- Tak, i je popsuł... - mruknęła pod nosem Ginny.
- To nie on je popsuł - zaprotestowała odruchowo Granger.
- A kto niby? No wiem, że Ron jest palantem, ale przecież powinnaś zrozumieć jego nienawiść. - Nie odpowiedziała, nie chciała jeszcze jej nic mówić.
Znów cisza.... Znów nikt się nie odezwał przez długi czas, a Hermiona nie mogąc się powstrzymać spojrzała na Snapa. Tym razem ich spojrzenia się spotkały, na krótko, ale to wystarczyło, by poczuła jeszcze większą niepewność niż wcześniej. Gdy ledwo co się odwróciła była pewna, że patrzy na nią z tymi miłymi uczuciami, jednak gdy zorientował się, że na niego patrzy natychmiast powrócił do swojego lodowatego, beznamiętnego wzroku.
- Właściwie, to mam pomysł. Hermiona, skoro tak się nad nim zastanawiasz, to spróbuj go ściągnąć do nas. - Nagle wypalił Draco, co spowodowało, że Ginny opluła się sokiem.
W Hermionie zawrzała nagła chęć zrobienia tego. Kiwnęła tylko głową, spojrzała na tajemniczo zadowoloną nauczycielkę transmutacji i wstała od stołu. Podeszła do tego nauczycielskiego, a Snape już bacznie obserwował ją kątem oka. Robiła wszystko, co wpadło jej jako zachcianka do głowy. Odsunęła krzesło dyrektorki i usiadła w nim, a w tym momencie Severus gwałtownie się do niej obrócił z oburzoną miną.
- Co ty wyrabiasz, Granger?! - wysyczał do niej ewidentnie oburzony.
- To co pan widzi, siadam na krześle. - odpowiedziała mu spokojnie, nauczyła się, że jest to jedyny sposób by w końcu się poddał.
- Na krześle NUCZYCIELSKIM Granger!
- Owszem, profesor McGonagall pozwoliła mi na to.
- A niby czemu? - wypowiedź była uszczypliwa, jednak czuła, że to pytanie retoryczne, więc nie odpowiedziała na nie.
Kolejna seria ciszy napierającej nieprzyjemnie na bębenki. Snape zajadał się tartą z jabłkami, a ona patrzyła niby przed siebie, jednak w rzeczywistości w samą siebie szukając czegoś, co by mogła powiedzieć.
- Granger.... - spojrzała na niego zaskoczona. - Widzę, że lepiej ci już po wczoraj. - odparł, a ona poczuła się zaatakowana. Nie przemyślawszy swoich słów otworzyła już usta do odpowiedzi.
- Owszem, a panu chyba gorzej. Myślałam, że jest pan zwolennikiem ciszy między Ślizgonami i Gryfonami - odpyskowała, a on spojrzał na nią tym jadowitym wzrokiem, którym zabijał nadzieję pierwszorocznych.
- Skoro tak ci przeszkadza mój głos, to już się zamykam. - odparł niespodziewanie, a ona poczuła, że o wiele bardziej woli go słuchać, rozmawiać z nim.
- Nie... Nie przeszkadza. Po prostu....Jakoś mi tak dziwnie. - Zmieszana zaczęła miętosić kawałek obrusu patrząc na ten kawałek tkaniny i wręcz szeptając słowa. Czuła, że się jej przygląda.
- Czyżby Panna-Wiem-To-Wszystko czegoś nie wiedziała? - Usłyszała odrobinę rozbawienia w jego głosie i spojrzała na niego. Właśnie przykładał filiżankę do wykrzywionych ust, wykrzywionych w delikatnym uśmiechu.
- Przepraszam.... - znów wybąkała.
- Za co tym razem?- wziął kolejnego kęsa tarty.
- Było. - Zrobił pauzę, która wydała się Hermionę ucięciem rozmowy. Jednak on odłożył sztućce i spojrzał jej prosto w oczy z lekko rozbawionym, ale i łobuzerskim uśmiechem. - Ale tą granice mamy już dawno za sobą, Granger.
Pamięta bardzo dobrze moment, który właśnie jej wypomniał. W tym momencie nie mogła już wytrzymać zawstydzenia i odwrócił całkowicie twarz w drugą stronę, po czym usłyszała cichy śmiech.
- Przejdźmy do rzeczy, Granger. Chcesz, bym tam z wami siadł, prawda? - kiwnęła głową nawet nie pytając skąd to wie. - Dobra, to ja mam pytanie. Co przy stole gryfonów, z trzema gryfonkami robi potomek rodu Malfoyów?
- Draco panu nie powiedział? - teraz odwróciła się do niego zapominając o wcześniejszej obrazie.
- Czego mi nie powiedział?
- No.... - zastanowiła się przez chwilę. - No ja nie mogę panu powiedzieć. Ale może Draco to zrobi, jak się pan do nas przysiądzie. - I natychmiast wstała od stołu i zeszła z podestu.
- Granger, naprawdę myślisz, że nie dowiem się w inny sposób?
- Myślę, profesorze, że pan po prostu chce z nami siąść, ale duma panu nie pozwala. - Mówiąc to zwróciła się do niego twarzą, uśmiechnięta, choć w środku lekko przestraszona.
- Słucham?! - zdenerwowała go, wiedziała o tym. Tylko zastanawiała się nad konsekwencjami tego.
Wstał od stołu i powoli podszedł do nich wszystkich. Spojrzał po wszystkich i najpierw zawiesił wzrok na Hermionie, a potem na Draconie. Westchnął ciężko, po czym rzek najspokojniej jak tylko mógł:
- Draco, powiedz mi proszę co skłoniło cie do przebywania w towarzystwie gryfonek?
Draco spojrzał na Hermionę, potem na Minervę, a następnie na Ginny, jednak z tą ostatnią wymienili przestraszone spojrzenia.
- Wuju... nie zrozum mnie źle... Dobrze mi w tym towarzystwie. - Gdy Draco to powiedział Severus jedynie pokiwał z lekkim rozbawieniem głową. - No i ja i Ginny...
Nie dokończył, nie musiał.
Severus zorientował się już co się stało w trakcie jego nieobecności w świecie żywych. Był tym tak zaskoczony, że zapomniał jak się oddycha.
- Ślizgon przyjaźniący się z gryfonkami, mało tego, będący z jedną z nich... A co na to Potter? - wyszeptał, gdyż nie był zły, po prostu zdumiony, nie dowierzał.
- Nie bądź już takim hipokrytą Sev. - Odparła Minerva i w tym momencie zawrzał w nim gniew.
- Czy coś mi sugerujesz głupia kobieto?! - wybuchnął.
- Owszem, SEV! - McGonagall jakby specjalnie podsycała jego gniew, a Hermionie wcale się to nie podobało.
- Przestań do jasnej...
- Przecież nic nie robię, Sev. - znów go ugodziła. I Hermiona zobaczyła coś, co raz już widziała. W płonących ze wściekłości oczach błyskała rozpacz i bezsilność.
- Skończ....
- Co mam skończyć, S...
- Dość, wystarczy pani profesor. - Nagle, donośnie zaprotestowała Granger. - Nie wiem jaki ma pani w tym cel, ale proszę już przestać.
Minervę lekko to uraziło, Dracona i Ginny zdziwiło, jednak Severus przez moment wydawał się być jej wdzięczny po czym trzepocząc swoimi szatami pośpiesznie znikł za rogiem wrót do Wielkiej Sali.
Mijały dni przerwy świątecznej i Severus musiał przyznać, że mijały bardzo spokojnie nie licząc nielicznych spotkań samotnie w gabinecie Minervy rozprawiając o nowych poszlakach dotyczących zamaskowanej postaci. Co prawda nie było ich wiele, jednak to zawsze coś. W między czasie, pomimo łudzenia się przez Severusa o chwilę samotności, Granger nawiedzała go pod różnymi pretekstami, które dla Snape były nieprawdopodobne, jednak mniej niż to co Serce podsuwało mu do głowy. Mistrz Eliksirów zauważył również, że Draco i Minerva bez żadnych skrupułów przesiadują razem z Ginny i Hermioną przy jednym stole nawet, gdy w pobliżu jest garstka pozostałych uczniów i nauczycieli. Dodatkowo dosiadał się do nich Therland, za co tym razem Severus dziękował mu. Był mu wdzięczny ponieważ za każdym razem jak widział roześmianą grupkę tak naprawdę bliskich mu osób miał rosnącą ochotę dosiąść się do nich, jednak postać Therlanda znacznie go odpychała.
W przed dzień rozpoczęcia drugiego semestru Severus wszedł do sali nadzwyczaj niewyspany. Zauważył, że przy stole gryfonów siedzi jedynie Hermiona z bardzo przybitą miną. Minervy nigdzie nie było widać w pobliżu, a Wesleyówna z Malfoyem zajmowali miejsce przy stole ślizgonów przy czym rudowłosa co chwilę spoglądała wściekle na Granger. Severus zakpił w duchu z kłótni nastolatków przechodząc środkiem Wielkiej Sali.
Severusie...
Cichy pomruk Serca dawno się do niego nie odezwał, jednak nigdy nie spodziewał się, że tonacja pierwszych słów "wypowiedzianych" przez drugie ja będzie tak bardzo wrażliwa, smutna i błagająca. Nie musiał słuchać więcej, wiedział czego Serce od niego chce. Wystarczyła mu chwilę, dosłownie szybkie rzucenie spojrzenia na ślizgoński potem gryfoński stół, by podjął decyzję. Bezszelestnie zakręcił tuż przed stołem nauczycielskim by momentalnie usiąść tuż obok Hermiony. Ta, gdy kątem oka ujrzała ciemną pelerynę wzdrygnęła się i spojrzał z przerażeniem na Severusa - już od paru dobrych dni nie widział tego rodzaju spojrzenia i marzył, by już więcej go nie zobaczyć.
- Profesorze... Przestraszył mnie pan - oświadczyła zwiotczałym głosem i znów odwróciła głowę wbijając wzrok w owsiankę z owocami.
- Granger, co znowu się stało? - odparł sucho, jednak szybko zrozumiał, że to był błąd. Dziewczyna ściągnęła jeszcze bardziej brwi, a oczy zaszkliły się jej. Westchnął zatem i już otwierał usta, gdy usłyszał ciche parsknięcie. Twarz Hermiony nawiedził blady, ale wesoły uśmiech.
- Mówiłam, że tak będzie. Ginny... Weasleyowie nie chcą mnie znać - odparła wyładowując swą złość na owsiance, chcąc widocznie nie uronić ani kropli łzy.
- Zostawiłaś w końcu Weasleya? - odparł lekko zdziwiony jej uśmiechem.
- Nie całkiem. Może to dziwnie zabrzmi, ale pan zrobił to za mnie tydzień temu. Tylko, że teraz Ron napisał do Ginny. - oświadczyła ściszonym głosem.
- Co napisał? - spytał równie cicho jak ona.
- Że... Zdradziłam go. - Severus prychnął pod nosem.
- Akurat ty do tego zdolna nie jesteś, aczkolwiek powinnaś to zrobić - odparł lekko rozbawiony, po czym pojawił się przed nim talerz, na który powoli zaczął nakładać sobie parówki i jajka.
- Z panem.
*** *** ***
Tak wiem, jest połowa wakacji a tu dopiero drugi w te wakacje rozdział. Jestem beznadziejna tak, tak, wiele osób mi to mówi. No ale cóż.... Aktualnie wakacji nie miałam za bardzo :p Ale powiem wam, że nawet mam już kawałek następnego :D
Mam nadzieję, że nie było najgorsze :)
Dziękuję za poświęcony czas
Pozdrawiam.
B.