grzebać w swoim talerzu. W pomieszczeniu zapanowała niezręczna cisza. Każdy zajął się swoim talerzem. Severus był z tego zadowolony, cisza - to co kochał.
     Jesteś winny tej atmosfery.
     Nie odpowiadał, znowu nie mógł. Skrzywił się tylko, przewrócił oczami po czym postanowił naprawić błąd swój i Weasleya:
     - Trafiłeś z tą szatą, Lucjuszu. Gdzie ją znalazłeś? - rozpoczął rozmowę.
     - W Cavesoun - odpowiedział spojrzwszy na Severusa. - W sklepie "Sansil". Mają tam naprawde dobre szaty - dodał zauważywszy intencje przyjaciela.
     - Muszę tam zajrzeć - odparł Severus, ale nie wiedział co jeszcze może dodać.
     - A są tam może szaty dla kobiet? - podratowała go nagle Hermiona.
     - Są...
     - Ale dla kobiet, Granger, nie dla dziewczynek - kąśliwie zażartował Snape.
     Odbierze to na poważnie kretynie!
     - Bardzo śmieszne - odburknęła, ale natychmiast uśmiechnęła się.
     Zrozumiała.
     - Draco może Cię kiedyś tam zaprowadzić - wtrącił widocznie zadowolony Lucjusz popijając winko.
     - Nie może - Ron natychmiast się zbuntował.
     - Ron, przecież...
     - Ślizgon nie będzie się zadawał z moją dziewczyną - syknął przez zaciśnięte zęby.
     - Dość tego Ronaldzie, wychodzimy. - Hermiona nie pozwoliła mu dalej na bezczelne odzywki.
     - I bardzo dobrze.
     Hermiona pożegnała się uprzejmie ze wszystkimi, a Weasley jedynie burknął ciche "do widzenia" i wyszli.
     - Nie obraź się Minervo, ale TEN Weasley to się naprawdę nie udał - skomentował Lucjusz.
     - Bardzo się zmienił po wojnie - odpowiedziała mu Minerva.
     - Nawet nie wiesz jak bardzo - dodał Severus.
     Spokojnie zaczął jeść piernika, jednak od razu z pierwszym kęsem uświadomił sobie co teraz może się stać. Ron z pewnością będzie wściekły na Hermionę za to, że go hamowała. Zostali sami, a Weasley stał się straszliwym agresorem.
     Idź za nimi, bo ją pobije i pewnie zgwałci!
     Podpowiadało mu drugie "ja", ale tym razem nie zamierzał się kłócić. Zjadł najszybciej jak się dało i dopił swoją herbatę, po czym pożegnał się pod pretekstem zmęczenia kłótnią i wyszedł. Szybkim krokiem przemierzał korytarze w poszukiwaniu dwójki gryfonów. Przeszedł wszystkie miejsca, które uczeń może znać i te, które Weasley z Hermioną mogą znać. Skusił się nawet by zajrzeć do łazienki Jęczącej Marty, ale nigdzie ich nie znalazł. Zrezygnował więc z dalszych poszukiwań i zszedł do lochów.
     - Ah...ał..aa. - Niespodziewanie usłyszał pojękiwania przeplatające się z cichym łkaniem.
     Hermiona.
     Pognał za głosem, który z czasem robił się coraz głośniejszy, aż w końcu wychodząc z za zakrętu zobaczył to, czego pragnął już nigdy nie widzieć. Widok podrzędnego czarodzieja, śmierciorzerce gwałcącego Merlinowi winną kobietę. Jednak teraz widok zabolał go bardziej. Ron Weasley trzymający jedną ręką za nadgarstki, a drugą za niesfornie, kasztanowe włosy Hermionę, której twarz przyparta była do ściany, piersi wyciągnięte za sukienkę, która tak naprawdę okrywała jedynie brzuch dziewczyny, a chłopak energicznie poruszał biodrami przy jej pośladkach.
     Severus nie myślał co robi, nie był w stanie. Emocje nim targały jak wzburzone morze, które ma na celu jedynie zatopić statek, tak jak on miał na celu zatłuc Weasleya. Pobiegł w ich strone, odwrócił chłopaka, rzucił na przeciwną ścianę i zaczął uderzać pięściami po jego twarzy. Weasley nie był w stanie nic zrobić. Severus opanował się dopiero, gdy niechcący uderzył Hermionę, odciągającą go od Rona, z łokcia w ramię. W tedy dopiero odsunął się i spojrzał na dziewczynę.
     Była przestraszona, tylko czego: bójki, która między nimi wynikła, czy Rona gwałcącego ją?
     Wyglądała przerażająco, suknia potargana podobnie jak włosy. Posiniaczona i załzawiona.
     Zdarł z Weasleya, który właśnie wstawał z ziemi płaszcz i podał dziewczynie, jednak ta odtrąciła ubranie patrząc na nie z obrzydzieniem, więc Severus zdjął własnął kamizelkę i narzucił na Granger.
     - Musi ci to teraz wystarczyć - szepnął delikatnie obejmując ja ramieniem.
     - Pieprzony ślizgon - warknął Weasley ledwo stojąc oparty o ścianę. - To nie jest twoja sprawa co z nią robie.
      - Jest - uciął krótko Severus po czym zabrał Hermionę do swoich komnat. Nie chciał jej teraz zostawiać samej.
     Wpuścił dziewczynę, która niepewna wszystkiego stanęła na środku gabinetu. Snape natychmiast poleciał do swojej sypialni i przyniósł za mały na niego dres. Wrócił do Hermiony i powoli do niej podszedł.
     - Granger.. - zaczął podając jej ubranie, ale ona jedynie zadrżała na dzwięk swojego nazwiska. - Hermiono... - Zmienił swój ton dopasowując go do jej potrzeb, chociaż nie było to mu na rękę. - Idź się okąpać i przebrać. Później porozmawiamy - rozkazał, a dziewczyna niezwykle uległa zabrała ubranie i poszła w stronę łazienki.
     Severus w między czasie wezwał skrzata i polrosił o ciepły posiłek i herbatę w dwóch porcjach. Skrzat natychmiast zniknął, a Severus podszedł do swoim prywatnych zapasów eliksirów. Otwarł szafę i zaczął ją przeglądać. Dobrze wiedział gdzie leży jego poszukiwany eliksir, używał go prawie codziennie, ale zastanawiał się, czy nie znajdzie dla Granger czegoś lepszego niż tylko eliksir spokojnego snu. Czytał etykietki i przypominał sobie do czego służy eliksir, ale żaden nie był przydatny w danej chwili. Zabrał więc tylko fiolkę ze cieczą przynoszącą ulgę w nocy i zamknął szafę.
     W tym samym czasie drzwi od łazienki otworzyły się, a z nich wyszła zaczerwieniona, z mokrymi włosami i w samej bluzie Gryfonka.
     - Spodnie... Były za duże - oświadczyła powoli zbliżając się do kanapy, ale Severus zatrzymał ją łapiąc za ramię, a drugą ręką odkładając fiolkę z eliksirem na stolik. Lekko zadrżała, ale nie wyrwała ręki. Spojrzał na nią, a potem prosto w jej oczy. Była na tyle oszołomiona, że nawet zapomniała o zaklęciach do takich prostych rzeczy, jak zmniejszenie ubrań. Ale nie będzie jej upominał, przyniósł by jej jeszcze więcej wstydu.
     Puścił jej rękę i wskazał kanapę. Usiadła, a on na przeciwko w fotelu. Dzielił ich tylko stolik, na którym momentalnie pojawiło się jedzienie i herbata. Skrzat domowy ukłonił się szybko, spytał czy coś jeszcze, a nie słysząc więcej życzeń wrócił do swojej kuchni.
     - Jedź, dobrze ci to zrobi - odparł siląc się na zachęcający ton.
     Myślał, że go posłucha, że weźmie do ręki łyżkę i zje zupe dyniową, a potem widelcem będzie wkładać sobie do ust kawałki kurczaka z pestkami dyni popijając herbatką.
     Po tym wszystkim co się dzisiaj wydarzyło? Jakiś ty głupi...
     Drugie ja miało racje. Hermiona natychmiast zasłoniła twarz rękawami bluzy i zaczęła płakać. Severus się zmieszał, nie wiedział co ma teraz zrobić. Nie przytuli jej i nie powie, że wszystko będzie dobrze - nie byli sobie tacy bliscy. Więc co ma zrobić?
     - On mnie zabije... Ja... Czemu to zrobiłam? Zabije mnie, zabije! - wypowiedziała przez łzy.
     Nie pytał kto, bo wiedział. Weasley będzie na nią cholernie wściekły.
     - Czemu się nie bronisz? Przecież jesteś od niego silniejsza i mądrzejrza, z resztą jak od większości osób w tej szkole. Więc czemu mu się nie postawisz? - słowa odruchowo wypowiedziane przez Severusa zadziałały jak kubek zimnej wody. Nagle przestała płakać, wstała z kanapy i zaczęła bez słowa iść w stronę drzwi.
     Siedzieć i nic nie robić, patrzeć jak dziewczyna powoli jest wyniszczana przez otoczenie? Tak mu podpowiadał jego rozum, jego maska.
     Nie pozwól jej wyjść! Musicie to wytłumaczyć tu i teraz!
     To mu podpowiadało jego drugie ja, jego serce. I z tym też od jakiegoś czasu zaczynał się zgadzać, jemu ulegać. W momencie podniósł się z fotela, pokonał dzielący go dystans z Hermioną i nie pozwolił jej przejść.
     - Ta wasza cholerna, gryfońska duma - warknął, ale tym razem nic się nie stało - nie drgnęła, nie odskoczyła. - Wolisz cierpieć, wyniszczać się zamiast powiedzieć mi co sprawia, że wciąż przy nim jesteś?
     - Niech... Się... Pan... Nie wtrąca - odpowiedziała mu wyraźnie i zimno, tak jak on zawsze odpowiadał ucznią.
     Nagle lampa w jego głowie się zaświeciła - tak nie może być, nie pozwoli jej na to.
     - Gr... Hermiono, wiem jak to jest - zaczął sięgając ręką do głowy by pozbierać na tyle odwagi do kontynuacji. - Wiem jak to jest przechodzić tyle cierpienia i widzieć, że nie ma się nikogo na tym świecie. Wiem jak to jest, jak najbliżsi ludzie się od ciebie odwracają. Wiem też jak to jest, gdy osoba tak ci bliska, jak Weasley tobie staje za twoimi plecami ze sztyletem w ręku i wiem jakie to jest uczucie, gdy ci go wbija. I najważniejsze. - Zrobił krótką pauzę. - Wiem jak to jest nie potrafić komuś zaufać w jego szczerość, taką jaką ja teraz okazuje względem ciebie. Jestem z tobą całkowicie szczery i uwierz, że chce ci pomóc, bo jak widzę co się z tobą dzieje, to się we mnie gotuje. Niszczysz się tak samo, jak ja zniszczyłem samego siebie. - Kolejna chwila zawachania.
     Wal śmiało!
     - Hermiono, zaufaj mi
***         ***         ***
     Hej. Przepraszam, że tak późno... Ale... Nie, nie będę się tłumaczyć. Po prostu, za dużo życia poza literkami. Wybaczcie. Mam nadzieję, że trochę naprawiłam opo... A jak dobiłam, to przepraszam ;( Dziękuję za wszystko Pełni Księżyca :)
B.

wtorek, 16 sierpnia 2016

Rozdział V cz. 1

   Nadszedł dzień Bożego Narodzenia. Hermiona wstała z podkrążonymi oczami. Tej nocy do spokojnych nie można było zaliczyć. Od razu gdy usnęła przeniosła się w świat najgorszych wyobrażeń. Śniło jej się, że jej rodzice umarli, a Ron... Nie, nie zrobiłby tego, chociaż... Nie może być tego taka pewna.
     - Hermiono, Hermiono! Chodź szybko! - Usłyszała podekscytowane wołanie swojej przyjaciółki.
     Wstała z łóżka i nie dbając o swój wygląd poszurała do pokoju wspólnego.
     - Co się drzesz? Choinka się zapaliła? - odparła ziewając.
     - Nie, oh, Hermiono, prezenty! - Ginerva cieszyła się jakby miała wciąż jedenaście lat.
     - To świetnie... - odparła ironicznie Hermiona. Wiedziała, że jej przyjaciółka stara się nie myśleć o niedawnej wojnie, ale dla Hermiony już nic nie było takie wesołe.
     - Są od mojej mamy i od Harrego i Rona też!
     Giny, chociaż była przyjaciółką Hermiony nie wiedziała o drugiej stronie swojego brata. Granger nie chciała jej uświadamiać jakim zwyrodnialcem jest Ron, bała się jak zareaguje młodsza gryfonka: czy jej uwierzy, a jeśli tak to czy nie załamie się?
     Tak naprawdę tylko Snape był świadomy podłości Rona. Był w stanie sam się domyśleć czemu tak się zmieniła. Nawet profesor McGonagall nic nie podejrzewa.
     Swoją drogą zastanawiała się czy nie zaufać Snapeowi. Ostatnie rozmowy jakie odbyli wydawały się specyficzne. Tak, jakby Snape chciał jej pomóc. Z resztą ona też chciała pomóc jemu... Tylko co sprawiało, że chciała mu pomóc? Jej gryfońska natura, czy może...
     - Hermionio! Obejrzyj prezenty! - Z rozmyślan wyrwała ją na powrót Giny.
     Dziewczyna podeszła do choinki i chwyciła pierwszy lepszy prezent. Był opakowany w zielony papier, a należał do jej przyjaciółki. Podała jej pakunek i z zaciekawieniem patrzyła, jak go otwiera. W środku znajdował się naszyjnik w kształcie serca.
     - Od... Niego? - zapytała niepewnie Hermiona, a Ginny zaklęciem otworzyła serduszko. Uśmiechnęła się pod nosem i pokazała jej wnętrze serca. W środku ruszało się zdjęcie na którym tańczyli przy jeziorze Ginny wraz z blondynem o bladej cerze. Draco na drugiej połówce napisała jedno krótkie słowo "Always".
     - Słodkie - skomentowała starsza gryfonka. - Ginny, kiedy zamierzasz uświadomić Harrego?
     - Nie wiem... Ale jeszcze nie teraz.
     Hermiona nie kontynuowała tej rozmowy, widziała, że tego nie chce. Wprawdzie nic takiego z Draco nie robili, ale Granger widziała, że mają się ku sobie.
     Otworzyła resztę prezentów. Od Molly dostała sweter tym razem z naszytą książką, od Harrego poradnik do transmutacji, a od Rona książkę do gotowania.
     - To chyba coś znaczy - skomentowała rudowłosa na widok prezentu Rona.
     - Tak, że mam się nauczyć gotować - roześmiały się.
     Dostała jeszcze pare słodyczy od Hagrida oraz żonglera i dziwny wisiorek od Luny.
     Dziewczyna zabrała wszystkie prezenty do swojego pokoju prefekta i stwierdziła, że ogarnie się trochę i zejdzie na śniadanie świąteczne.

     Obudził się nadzwyczaj późno, a zdziwił się jeszcze bardziej, że pomimo koszmarów jakie go dręczyły nie wstał wcześniej. Ale z drugiej strony czy to na pewno były koszmary? Wizje śmierci jego ukochanej z pewnością były koszmarne, ale czy mglista kobieta pojawiająca się później z uśmiechem na ustach i wyciągająca ręce do niego z chęcią wypełnienia pustki były takie... Złe?
     Tylko kim ona była?
     - Dobre pytanie - odpowiedział swojemu drugiemu ja.
     Postanowił nie rozmyślać nad tym. Wstał ze swojego dębowego łoża i wyszedł z sypialni do salonu z zamiarem skierowania się od razu do łazienki jednak jego uwagę przykuło parę pakunków leżących na stoliku.
     - Coś mi się tu nie zgadza - mruknął do siebie.
     Policz głąbie.
     - Zamknij się debilu - warknął na samego siebie po czym stwierdził, że dla kogoś, kto go nie zna musiałoby to wyglądać komicznie.
     - Cztery pakunki. O jeden za dużo. - Podszedł do stolika i obejrzał prezenty.
     Czerwony - Minerva i kolejny szampon.
     Zielony ze srebrną wstążką - Draco i kolejny zestaw piór.
     Srebrny z zieloną wstążką - Lucjusz i nowa szata.
     Czarny... A to od kogo?
     Natychmiast otworzył nieznany mu prezent i przeraził się widząc pluszowego nietoperza ruszającego skrzydełkami. Do szyji pluszaka przyczepiona była karteczka, a na niej napis:
     Sevuś!
     Wesołych świąt! Mam nadzieję, że misiu Ci się spodoba, starałem się znaleźć takiego, jakiego lubisz. A to naprawdę nie było proste (no bo nie wiedziałem, że pracujesz w Hogwarcie i szukałem dopiero wczoraj).
     Daumiś T.
     W Severusie zawrzała krew. Cisnął nietoperzem w kąt pokoju po czym poszedł do łazienki wyzywając w myślach Therlanda za jego bezmyślność i Minerve za jej wredny charakter.
     Ubrał się w jedną ze starych szat, po czym zszedł na śniadanie tylko i wyłącznie po to, by powyzywać wścibskiego blondyna. Wszedł do Wielkiej Sali i ucieszył się widząc przy stole uradowanego Therlanda.
     Nie dasz mu żyć, prawda? Ale przecież to było miłe z jego strony! Ty nigdy nikomu nie...
     Już chciał odgryźć się swojemu sumieniu jednak szybko zorientował się, że w danej chwili to nie jest dobry pomysł: był w Wielkiej Sali gdzie było parę osób, które uznałyby go za wariata.
     Podszedł do Therlanda od tyłu, ale ten go bacznie obserwował i gdy Severus był już za nim wstał z krzesła i stanął do niego przodem z ogromnym uśmiechem na ustach.
     - Daumiś, dziękuje ci za ten cudowny prezent świąteczny! - odparł z uśmiechem Severus na co Therland zaczął się szczerzyć i podskakiwać.
     - Naprawdę ci się podobał?
     - Oczywiście, że nie ty kretynie! Jakim trzeba być idiotą, żeby wymyślić taki prezent dla dorosłego mężczyzny?! I co, może mam teraz spać z tym pluszakiem? Co ty sobie w ogóle myślisz? Tym bardziej, że to jest nietoperz! Sugerujesz mi coś?
     - Sevuś...
     - I do jasnej cholery, obiecuje ci, że jak nie przestaniesz mnie nazywać "Sev" a co gorsza " Sevuś" to jakaś z paskudnych klątw może niechcący ugodzić w jakąś część twojego ciała. - Wypowiedziawszy swoje " zabiję cię" w sposób jakże elokwentny natychmiast przedostał się już za drzwi Wielkiej Sali.
     - Nie denerwuj się tak! Złość piękności szkodzi! - Usłyszał jeszcze za sobą, a potem natychmiast obok siebie:
     - Sevusiowi to już nic nie zaszkodzi.
     Przystanął i miał się odezwać do - cholera Merlinie, czemu znowu one - gryfonek dreptających w stronę Wielkiej Sali. Nie zauważyły go więc tym lepiej będzie je zaskoczyć swoją złością. Już otworzył usta i nabrał powietrza, ale natychmiast też je zamknął i nosem ulotnił zdziwiony powietrze.
     - Przestań. To, że tobie się nie podoba nie znaczy, że komuś innemu też nie.
     Granger go broniła... Czemu to robiła, przecież jeszcze parę dni wcześniej potraktował ją okropnie.
     Nim zdążył cokolwiek zrobić obie dziewczyny zniknęły za wrotami Wielkiej Sali.
     - Gryfońska litość... - mruknął do swojego drugiego ja mając nadzieję tym razem na potwierdzenie.
     A może to nie litość?
     - A teraz zmieniasz zdanie co do niej?
   
      Wieczorami Severus przesiadywał przed kominkiem wraz ze wspaniałą oazą spokoju - książką. Tym razem, w Boże Narodzenie nie było inaczej. Mógł porobić coś innego, mógł pójść do Minervy na "maleńskie" przyjęcie świąteczne. Jak co roku dostał zaproszenie wraz z prezentem, ale na przyjęciu był tylko raz - za pierwszym razem.
     A może byś tak poszedł znowu.
     - A po co? Nie dręcz mnie i daj mi czytać - mruknął do siebie i kontynuował czytanie.
     Książka zajmowała go dziś jakoś mniej niż zwykle. Wydawała się nie przyciągać zbytniej uwagi. Za to przyciągało ją co innego. Co chwile zerkał na zegar, a następnie na stolik gdzie wciąż leżały pakunki, tym razem już otwarte.
     Sev...
     - Oh, no już dobrze! Pójde na to głupie przyjęcie.
     Narzucił na siebie nową szatę od Lucjusza, która swoją drogą bardzo mu się podobała. Czarna do kostek, a na niej szmaragdowa, równie długa kamizelka. Rękawy były większe niż normalnie, a guziki koloru kamizelki. Szata była prosta, ale bardzo ładna.
     Spojrzał na zegarek - przyjęcie trwa już od dziesięciu minut. I tak nikt z pewnością nie zwróci na spóźni uwagi ze względu na sam fakt jego przyjścia.
     Przeciął Hogwart i już stał przy komnatach Minervy. Zapukał delikatnie, ale stanowczo po czym otworzył drzwi, a wszystkie pary oczu zwróciły się w jego stronę.
     - Sevuś! Jak miło... - Przywitał go obrzydliwie radosny głod Daumiego.
     - Therland... Nie będę na ciebie wrzeszczał pod warunkiem, że przestaniesz mnie nazywać w ten obleśny sposób - odrzekł szorstko.
     - Jak miło, że wpadłeś Severusie - odparła Minerva wyczarowując krzesło pomiędzy Lucjuszem i Draconem, którzy przywitali go widocznie zadowoleni.
     - Od kiedy to gościsz u siebie innych ślizgonów oprócz mnie? - zadał pytanie witając się z gospodynią.
     - Pierwszy raz jesteśmy tutaj Severusie - odpowiedział mu Lucjusz.
     Spojrzał po reszcie gości i aż się zmroził. Naprzeciw niego siedziały dwie osoby: Hermiona Granger i Ron Weasley, który łypał na Severusa złowrogo, a Hermiona była przestraszon. Zauważył, że na szyje ma nałożoną warstwe mugolskiego podkładu.
     Znów jej coś zrobił?
     Usiadł na wyczarowanym krześle i nalał sobie kawy.
    - Widze, że zaczynamy kulturalnie - usłyszał komentarz z naprzeciwka.
     - Coż, panie Weasley, starsi mężczyźni ją chociaż mają - odgryzł się widząc jak czerwienieją Ronowi uszy.
     - Młodzi mężczyźni natomiast są przystojni - odparł uśmiechając się wrednie.
     - Tak przystojni, że aż się zastanawiam co płeć piękna widzi w takich chłystkach.
     Nie wiedział co w niego wstąpiło, ale w Severusie się gotowało. Wiedział, że w tej chwili są atrakcją całego przyjęcia, ale nie obchodziło go to. Był wściekły na tego rudzielca za to co robił Hermionie.
     - Z pewnością nie widzą starego, tłustego nietoperza z lochów - Ron wciąż mu odpowiadał, ale Severus widział, że pomysły mu się kończą.
     - Z pewnością nie, natomiast widzą za pewne obrzydliwe świnie, prawda panno Granger? - odparł spokojnie nakładając sobie ciasto orzechowe. Jego "rozmówca" widocznie nie wytrzymał i sięgał już po różdżkę.
     - Ron! Uspokój się! - Hermiona krzyknęła na niego lekko rozbawiona.
     - Znów chcesz powtarzać ten schemat? - Severus jednak nie przestawał.
     - Wszystkich was proszę o spokój. Nawet w święta będziecie się kłócić? - wtrąciła się Minerva.
     - Nawet pojedynkować jeśli to będzie konieczne.

piątek, 5 sierpnia 2016

Rozdział IV cz. 2

     Zastanów się czy chcesz stać przy nim tak jak ja i Malfoy...
     Zastanów się czy chcesz stać przy nim...
     Zastanów się czy chcesz...
     Zastanów się... 
     Słowa opiekunki Domu Lwa odbijały się echem w głowie jej podopiecznej gdy wracała do swojego dormitorium, pod prysznicem i przed zaśnięciem. Odtwarzała w głowie cały dzień zaraz po zakończeniu lekcji. Wyraz jej twarzy machinalnie zmieniał się wraz z przebiegiem wspomnień. Gdy przed oczami miała obrazy Rona śliniącego się na widok jej ubioru, a potem jego dłoni szarpiących ją, drapiących... Molestujących o mało co się nie rozpłakała. Przecież nie protestowała, nie uciekała... Więc czemu on wciąż tak ją traktuje? Boji się, że go zostawi? Siłą chce ją zatrzymać? Kiedyś powiedziałaby, że zostanie, że go kocha... Ale Ron się zmienił. To już nie był ten sam rudzielec. Ona też już nie była taka sama. Była silniejsza, ale wciąż była tylko kobietą, która nie ma gdzie się podziać, która nie ma nikogo na tym świecie. Dlatego zostanie z nim... Z Ronem.
     Nagle wspomnienia zamieniły się jak klatki w filmie i ukazały butelke whisky łącznie z mężczyzną, który butelkę przelewał do szklanek. Uśmiechał się... Dopiero teraz to zauważyła. Delikatnie, ale uroczo. To nie był wredny uśmiech. Hermiona przejęła widok z obrazu i sama się do siebie uśmiechnęła.
     Scena trzecie miała miejsce w gabinecie dyrektora, gdy panna Granger opowiedziała swojej przyjaciół o całym dniu. Przypomniała sobie, jak Minerva tłumaczyła jej czemu ma wybrać czego chce od profesora Snape. Delikatny smutek i współczucie wpłynęło na jej twarz.
     Nie! Dość! Ona już nie chce o tym rozmyślać, chce spać!
     Natychmiast po tym jak się zbuntowała wszelkie emocje odpłynęły wraz z jej wszelaką świadomością.

     Ostrożnie ale z gracją zapakowywał gruby tomisz w zielonkawy papier ze srebrnymi pasami. Widząc to opakowanie przypomniał mu się jej strój, taki młodzieżowy, ale taki kuszący...
     Dureń. I po co się tak starasz? - przemawiał głosik w jego głowie.
     - A czemu nie? Chce jej sprawić przyjemność - odpowiedział samemu sobie.
     Przyjemność? Głupcze, a co jak skrzywdzisz tą dziewczynę? A co jak ona skrzywdzi ciebie? Nie chcesz znów tego przeżywać, prawda?
     - Nie chce i nie będę - odparł ściągając brwi. Ale po chwili je rozluźnił i przestał pakować. - Ryzyko... Takie wielkie ryzyko... Nie... Nie! - krzyknął targany cierpieniem i rzucił prawie skończony pakunek w stronę rozpalonego kominka.
     - Znów ze sobą rozmawiasz? - Natychmiast odwrócił się na pięcie by spojrzeć na kolejną wścibską gryfonkę, ale tym razem starą.
     - Czego chcesz? Nie mam nastroju do rozmów - warknął na swoją pracodawczynie po czy odwrócił się do kominka.
     - Hermiona u mnie była.
     - I co ja mam do tego?
     - To, że to właśnie o tobie rozmawiałyśmy. - Spojrzał na pakunek przy kominku. Ogień nie dorwał go.
     - Gratuleje marnotractwa czasu - burknął poirytowany, podczas gdy Minerva podeszła do zapakowanej książki.
     - Sądzisz, że każda chwila poświęcona twojej osobie jest marnotractwem? - Podniosła prezent i obejrzała dookoła. - Dla Hermiony chwile dzisiaj spędzone z tobą były najmilszymi tego dnia.
     - To jest niemożliwe - odpowiedział tym razem po prostu oschle.
     - Możliwe Severusie. Zdejmij przed nią maskę, naprawde jest tego warta. Nie zawiedziesz się. - Odłożyła książkę na biurku przed nim i skierowała się do wyjścia.
     - Nie baw się w Dumbledora - znów warkną czując, jak niszczy go irytacja pouczania go.
     - Nie bawię. Nie chcę, by mój przyjaciel stracił drugą szansę.
     Wyszła.
     Przyszła na pięć minut, zrobiła zamęt w jego głowie i tak po prostu go zostawiła. Gryfonki, najgorsze i najcudowniejsze kobiety jakie znał.

     Święta, czas radości, prezentów i spędzania czasu z rodziną. Tak biało na dworze, a tak kolorowo w sercach. Najcudowniejszy czas w ca....
     STOP
     To nie bajka, nie przedstawiamy schematów dla dzieci z wesołymi świętami. Tutaj czas rzucić okiem na tych, którzy w ten radosny czas pozostają sami. Bez rodziny, przyjaciół, domu, uśmiechu na ustach i radości w sercach.
     Severus wstał jak zwykle jeszcze przed szóstą. Na pierwszą myśl ucieszył się. Nie musiał iść na lekcje i pilnować szczeniaków. Święta, spokój dla uszu...
     Ale smutek w sercu.
     - Zamknij się już! - warknął do swojego wnętrza, chociaż wiedział, że ma racje.
    Jeszcze niedawno nie okłamywałbyś mnie i...
    - Nie okłamuje. Po prostu chce chciaż czasem nie myśleć co jest prawdą a co fałszem. - Był wściekły, sam na siebie, że pozwala sobie na taką nienormalność.
     Wykąpał się i zszedł na śniadanie do Wielkiej Sali. Spodziewał się ujrzeć Minervę łącznie z paroma innymi nauczycielami przy stole nauczycielskim oraz z pięciu do dziesięciu uczniów, a tymczasem ujrzał Granger, Malfoya, pannę Weasley, dwóch krukonów i jednego puchona. A przy stole nauczycielskim Minervę, Pamonę Spraut, Hagrida oraz mężczyznę z pewnością młodszego od niego z bląd włosami postawionymi na żel. Nosił na sobie granatową szatę.
     Severus z dziwną niechęcią zaczął kierować się do stołu nauczycielskiego. Przybysz nagle spojrzał w jego stronę i uśmiechnął się do niego.
     Skądś znam ten krzywy ryj ... - rozmyślał, ale nie długo musiał czekać na odpowiedź.
     - Sev! - wrzasnął blondyn wstając od stoły i ruszając w stronę Severusa.
     - Nie... Mów... Do... Mnie... Sev! - warknął na całą salę co było łatwe ze względu na małą ilość osób.
     - Spokojnie, kolego nie poznajesz mnie? - czrodziej chciał przytulić Severusa, jednak ten mu na to nie pozwolił i uderzył go centralnie w sam środek głowy. - Ałć!
     - Poznaje bezmózgi cepie. Daumi Therland. Cholerny bałwan, który nie odstępował mnie na krok... - odrzekł z niechęcią, po czym wyminął rzekomego bałwana i podszedł do stołu nauczycielskiego. Usiadł koło Minervy i spojrzał zabójczo na dyrektorkę.
     - Co on tu robi? - syknął.
     - Nie bądź taki szorstki. - Śmiała się połykając mięso z kurczaka. - Potrzebowałam nowego nauczyciela od Obrony Przed Czarną Magią i Daumiś się nawinął.
     - Daumiś... Co to za zdrobnienie?
     - A bo on taki zawsze wesoły i słodki. Takie dziecko, taki Daumiś.
     - Na Merlina... - Severus skwitował to przeciągnięciem ręki po twarzy. - Nie chce mieć z nim noc do czynienia, niech trzyma się ode mnie... Co? - przerwał poirytowany minął Minervy.
     - Spójrz za siebie. - Postąpił zgodnie z instrukcją, jednak pożałował tego.
     - Sevuś, czemu nic nie jesz? I tak już za chudy jesteśm zero mięśni, nic!
     - Pójdę zjeść u siebie... - odparł Severus wstają i nie zwracając uwagi na protesty Therlanda.
     Pokonał Wielką Salę w mgnieniu oka, lecz przy samym wyjściu coś go zatrzymało. Odwrócił się na pięcie i skrzywił widząc Granger i pannę Weasley chichoczącą.
     - Co was tak bawi smarkule? - warknął na nie, aż panna Weasley wystraszyła się.
     - Z niczego panie pro... - zaczęła tłumaczyć, ale jego bardziej Granger interesowała. Nie przestawał chichotać, aż omało co nie wybuchnął wściekłością.
     - Ależ z niczego - odparła teatralnie podnosząc mu ciśnienie. Jednak najgorszy był jej szept: - Profesorze Sev.
     Weasley spojrzała na nią w niemym "żegnaj na zawsze". Po części miała racje.
     - Granger, za mną, ale już! - rozkazał, a ona już bardziej poważna usłuchała.
     Czuł jak w drodzę z Wielkiej Sali do Lochów jego złość niknie, a zamiast niej pojawia się smutek, żal i... Wspomnienia. Cudne, ale jakże bolesne.
     Weszli do jego gabinetu, a on stanął opierając się o biurko. Poczuł nagły przypływ bezradność przez który zacisnął zęby. Wiedział, że nie będzie w stanie na nią nawrzeszczeć.
     To nie jej wina, ona nic nie wie. Nie bądź na nią zły, przecież nawet nie chcesz być zły. - Wewnętrzne "Sev" pomagało Severusowi podjąć decyzje.
     - Proszę Granger... - wydusił z siebie czując jak do oczu powoli napływają mu łzy.
     - Profesorze? - Hermiona powoli podeszła do Snape.
     - Proszę nie mów do mnie Sev. - Po policzkach spłynęła mu słona ciecz.
     Zaczął czuć wstyd i obawe przez to, że rozpłakał się przy uczennicy i do tego przy Granger.
     Nagle poczuł na policzkach ręce ocierające jego "wstyd". Spojrzał zdziwiony na dziewczynę, która niepewna swoich czynów uśmiechnęła się do niego.
     - Dobrze, już nie powiem tak, ale proszę, niech pan nie płacze - szepnęła tak delikatnie i tak... Smutno.
     - Nie płaczę durna. - Zasłonił oczy rękawem znów starając ukryć swoje uczucia.
     - Czemu tak pan reaguje na to przezwisko? Przecież to urocze. - Musiała go o to spytać? To nie takie proste. Chwila...
     - Co takiego jest uroczego w moim imieniu a co gorsza przezwisku?
     - A pan znowu swoje. Pan też jest człowiekiem i ma prawo do radości i szczęścia...
     - Już dawno zapomniałem co to znaczy być szczęśliwym... - Mówiąc to podszedł do kominka mając nadzieję, że wysuszy on smutek w sercu Severusa.
     - Może czas, żeby sobie pan przypomniał.
     - Cholera, Granger zajmij się lepiej swoim szczęściem, bo z tego co zauważyłem dość szybko je tracisz. Nie chcesz porozmawiać ze mną na ten temat, a chcesz pouczać mnie jak mam żyć.
     - Przepraszam... Ja... To nie tak miało wyjść.
     - Ale wyszło - uciął krótko opanowując się.
     - Ma pan racje, ale ja po prostu chce panu pomóc, bo sama sobie nie mam jak.
     - Skoro sama sobie nie potrafisz pomóc, to jak niby miałabyś pomóc mi?
     Miał racje, wiedział, że właśnie tak to odbierze. Obrazi się, być może rozpłacze i wyjdzie. Wiedział, że tak będzie, zawsze tak jest nie tylko z Granger. Tylko jedna osoba jest w stanie nie zwracać na fo uwagi, tylko Miner...
     - Może właśnie mogę pomóc panu, a nie sobie samej. - Nie uciekła, nie wkurzyła się, nie posmutniała... Wręcz przeciwnie.
     - Od kiedy to tak trudno cię zniechęcić?
     - Odkąd przyjaźnie się z profesor McGonagall - odparła z widomym zadowoleniem. - Powie mi pan w końcu czemu tak bardzo pan nie lubi tego przezwiska?
     - Czemu miałbym się zwierzać komuś takiemu jak ty?
     - I znowu się zaczyna... - Hermiona załamywała powoli ręce.
     - Nie będę cię dręczył swoją przeszłością, nie jest ona tego warta. Idź już Granger.
     Posłusznie wyszła, ale on niechętnie ją wypraszał.
     Dobrze zrobiłeś, zniszczyłbyś jej życie.
     - Wiem... Daj mi spokój... Mam dość... Chce ją dotknąć, chce ją pocałować, pieścić ją i wprawiać ją w...
     Tyle pragniesz, a tak naprawdę nic o niej nie wiesz.