środa, 9 sierpnia 2017

Rozdział IX

      Jej słowa sprawiły, że serce zabiło mu szybciej. Wola jego umysłu spadła mu prawie do zera, choć rozum powtarzał "lubi cię, bo jej pomogłeś. Zwykłe dziękuję, jesteś dobry". Patrzyła się na niego lekko przestraszona, jakby wyczekiwała konsekwencji swoich słów, jakby bała się, że zaraz ją zwyzywa i wyrzuci. Ale sam bardziej przestraszył się własnych słów.
     - Granger... Naiwna jesteś. - Odłożył na stolik butelkę i objął gryfonkę ramieniem czując, jak coraz bardziej kładzie mu się na ramieniu. Nie wzdrygnęła się, nie odepchnęła go, tylko całkowicie położyła głowę na nim.
     - Może i jestem naiwna, ale czy panu to przeszkadza? - odparła ziewając, dzięki czemu Severus poczuł silnie naciskające zmęczenie.
     - Nie Hermiono, ani trochę... - To były ostatnie słowa jakie pamiętał zanim jego głowa bezwiednie oparła się na miękkiej szopie, a oczy ciężkie i zmęczone zamknęły się, by następnie umysł mógł popłynąć wgłąb krainy snów.
   
      Szedł przez korytarz wielkich zarośli przyciętych, zadbanych, przez korytarz labiryntu. Szukał czegoś, nie wiedział czego w tym labiryncie może szukać on, Mistrz Eliksirów, ale wiedział, że panicznie czegoś szuka i jeśli tego nie znajdzie nie będzie miał już po co żyć. Krążył więc między krzewami, w półmroku dostrzegając jedynie oddalony, zamglony księżyc. Co rusz skręcał w prawo bądź w lewo. W końcu wpadł do ślepego zaułka i tam coś znalazł, ale to nie było to czego pragnął. Zdecydowanie odwrócił się na pięcie i uciekł od wizji płaczącej w kącie Hermiony.Znów zaczął krążyć i znów natrafił na ślepy zaułek. Jednak w nim też nie było tego, czego pragnął. Tym razem przed jego oczami stanął obraz płaczącej Lily. Jednak Severus i od niego się odwrócił. Pognał dalej lekko podenerwowany. Gdy zakręcił w następną, ślepą uliczkę znalazł Hermione krzyczącą ze wściekłości. Serce kazało mu stamtąd uciekać, co też zrobił. Trafił następnie na Lily, która jest na niego wściekła za nazwanie jej szlamą. Potem jeszcze znalazł martwe ciało Hermiony w uliczce po prawej i ciało Lily po lewej. Serce wściekało się, panikowało. Aż w końcu wybiegł w samym środku labiryntu, gdzie stała marmurowa fontanna, a na niej siedziały dwie kobiety po obu stronach. Gdy dotarł do samego środka obie jednocześnie wstały, spojrzały na niego i uśmiechnęły się.
     - Severusie - odezwały się jednocześnie patrząc się na niego.
     Wiedział, że jest bardzo blisko celu, wręcz u jego wrót, że w końcu znalazł to czego pragnął. Ale coś w nim mówiło "stój", coś nie pozwoliło dalej iść.
     Severusie...
     Usłyszał swój głosik, on też go wołał, ale chciał coś powiedzieć.
     To czas wyboru.
     Nie rozumiał, o jaki wybór chodzi jego Sercu, czego od niego wymaga.
     Musisz wybrać....
    - Co mam wybrać?! - odwarknął swojemu drugiemu ja i zobaczył jak dwie kobiety przed nim spoglądają na niego ze zdziwieniem.
    - Sev, mówisz do siebie? - odparła z obrzydzeniem rudowłosa, piegowata piękność, za którą tęsknił przez całe życie.
    - Profesorze Snape,  Luna też mówi do siebie. - Wielkie gniazdo na głowie uśmiechnęło się do niego. Wydawało się, że kobiety się nie słyszą.
    Severus postawił krok i wyciągnął ręce przed siebie. Poczuł, jak dłonie dotykają czegoś zimnego, przeźroczystego. Jedna dłoń była na wprost Hermiony, druga na wprost Lily.
    Którą wybierasz...
    - To okrutne! Nie będę wybierał! - krzyknął do siebie.
    - Sev, to obrzydliwe. Choć, spróbujemy to z ciebie wyplewić... - usłyszawszy głos Lily spojrzał na swoją pierwszą miłość i teraz dostrzegł, jak podchodzi do niej James Potter i obejmuje ją ramieniem w pasie.
     - Profesorze... - usłyszał ciche jęknięcie i spojrzał teraz na Hermionę. Zobaczył, jak nagle Ron Weasley szarpie za jej włosy i zaczyna obmacywać.
     Przestał myśleć, zaczął ślizgać się po niewidzialnej ścianie szukając jakiegokolwiek przejścia, chciał jej pomóc. Nie mógł znieść jej cierpienia. Jednak nie potrafił odnaleźć klamki, więc zaczął bić pięściami w coś jakby szkło.
     - Hermiono! Zostaw ją! Hermiono! - krzyczał i nagle poczuł jak szyba pęka pod jego dłońmi wpuszczając go do środka. Zaczął biec wyciągając rękę by jak najszybciej pomóc Hermionie, ale nagle obraz załamał się.
   
     Natychmiast otworzył oczy a przed sobą zobaczył kudłaty łeb i kasztanowe oczy, które z troską patrzyły się na niego. Nie zważał w tym momencie na nic, Hermiona była bezpieczna. Objął ją całym sobą, ścisnął, jakby bał się, że znowu zostanie zaatakowana, jakby chciał ją ochronić całym sobą.
    - Profesorze... To tylko sen - wyszeptała i zaczęła głaskać go po plecach, ale on nie puszczał. Nie przestawała. Siedziała z nim, wtulona, głaskając go i cichutko mówiąc na zmianę " będzie dobrze" z "to tylko sen" i "nic się nie dzieje". W końcu powoli opanował swoje emocje i rozluźnił uścisk.  
    - Hermiono... - poczuł nagłą potrzebę odezwania się do niej, zadania pytania.
    - Tak?
    - Co myślisz o ludziach, którzy rozmawiają sami ze sobą? - spytała i zapadła cisza, krótka chwila w które zaczął się bać, że ucieknie, przestraszy się go, więc ścisnął ją mocno.
    Ale ona zrobiła to samo, wzmocniła uścisk.
    - Luna mówi do siebie, a ja bardzo ją lubię. To nic złego, że ktoś potrzebuje mówić do samego siebie. A pan tak robi?
    To pytanie w żadnym razie nie było napełnione odrazą.
    - Wiesz co, w śnie powiedziałaś mi to samo. Powiedziałaś, że Luna też do siebie mówi.
    Kolejna chwila ciszy.
    - Wołał mnie pan, przez sen.
    - Tak... wołałem cię - odparł po czym puścił ją całkowicie.- Która godzina? - Natychmiast zmienił temat, nie chciał zwierzać się z tego, co widział we śnie, bo nie widział nic, czy by ją ucieszyło.
    - Ósma rano. - Spojrzał na nią zdziwiony.
    - Przez cały czas tu byłaś? - Jedynie się zarumieniła.- A spałaś chociaż coś? - Tym razem jego głos był litościwy.
    - No... tak. Jak pan usnął mi na głowie, to też oczy mi się zamknęły. - Wciąż była zarumieniona, mówiła cicho, zawstydzona. Severus na ten widok parsknął śmiechem, a ona spojrzała na niego przepraszająco.
    - Widziałaś Minervę?
    - Nie, ale zostawiła list. - I nagle jeszcze bardziej poczerwieniała podając nauczycielowi kartkę pergaminu.
Severusie, Hermiono!
Bardzo słodko wyglądacie jak tak śpicie! 
 Zajęłam się sprawą pana Weasleya, jego rodzice dowiedzieli się o wszystkim także z mojej strony.
Mam wrażenie, że coraz większa wątpliwość ich ogarnia.
Tak czy inaczej, mam nadzieję, że porozmawiamy rano, przy śniadaniu. 
MM
P.s
Ciszę się, że wasze stosunki się ocieplają.
     
     Severus mimowolnie wybuchnął śmiechem. Nagle nadzieja Minervy na przyjaźń (a może nawet coś więcej) Severusa z Hermioną przestała go tak drażnić. Poczuł, jakby kobieta była jedyną przychylną mu osobą co do tej relacji. 
     - No patrzcie państwo, słodko wyglądamy? - Ocierał oczy z łez, które zaczęły mu cieknąć po wybuchu śmiechu. - Powiedz mi Granger, czy nasze stosunki się "ocieplają"? - spytał dziewczyny, która nie miała pojęcia co odpowiedzieć. Jednak patrzył na nią tak, jakby naprawdę oczekiwał odpowiedzi. 
     - Wydaje mi się, że tak... - W końcu odpowiedziała wolno, spokojnie, jakby badała teren, czy może tak odpowiedzieć. 
     - A wiesz co mi się wydaje? Że znów się mnie boisz. - odparł i wstał z kanapy.
     - Pana nie da się nie bać... - burknęła pod nosem, ledwo słyszalnie, ale Severus słyszał to nawet podchodząc do łazienki.
    - Hermiono... - Nie mógł się powstrzymać, by spojrzeć na nią smutnymi, ale szczerymi oczami. Ona też na niego spojrzała. - W brew pozorom, ja też mam uczucia. 
    Bez wyjaśnienia wszedł do łazienki. Odkręcił kurek z zimną wodą i zdjął z siebie ubrania. Wszedł pod prysznic przyjmując na twarz kropelki przyjemnego zimna.
    Zrobiłeś w jej głowie mętlik.
    - Wiem. Może zastanowi się, czego ode mnie chce.
    A może ty byś się zastanowił czego chcesz od niej?
    - Ja już wiem czego chce.
    Słucham.
    - Chcę jej samej, w całości, jej serce, duszę i jej ciało.

    Była zdziwiona, nie wiedziała właściwie co ma o tym wszystkim myśleć. Przecież to oczywiste, że ma uczucia... Naprawdę uraziła go tym, że się go boi? Ale czy naprawdę tak jest? Nie, nie jego się boi, ale czegoś na pewno.  Boi się tego, że gdy powie coś niepoprawnie, to on znów ją wyrzuci, a nie chciała tego. Ale czego w takim razie chciała? I czego chciał Severus? Tyle pytań i na każde nie potrafi znaleźć satysfakcjonującej odpowiedzi.
     Wstała z kanapy i zaczęła rozglądać się po gabinecie. Obudził się tego dnia nie długo wcześniej od Severusa i nie miała wcześniej na to czasu, a bardzo ją to korciło. Zrobiła więc krok w kierunku półki z książkami. Zaczęła przeglądać tytułu. Bardzo ją korciło, by wziąć którąkolwiek do ręki i zajrzeć do środka, ale wiedziała, że Mistrz Eliksirów nie darowałby jej tego. Nienasycona podeszła więc do biurka. Wszystko na nim było idealnie uprzątnięte. Siedem stosów pergaminu po prawej i siedem po lewej. Na środku leżał nowy, nieodpakowany zestaw piór i atrament. Hermiona sama po sobie znała ten system. Miała identyczny, gdy przygotowywała się do egzaminów. Z jednej strony to, czego się nauczyła, a z drugiej to, co jeszcze musi nadrobić. Jednak było coś, co nie pasowało jej do wizji schludnego biurka. Zielono srebrny pakunek, lekko zwęglony, pognieciony i poplamiony leżał na samym skraju Nie mogła się powstrzymać, by chwycić za pakunek. Rzuciła jeszcze okiem na drzwi od łazienki, ale te były zamknięte.  Delikatnie odchyliła papier, by zobaczyć co znajduje się w pakunku. Była tam książka, jednak Hermiona nie mogła doczytać tytułu. Delikatnie wysunęła książkę, tak by nie szeleścić i odłożyła papier na biurko. Spojrzała na okładkę: "Na stosie". Jednak obrazek na książce nie mówił o zwykłych historiach czarownic w średniowieczu. Przedstawiał kobietę, która zostaje podpalona na stosie i mężczyznę, który celuje w podpalającego różdżką.
     - Widzę, że zaczęła pani, panno Granger, oglądać mój gabinet. - Syczenie w uchu było przeraźliwie osłupiające, dziewczyna nie mogła się ruszy, nie mogła nic zrobić, aż nie staną po drugiej stronie biurka.
     - Ja... Ja przepraszam, nie wiem co... - zaczęła się jąkać i spuściła przestraszona głowę.
     - Dobra, dobra Granger. - Usiadł na krześle, gdzie zazwyczaj siedzą goście. - Szukałaś czegoś konkretnego? - odparł zapinając guziki koszuli.
     - Nie...
     Dziewczynę ogarnęło dziwne poczucie zawodu, gdy tak przyglądała się niknącemu powoli torsowi swojego nauczyciela. Bezmyślnie przygryzła wargę, ale w tedy Severus spojrzał na nią tymi swoimi czarnymi, nieprzeniknionymi oczami. Zaczerwieniła się, ale nie oderwała od niego wzroku. Uśmiechnął się delikatnie, a dziewczyna nie potrafiła uwierzyć własnemu ciału, że czuje pożądanie. Wrócił wzrokiem do koszuli i dopiął ją aż pod samą szyję. Dopiero w tedy gryfonka była w stanie się opamiętać.
     - Profesorze... - zaczęła niepewnie, po czym usłyszała cichy pomruk w stylu "o co chodzi?". Postanowiła więc się nie wahać. - O co chodzi z tą książką? - Severus westchnął ciężko.
     - To.. miał być prezent. - Hermiona spojrzała pytająco. - Dla ciebie.
     Dziewczyna przyglądała się swojemu profesorowi z podejrzliwością. Zastanawiała się, czy to jest żart, ale nic na to nie wskazywało. Zamiast tego Severus wstał z krzesła i chwycił na swoją pelerynę, która wciąż leżała na fotelu.
     - Jest o miłości czarodzieja czystej krwi do mugolaczki, która trafiła na stos. Myślałem przez jakiś czas jakiej książki nie czytałaś, a spodobałaby ci się. Stwierdziłem, że ta się nada. Przeczytaj i później mi powiedź czy trafiłem - odparł po czym podszedł do drzwi. - A teraz pozwól, że pójdę na śniadanie.
     Gdy wyszedł ze swoich komnat przejechał z roztargnienia po włosach. Nie mógł uwierzyć w jej zachowanie przed chwilą. Był pewny, że przed chwilą pożerała go wzrokiem. Nie wierzył, nie potrafił.
     To uwierz debilu!
     Skinął do siebie głową zgadzając się ze swoim Sercem. Wszedł do wielkiej Sali zakładając na twarz maskę obojętności, wstrętu i opryskliwości. Nie mógł się "na krzywić" widząc radosnych uczniów, którzy powrócili z przerwy. Nie mając ochoty oglądać ich twarzy patrzył naprzeciw siebie, gdzie widział stół nauczycielski, a na samym środku siedzącą za stołem Minervę. Im bliżej stołu był, a zmierzał tam bardzo szybko twarz Profesor Transmutacji stawała się wyraźniejsza. Nie mógł znieść tego, że jest ona uśmiechnięta i również patrzyła się na niego. Wręcz wskoczył na podest i okrążył stół by z gracją zasiąść koło nauczycielki. W jego głowie panowała wojna, czy przedstawić pani dyrektor swoje nowe spostrzeżenia czy jednak wciąż utrzymywać ją w przekonaniu, że Severus Snape, opryskliwy, przeżarty złem, wredny, złośliwym, obrzydliwy, zabójczy człowiek jednak trochę się otwiera przed "głupią" gryfonką.
     - Dzień dobry Severusie - odparła "koleżanka" po fachu uśmiechając się do niego podstępnie. Spojrzał na nią zabójczo i wymruczał:
     - Słodko, tak? - Kobieta zachichotała, co delikatnie mówiąc irytowało go.
     - Owszem, Severusie. I bardzo mnie to cieszy.
     - Stara kozica z ciebie... - burknął, a ona zrobiła oburzoną minę i otwierała usta by go zbesztać. - Ale wygrałaś... - Przerwał jej lekko zniesmaczony, bo przecież Postrach Hogwartu nie okaże jej aż tyle dobroci.
     - Nie rozumiem? - Minerva była szczerze zdziwiona jego słowami. Zdezorientował ją, wiedział o tym. I dobrze, bo właśnie w taki sposób osiąga się lepszy efekt.
     - Hermiona to naprawdę wartościowa dziewczyna. - Nauczycielka zdębiała, dosłownie i w przenośni.
     - Ale, Ty, co, jak?! - Dukała nie potrafiąc zorientować się w sytuacji.
     - O tym później Minervą, może wieczorem przy Ognistej. Rzecz jasna, u mnie. Teraz powiedz mi co z Weasleyem. - odparł pozwalając by szok delikatnie spłynął na McGonagall, jednak pozostawiając w tajemnicy dalszą część swoich uczuć.
     - Och, tak. Coraz lepiej ze sprawą Weasleya. Molly z Arturem jak się nie mylę zrobili Ronowi gruntowne przesłuchanie. A jak się nie mylę, to w końcu im powie jaka jest prawda. Pewnie go znienawidzą, no ale musi ponieść konsekwencje tego jak traktował pannę Granger. - Severus jedynie kiwną na to głową. Cieszył się, że prawda w końcu wychodzi na jaw, jednak wciąż martwiło go to, jakie konsekwencje poniesie on. - Severusie... Nie martw się. Weasleyowie do końca i tak nie byli przekonani w twoje zboczenie. Nie rozgłosili tego. Jesteś bezpieczny.
     - Do czasu, Minervo, do czasu - mruknął nieświadom, że pozwolił swojemu Sercu zawładnąć nad jego głosem, bo tym samym ujawnił on, że Hermiona w końcu wbiła się do jego serca i zdecydowanie także do rozumu.
***                                    ***                                       ***
HEJ!
Troszkę krótszy niż zwykle, no ale chyba nie najgorzej wyszło... Chyba... Wy oceńcie. Tak czy inaczej, akcja ROMANS się rozwija :P Liczę na wasze komentarze moi drodzy, no a jak ich nie będzie...To będzie mi przykro.
Dziękuję za poświęcony czas
Pozdrawiam
B. 
     

wtorek, 1 sierpnia 2017

Rozdział VIII

    Widelec wypadł mu z rąk.
     Poczuł jak wzbiera w nim gniew. Nie spojrzał na Hermione. Myśli zaczęły gnać mu w różnych kierunkach mieszając się jak piasek ze żwirem i popiołem.
     Kochanek Hermiony... Co za szmatławiec... Przecież może wylecieć z roboty... czy ona by go pokochała... A co z Minervą... Nie ma szacunku.... Co powiedzą Malfoyowie na te oskarżenia... Przecież i tak jej pragnął... A konsekwencje... Ma ochotę sprawić mu tyle bólu...
     Niektóre myśli dotyczyły czysto Hermiony, choć nie miał pojęcia skąd znów stać go na taką szczerość przed samym sobą, inne natomiast krążyły wokół wściekłości na Weasleya, którego miał ochotę zabić, a inne zaczepiły się najmroczniejszych, ale tak bardzo realistycznych scenariuszy konsekwencji tej plotki.
     - Profesorze? - usłyszał cichy zmartwiony głosik koło siebie, który natychmiast przywrócił go do żywych.
     - Granger... Chyba nie uwierzyli... - wybąkał parę słów i poczuł jak gardło mu zaschło. Chwycił za kubek i dzbanek z dyniowym sokiem i nalał sobie, po czym wypił wszystko na raz.
     - Niestety uwierzyli i nie przyszło im to z trudnością. Tym bardziej, że Draco podsuwał Ginny co rusz nowe dowody...
     - Jakie niby dowody?! - znów syknął rozeźlony, a dziewczyna cofnęła się odrobinę do tyłu zdziwiona i ciut przestraszona. - Granger... - znów westchnął, ale Hermiona znowu go zaskoczyła. 
      - Nic nie szkodzi. W każdym razie, według nich podejrzane jest to, że zaraz po Ronie i mnie z tego przyjęcia wybiegł pan. Dodatkowo... Widzieli tą sytuacje na następny dzień...
     - Jaką sytuację?
     - No... Jak do pana podeszłam, rozmawiałam... No bo wie pan, to nie do uwierzenia, by rozmawiał pan ze mną tak normalnie... - wybąkała bojąc się i miała jak najbardziej słuszność.
     - Oczywiście, to nie do uwierzenia a tym bardziej nie do zaakceptowania. - Powiedział to głosem złym i zarazem zawiedzionym.
     - Co mam przez to rozumieć? - spytała lekko przestraszona.
     - Nie udawaj głupiej Granger, Weasleyowie mają racje, że to wygląda niestosownie, a musisz przyznać mi racje, że niestosowne jest.
     - Co takiego jest niestosowne? - usłyszał rozbawiony głosik przy uchu. Spojrzał szybko mając w głowie zamaskowanego wroga. Zamiast niego przy Severusie stał zadowolony Therland. Snape bez słowa powstał patrząc złowieszczo na Daumiego, po czym znów przerzucił wzrok na Hermionę.
     - Porozmawiaj o tym z Minervą. - Spojrzał na nią wymownie po czym odszedł od stołu i skierował się do wyjścia. Zauważył, że Draco również wstał i zaczął iść za nim.
     Wyszedł z Sali i natychmiast się odwrócił, a Draco który nie zdążył na to zareagować wpadł na niego. Patrzyli sobie jak wrogowie w oczy. Severus kiwną tylko głową, by ten poszedł za nim, a Draco choć widocznie zbuntowany przeciwko swojemu chrzestnemu poszedł. Zeszli do lochów, gdzie skręcili wprost do komnat Severusa. Gdy znaleźli się za drzwiami Snape podszedł do barku i wyciągnął Ognistą Whisky. Odkorkował ją i spojrzał na Dracona.
     - Za te cholerne gryfonki! - wzniósł ironiczny toast po czym upił łyk alkoholu.
     - Czyli się przyznajesz? - spytał Draco ostrożnie.
     - Do czego? Do romansu z tą szopą? - Severus zaśmiał mu się w twarz po czym usiadł w fotelu. - Draco, jestem dla niej za stary, jestem jej nauczycielem, byłym śmierciożercą, ślizgonem. Naprawdę myślisz, że ja i Granger? - zamilkł patrząc w blondyna z rozbawioną miną.
     - Tak. - Odpowiedź Malfoya była spokojna, nasycona pewnością.
     - Żartujesz sobie, prawda?
     - Nie. Znam cię, wuju. Wystarczająco znam też Hermionę. Masz skłonność do inteligentnych gryfonek, a Hermiona szuka mężczyzny mądrego, doświadczonego, pasjonującego się nauką, innymi słowy ciebie. Nie byłoby to dziwne gdybyście się zeszli.
     - Pieprzysz. Ale tak czy inaczej, nic między nami nie ma. Naprawdę sądzisz, że Hermiona byłaby zdolna do zdrady? - powiedział to mimo chodem, zapomniał z kim rozmawia.
     - Hermiona powiadasz? Od kiedy mówisz do niej po imieniu. - Teraz to Draco patrzył na niego z uśmiechem cwaniaczka.
     - Dobra, przyznaje się. Powoli się do niej przekonuje. Ale nie miałem z nią romansu! - Wrzasnął poirytowany.
     - Wiem. - Draco uciął krótko po czym usiadł przy Severusie. - Tylko jak przekonać Weasleyów...
     - Wiesz co tak naprawdę działo się z Granger?
     - Próbowała się tłumaczyć, ale Ginny nie dała jej dojść do słowa. To naprawdę wybuchowa dziewczyna. W każdym razie usłyszałem tylko, coś o agresywności Weasleya. Bił ją?
     - Mało powiedziane.
     Wiedział, że nie powinien tego robić, ale chciał pomóc Hermionie, nie chciał by czuła się samotnie, więc opowiedział Draconowi o zachowaniu Rona. Widział jak Draco był tym przerażony. Siedzieli dość długo, rozmawiając, wymieniając sposobu pomocy dla Hermiony. Podły pomysły takie jak zabicie Rona, jednak szybko odrzucili go w kąt, mieli też chytry plan pokazania rodzinie Weasleyów jakiego mają syna, jednak nie chcieli narażać na niepotrzebne szkody Hermiony. myśleli również, by tylko Ginny przekonać i po prostu odciąć Hermionę od starego życia. W między czasie porozmawiali również o nagłej miłości Dracona do Ginny. W tedy też Severus wypomniał Draconowi jego zachowanie, hipokrytyzm. Severus po chwili zastanowienia rozpoczął temat zamaskowanego wroga. Nad tym również główkowali, ale tu ani jednemu ani drugiemu nic nie przychodziło do głowy.
     Ich rozmowa została nagle, brutalnie przerwana mocnym uderzeniem o drzwi ze strony korytarza. Zdziwieni natychmiast podeszli do drzwi i otworzyli je. Severus właśnie miał żywy dowód na to, że jego słowa są prawdziwe. Ron szarpał Hermionę rozrywając jej ubrania. Jednak Severus był z niej dumny, tym razem stawiała opór.
     - Zostaw mnie! - krzyknęła odpychając go, jednak ten nie chciał jej za nic puścić.
    - Ty suka! Przyznaj się, zdradzałaś mnie z nim?! - krzyknął do niej, po czym zamachnął się i uderzył z otwartej ręki w policzek. Severusa nagle omamiła wściekłość. Pociągnął i odepchnął Rona, przygwoździł go do ściany. Hermionę natomiast objął ramieniem wolnej ręki, a ona uległa temu odruchowi natychmiast tuląc się do Snape.
     - Jak się tu dostałeś? - Tym razem Hermiona nie przejawiała tak wielkiego lęku. Tym razem, to ona buntowniczo pytała Rona. - Profesor McGonagall zabroniła wpuszczania cię do Hogwartu.
     - Mam swoje dojścia. A ty jesteś skończona! - warknął do Hermiony, po czym Severus jeszcze bardziej docisnął jego szyję do ściany lekko podduszając go.
     - Nie byłbym tego taki pewny, Weasley. Doprawdy, rodzicielska miłość jest ślepa.
     - A ciebie skurwiały smarkerusie...
     - No co mi zrobi taka niedojda jak ty? - parsknął wyzywająco.
     W momencie poczuł, jak odlatuje w tył szarpiąc za sobą Hermionę. Uderzył o ścianę i jedynie zdążył przycisnąć do piersi dziewczynę po czym osunął się z bólem na ziemię. Poczuł jak drży i nie może tego opanować. Niewiarygodne zimno przeszyło jego plecy spróbował się skulić, ale kolejna fala bólu przeszyła jego organizm, więc wyprostował się. Niestety efekt był identyczny. Siedział więc w lekkim zgarbieniu, dzięki czemu ból był najsłabszy i otworzył oczy. Hermiona patrzyła się na niego przerażona a na policzku miała krew. Odruchowo podniósł rękę i przyłożył do czerwonego policzka. Z ulgą stwierdził, że krew nie należała do niej.
     - Draco, pomóż, proszę! - Wręcz wychrypiała w kierunku oszołomionego sceną blondyna.
     Draco otrząsnąwszy się z szoku wyjął z kieszeni różdżkę, lecz za nim zaczął rzucać zaklęcia Ron już chciał go oszołomić. By uniknąć ataku rzucił się na bok i natychmiast najlepiej jak mógł w ruchu wycelował w Weasleya. Jego zaklęcie poszybowało wprost w klatkę piersiową rudawego czarodzieja trafiają i zrzucając go na ziemię. Blondyn natychmiast oplótł magicznymi linami agresywnego osobnika, który szamotał się, ale nie potrafił wydostać.
     - Co wam się popaprało w tych waszych obślizgłych główkach? - warknął na nich Ron. - Zachciało się wam stroić... - Nie dokończył zdania, gdyż Hermiona rzuciła na niego zaklęcie ciszy.
     - Profesorze Snape?! - Ręka Severusa opadła z policzka Hermiony, zamknął oczy i syknął pod nosem.
     - Nic mi nie jest. - odparł słabo i powoli spróbował wstać podpierają się ścianą, jednak znowu upadł. Poczuł jak Hermiona łapie go za ramiona.
     - Draco, Draco pomóż mi - odparła błagalnie próbując podnieś Severusa.
     - Hermiono, to nic takiego - Wyszeptał Snape i poczuł jak zadrżała. - Plecy, bolą tylko plecy.
     Hermiona skinęła głową. Nie chciał trafić do skrzydła szpitalnego. Nie chciał, by ktoś więcej widział go w tym stanie. I Granger doskonale go zrozumiała, bo zamiast do Pomfrey wprowadziła go z powrotem do jego komnat.
     - Draco, zabierz Rona do Profesor McGonagall, wyjaśnij co się stało. Będzie wiedziała co dalej z tym zrobić.
     Draco wyszedł zamykając za sobą drzwi. Usłyszeli jeszcze cichy jęk z korytarza po czym Hermiona podeszłą do siedzącego na kanapie Severusa. Lekko go przechyliła do przodu, a on starał się nie okazać bólu. Zdjęła z niego pelerynę, a potem zaczęła odpinać guziki surduta.
     Severusa owładnęło dziwne uczucie. Jego wzrok błądził po kształtach dziewczyny i jej zakrwawionych dłoniach. Nie przejmował się ani trochę bólem, zajęty był podnieceniem jakie go ogarnęła - Hermiona stała tuż przy nim, a piersi miała na wysokości jego głowy. Miał ochotę wtulić się w nią, jednak całą siłą woli powstrzymywał się od takiego zagrania.
     - Skąd ta krew? - spytał w nadziei, że łatwiej będzie mu zapanować nad pożądaniem.
     - To p-pana krew. - Usłyszał jak pociągnęła nosem. Automatycznie spojrzał na jej twarz. Z jej oczu powoli i cicho wylewały się łzy. - Ma pan zakrwawioną głowę. 
     - Czemu płaczesz? Przecież to nic takiego...
     - Ale to moja wina, a ja nie chce by pan cierpiał. - Znów pociągnęła nosem.
     Zdjęła surdut, po czym spojrzała na plecy Severusa. Bez słowa, ale z krzywą, żałosną miną wyszła do łazienki, a gdy wróciła w ręce trzymała miskę z wodą i szmatką.
     - Skoro mam zranioną głowę to nie nią powinnaś się najpierw zająć?
     - Nie trzeba, to tylko zadrapanie spowodowane nierównościami na ścianie. Nic poważnego z tego nie wyniknie, a przez plecy może się pan wykrwawić.
     - A czemu nie usuniesz tego magią?
     - Ponieważ pierwotna rana została spowodowana czarami.
     - No tak. - Zapadła między nimi cisza, w której słychać było tylko plusk wody w misce i ciche, rzadkie pociągnięcia nosem.
     - Profesorze, ma pan eliksir na krzepnięcie krwi? - spytała cicho Hermiona.
     - Powinienem mieć. W tamtej szafce - wskazał palcem na gablotę przy drzwiach do sypialni.
      Hermiona wstała i podeszła do niej. Zaczęła szukać, jednak nie sięgała do najwyższej półki. Severus nie wiedział co nim zawładnęło, ale delikatnie, powoli wstał uważając by znowu nie upaść, ale jakby dotyk Granger, jej opieka dodały mu sił. Podszedł powoli do dziewczyny, która już zauważyła eliksir, ale nie potrafiła go dosięgnąć. Spojrzał na nią z góry, a ona widząc jego twarz zarumieniła się - miał nieprzenikniony wyraz twarz. Spojrzał na eliksir i wyciągnął rękę, by go dosięgnąć. Po drodze do półki zahaczył o dłoń Hermiony, która wciąż była wyciągnięta. Zabrał eliksir i podał go Hermionie, która teraz zburaczała wpatrywała się wciąż zaszklonymi oczami w klatkę piersiową Severusa.
     - Dziękuję - burknęła. Nie potrafił się powstrzymać, chwycił za podbródek dziewczyny i podniósł jej wzrok. Uśmiechnął się przymilnie do niej.
     - To nie jest twoja wina, rozumiesz? - wyszeptał i zbliżył się do jej twarzy powoli. Był pewny, że się nie powstrzyma, że pocałuje ją namiętnie i zażarcie. A Hermiona nie wydawała się sprzeciwiać. Jednak była oszołomiona, zdziwiona. W żadnym razie nie przestraszona, ale zdecydowanie zdezorientowana. W ostatnim momencie podniósł głowę i delikatnie ucałował ją w czoło, co przypominało na myśl rodzicielską troskliwość.
    - Opatrz mi to, dobrze? - spytał retorycznie wracając na kanapę. Widział jak Hermiona zdziwiona, zaczerwieniona podchodzi do niego z powrotem i siada za nim. Poczuł delikatny dotyk jej dłoni na plecach, wzdłuż szramy. Nagle poczuł pieczenie na plecach, jakby ktoś przyłożył mu rozgrzany do czerwoności pręt. Złapał się za głowę i syknął, ale Hermiona natychmiast znalazła się przed nim. Położyła swoją dłoń na jego i odciągnęła od głowy.
    - Proszę teraz to wypić. - I oddała mu eliksir krzepnący. Wypił go duszkiem i oddał pustą butelkę Hermionie. - Lepiej?
     Kiwnął głową, gdyż rzeczywiście poczuł, jak ból zelżał.
     - Granger... - rozpoczął, jednak nie wiedział, czy to odpowiednia chwila na taką rozmowę.
     - Tak? - Hermiona natomiast wydawała się wciąż przeżywać wyskok z przed chwili.
     - Nie przejmuj się Weasleyami. - odparł, ale ona nie raczyła mu odpowiedzieć. - Najmłodsza jeszcze ci uwierzy, Draco się nią zajmie, on nie stanął wrogi do nas, choć tak by się wydawało...
     - Do... nas? - Przerwała mu Granger, a on poczuł ukłucie w piersiach.
     - Przepraszam, nie o to mi chodziło... - powiedział to całkowicie nie tak jak chciał. Sam w swoim głosie usłyszał zawód, smutek. Nie odezwał się więcej. Nie miał już ochoty. Owładnął nim ogromny smutek, choć nie potrafił się przyznać z jakiego powodu.
     - Gotowe. - Poczuł, jak Hermiona wstaje z kanapy, po czym wzięła miskę z wodą i wyszła z powrotem do toalety. Gdy wróciła Severus narzucił już na siebie surdut, ale jeszcze nie zdążył go zapiąć i nie wydawało się, by chciał to zrobić. Usiadła obok niego.
    - Nie przejmuję się Weasleyami. Pokazał mi pan, że nie warto. Choć będzie mi brakować rodziny Rona, to trzeba iść naprzód, a przez moją własną głupotę zamknęłabym się tak naprawdę w tym koszmarze.
     - Ja ci pokazałem? - Choć powiedział to nie dowierzając, to poczuł jak na jego usta wkradł się uśmiech.
     - Tak, pan. Bo przecież to pan walczył o to, prawda? Profesor McGonagall dowiedziała się dopiero tydzień temu, a pan zauważył to od razu! Jestem panu wdzięczna, nie wiem jak mogłabym się odwdzięczyć... - spojrzała na niego, a on spróbował się oprzeć o kanapę.
     - Granger, nic od ciebie nie chce. Pomogłem ci, bo tak chciałem, skoro się udało, to dobrze. Ja i tak w końcu poczuje skutki tej znajomości - odparł wiedząc, że źle robi.
     - To znaczy?
     - Granger, ludzie wezmą mnie teraz za pedofila, w końcu podobno mam z tobą romans. A Minerva bez żadnych dowodów będzie zmuszona zwolnić mnie z pracy, albo do szkoły zacznie uczęszczać coraz mniej uczniów. Jestem skończony w tej robocie. - Chwycił za Ognistą, która pozostała jeszcze po wizycie Dracona i upił łyk. Wyciągnął butelkę w kierunku gryfonki i spojrzał na nią pytająco. Przyjęła trunek, którego również się napiła.
     - Coś wymyślimy, wybronimy pana...
     - Może przed prawem tak, ale przed ludźmi nie. Nie ma co się łudzić, Granger. Ludzie nigdy nie zaakceptują pedofila w szkole. - Odebrał od dziewczyny butelkę i upił kolejny łyk.
     - Mówi pan, jakby pan nim był! - oburzyła się Hermiona.
     - Może nim jestem... - rzucił w eter, ale ona spojrzała na niego przerażona. Zachichotał pogodzony z losem. - Spokojnie, chyba nie jestem.
     - CHYBA?! - zaakcentowała swój strach, a Severus roześmiał się.
     - Hej, już ci kiedyś mówiłem, że mało o mnie wiesz. - odparł podstępnie napawając się strachem Hermiony.
     - Ale jak to...?
     - No to powiedź mi, jaki wiek dziewczyny, dla mnie, czterdziestolatka jest według ciebie najmniejszy do zaakceptowania. - Uśmiechał się do niej szyderczo, a ona miała już odpowiedzieć, gdy nagle w jej oczach pojawiło się coś dziwnego, coś czego nie potrafił zdefiniować.
     - No, nie wiem - burknęła pod nosem.
     - Musisz mieć swoje zdanie. No, słucham.
     - Moment, czy pan się właśnie przyznał, że jest zakochany? - Wzięła go pod włos i idealnie jej to wyszło.
     - Od razu tam zakochany! Jestem facetem Granger, łatwo się podniecam i nie ma tu znaczenia, że noszę tytuł Naczelnego Postrachu Hogwartu - odparł na co się roześmiała.
     - Naprawdę widział pan, że tak pana nazywamy?
     - My? Czyli ty też?!
     - To znaczy... Zmienia pan temat! - I tym razem oboje się roześmiali, wręcz wybuchnęli śmiechem. Gdy minęło im niekontrolowane wydobywanie z siebie dźwięku Severus upił kolejny łyk Ognistej, a Hermiona oparła się tuż przy jego ramieniu. Poczuł bardzo przyjemne ciepło.
     - Wie pan co... Może i podobają się panu uczennice, może ma pan zbereźne myśli na temat uczennic, ale ja i tak bardzo pana lubię.

niedziela, 30 lipca 2017

Rodział VII

     Obudził się gdy usłyszał ciche zamknięcie drzwi. Przez chwilę miał ochotę obrócić się na plecy, jednak zrozumiał, że gdy to zrobi spadnie z kanapy. Otworzył oczy i siadł. Spojrzał odruchowo w stronę drzwi. Domyślił się, że to Hermiona przed chwilą je zmykała. Rozejrzał się więc dookoła i znalazł to, czego podświadomie oczekiwał: liścik leżący na stoliku koło kanapy. Natychmiast chwycił go w dłonie i rozpoznał staranne pismo Granger.

      Profesorze Snape,
dziękuję Panu bardzo za wczoraj. Jestem Panu wdzięczna za pomoc. Przepraszam również za zajęcie Pana sypialni, choć nie pamiętam jak się tam znalazłam... W każdym razie, poszłam porozmawiać jeszcze raz, na spokojnie z profesor McGonagall. 
Pozdrawiam
Panna-Wiem-To-Wszystko

     Wybuchnął niekontrolowanym śmiechem, gdy odczytał podpis dziewuchy. Po tym jednym poznał, że powrócił jej humor... Co prawda nie spodziewał się po niej takiego dystansu do siebie, ale ucieszył się wiedząc, że jest jej lepiej. 
     Zebrał się z kanapy do łazienki. Nie musiał się już dzisiaj orzeźwić, Hermiona idealnie zrobiła to za niego. Jednak wciąż podśmiewając się pod nosem postanowił spełnić rytualny, poranny prysznic. Odkręcił zimną wodę, która uderzyła w niego jak setki tysięcy noży. Poczuł przyjemność pochodzącą z tej czynności oraz liściku Granger. 
     Oho, ktoś tu jest zadowolony. 
     - Tak, jestem bardzo zadowolony - odparł swojemu drugiemu ja, które raczyło się odezwać z samego rana.
     Czyżbyś zapomniał, co się wczoraj wydarzyło? 
     Uśmiech spełzł mu z twarzy, nagle poczuł niewyobrażalny gniew pomieszany z irytacją i strachem.
     - Ty cholerny....! - Uderzył pięścią w ścianę i zakręcił wodę. 
     Sev...
     - Sam mi powtarzałeś, żebym się cieszył, żebym okazał jej sympatię i zaufanie, a teraz psujesz to powracając do wczorajszych wydarzeń?! 
     Ależ wcale nie o to mi chodzi! Jednak nie możesz o tym zapominać, to nie wróży nic dobrego.
     - Dobra, cicho już bądź - warknął i wytarł się ręcznikiem, po czym wyszedł z łazienki. 
     Usiadł na kanapie i zaczął się zastanawiać nad wczorajszym osobnikiem. Kto mógł go dopaść w Hogwarcie? Kto mógł być aktualnym przywódcą śmierciożerców... I ta maska. To musi mieć jakiś związek z Camelem i jego zemstą, ale jak do cholerny któryś z tych niedobitków mógł się dostać do Hogwartu? 
     Wziął plik pergaminu, pióro i atrament i zaczął zapisywać swoje przemyślenia. Dodatkowo naszkicował maskę z dokładnymi szczegółami. Próbował łączyć fakty, szukać jakieś szczeliny. Myślał i myślał aż nagle poczuł silny uścisk w brzuchu, którego następstwem był odgłos, jakby ryk. Zrozumiał, że jego żołądek potrzebuje pożywienia. I gdy tylko wstał,  by przywołać skrzaty zmienił zdanie. Zdecydował, że zejdzie do Wielkiej Sali, odpocznie odrobinę od tego myślenia. Ubrał się więc w swoje codzienne szaty i wyszedł z komnat. Wspiął się po schodach, które wczoraj dość dużo razy przemierzał. 
     W Wielkiej Sali śniadanie właśnie się kończyło. Przy stole nauczycielskim nie zauważył nikogo, ale nie dlatego, że nikogo z nauczycieli w Wielkiej Sali nie było. Zauważył Minervę siedzącą i popijającą sok dyniowy wraz z Hermioną, Ginny i Draconem przy stole Gryfindoru, co było dla niego jeszcze większym szokiem niż ujrzenie Therlanda jako nauczyciela. Podszedł do nich ostrożnie mając nadzieje, że nie zostanie zauważony i zdoła podsłuchać rozmowę, Jednak nie udało mu się to. Granger natychmiast wyniuchała jego obecność blisko nich.
     - Dzień dobry profesorze Snape. - Uśmiechnęła się do niego, na co on skrzywił się z udawanym niesmakiem. 
     - Severusie, dosiądziesz się do nas? - zaproponowała mu Minerva również obdarzając go promienistym bananem. 
     - A niby jakie dziś mamy święto, że miałbym siedzieć przy stole GRYFINDORA z trzema GRYFONKAMI wokół? - odparł kąśliwie mijając ich.
     - Profesorze... - Granger spróbowała się odezwać, jednak natychmiast uciął rozmowę.
     - NIE 
     I poszedł do stołu nauczycielskiego. Gdy się obrócił by usiąść koło "tronu" Minervy spojrzał na, O MERLINIE, zawiedzioną twarz Hermiony. Poczuł nagle ukłucie, gdzieś głęboko w sobie, jednak zignorował je i zabrał się do jedzenia. Nie mógł się jednak powstrzymać od ciągłego zerkania w stronę stołu gryfindoru. 
     Dziwnie się czuła, gdy wszedł do Sali. Trochę zażenowana tym liścikiem, który u niego zostawiła. Zaczęła panikować, że to chyba za duże spoufalanie się z nim, a on przecież tego nie lubił. Dodatkowo, gdy podszedł do nich patrzył na nią z góry, jak na wyrzutka. Bardzo źle się z tym czuła. Jeszcze co chwila na nią spoglądał tym swoim nieprzeniknionym wzrokiem, a ona nie mogła się oprzeć by nie robić tego samego. 
     - Hermiono! Ziemia do Hermiony! - ujrzała przed oczami rozmazaną rękę.To Draco machał do niej, prawdopodobnie zamyśliła się. 
     - Co, coś mówiliście? Przepraszam, trochę się zamyśliła - odparła na prędko. Draco i Ginny wymienili zaniepokojone spojrzenia.
     - Czyżby o Severusie? - wypaliła nagle dziwnie spokojnie i podstępnie Minerva.
     - Słucham?! - Nie chciała się przyznać o czym myśli, pomyśleliby, że się zakochała w Postrachu Hogwartu, choć sama nie wiedziała jak odczytywać i co czuć względem niego.
     - Właściwie, to bardzo prawdopodobne. - Ginny również postanowiła stanąć po przeciwnej stronie barykady.
     - No, bo w końcu cały czas na niego patrzysz. - Draco oczywiście musiał poprzeć Ginny. 
     - Nie prawda, po prostu... 
     - Nie kłam Hermiono, zaczerwieniłaś się. - Ginny uśmiechnęła się do niej smutno. - Co o nim myślałaś?
     Zapadła chwila milczenia, nieprzerwana przez nikogo. Trójka jej rozmówców cierpliwie czekała na jej odpowiedź, a ona nie wiedziała co im powiedzieć. Minevrze mogłaby powiedzieć wszystko, ale Ginny była przecież siostrą Rona, a Draco synem chrzestnym Severusa. Spojrzała jeszcze ukradkiem na niego i cicho powiedziała:
     - Zastanawiam się, czy dałoby się go jakoś zmienić, no wiecie, otworzyć na innych ludzi. - Draco na tę słowa roześmiał się o mało co nie spadając z ławy. Ginny tylko delikatnie parsknęła śmiechem, a McGonagall oparła głowę na dłoni i uśmiechnęła się.
     - Snape? Proszę cię, on jest niereformowalny. Fakt, potrafi się otworzyć, ale na jednostki. Nigdy się do tego nie przyzna, a tym bardziej nie siądzie bez potrzeby w większym gronie ludzi. Byłem więc zdziwiony, że pojawił się wczoraj na przyjęciu.
     - Tak, i je popsuł... - mruknęła pod nosem Ginny.
     - To nie on je popsuł - zaprotestowała odruchowo Granger.
     -  A kto niby? No wiem, że Ron jest palantem, ale przecież powinnaś zrozumieć jego nienawiść. - Nie odpowiedziała, nie chciała jeszcze jej nic mówić.
     Znów cisza.... Znów nikt się nie odezwał przez długi czas, a Hermiona nie mogąc się powstrzymać spojrzała na Snapa. Tym razem ich spojrzenia się spotkały, na krótko, ale to wystarczyło, by poczuła jeszcze większą niepewność niż wcześniej. Gdy ledwo co się odwróciła była pewna, że patrzy na nią z tymi miłymi uczuciami, jednak gdy zorientował się, że na niego patrzy natychmiast powrócił do swojego lodowatego, beznamiętnego wzroku.
     - Właściwie, to mam pomysł. Hermiona, skoro tak się nad nim zastanawiasz, to spróbuj go ściągnąć do nas. - Nagle wypalił Draco, co spowodowało, że Ginny opluła się sokiem.
     W Hermionie zawrzała nagła chęć zrobienia tego. Kiwnęła tylko głową, spojrzała na tajemniczo zadowoloną nauczycielkę transmutacji i wstała od stołu. Podeszła do tego nauczycielskiego, a Snape już bacznie obserwował ją kątem oka. Robiła wszystko, co wpadło jej jako zachcianka do głowy. Odsunęła krzesło dyrektorki i usiadła w nim, a w tym momencie Severus gwałtownie się do niej obrócił z oburzoną miną.
     - Co ty wyrabiasz, Granger?! - wysyczał do niej ewidentnie oburzony.
     - To co pan widzi, siadam na krześle. - odpowiedziała mu spokojnie, nauczyła się, że jest to jedyny sposób by w końcu się poddał.
     - Na krześle NUCZYCIELSKIM Granger!
     - Owszem, profesor McGonagall pozwoliła mi na to.
     - A niby czemu? - wypowiedź była uszczypliwa, jednak czuła, że to pytanie retoryczne, więc nie odpowiedziała na nie.
     Kolejna seria ciszy napierającej nieprzyjemnie na bębenki. Snape zajadał się tartą z jabłkami, a ona patrzyła niby przed siebie, jednak w rzeczywistości w samą siebie szukając czegoś, co by mogła powiedzieć.
     - Granger.... - spojrzała na niego zaskoczona. - Widzę, że lepiej ci już po wczoraj. - odparł, a ona poczuła się zaatakowana. Nie przemyślawszy swoich słów otworzyła już usta do odpowiedzi.
     - Owszem, a panu chyba gorzej. Myślałam, że jest pan zwolennikiem ciszy między Ślizgonami i Gryfonami - odpyskowała, a on spojrzał na nią tym jadowitym wzrokiem, którym zabijał nadzieję pierwszorocznych.
     - Skoro tak ci przeszkadza mój głos, to już się zamykam. - odparł niespodziewanie, a ona poczuła, że o wiele bardziej woli go słuchać, rozmawiać z nim.
     - Nie... Nie przeszkadza. Po prostu....Jakoś mi tak dziwnie. - Zmieszana zaczęła miętosić kawałek obrusu patrząc na ten kawałek tkaniny i wręcz szeptając słowa. Czuła, że się jej przygląda.
     - Czyżby Panna-Wiem-To-Wszystko czegoś nie wiedziała? - Usłyszała odrobinę rozbawienia w jego głosie i spojrzała na niego. Właśnie przykładał filiżankę do wykrzywionych ust, wykrzywionych w delikatnym uśmiechu.
     - Przepraszam.... - znów wybąkała. 
     - Za co tym razem?- wziął kolejnego kęsa tarty.
     - Za ten liścik... To było niestosowne. - Poczuła, jak czerwieni się na całej twarzy.
     - Było. - Zrobił pauzę, która wydała się Hermionę ucięciem rozmowy. Jednak on odłożył sztućce i spojrzał jej prosto w oczy z lekko rozbawionym, ale i łobuzerskim uśmiechem. - Ale tą granice mamy już dawno za sobą, Granger.
      Pamięta bardzo dobrze moment, który właśnie jej wypomniał. W tym momencie nie mogła już wytrzymać zawstydzenia i odwrócił całkowicie twarz w drugą stronę, po czym usłyszała cichy śmiech.
     - Przejdźmy do rzeczy, Granger. Chcesz, bym tam z wami siadł, prawda? - kiwnęła głową nawet nie pytając skąd to wie. - Dobra, to ja mam pytanie. Co przy stole gryfonów, z trzema gryfonkami robi potomek rodu Malfoyów?
     - Draco panu nie powiedział? - teraz odwróciła się do niego zapominając o wcześniejszej obrazie.
     - Czego mi nie powiedział?
     - No.... - zastanowiła się przez chwilę. - No ja nie mogę panu powiedzieć. Ale może Draco to zrobi, jak się pan do nas przysiądzie. - I natychmiast wstała od stołu i zeszła z podestu.
     - Granger, naprawdę myślisz, że nie dowiem się w inny sposób?
     - Myślę, profesorze, że pan po prostu chce z nami siąść, ale duma panu nie pozwala. - Mówiąc to zwróciła się do niego twarzą, uśmiechnięta, choć w środku lekko przestraszona.
     - Słucham?! - zdenerwowała go, wiedziała o tym. Tylko zastanawiała się nad konsekwencjami tego.
     Wstał od stołu i powoli podszedł do nich wszystkich. Spojrzał po wszystkich i najpierw zawiesił wzrok na Hermionie, a potem na Draconie. Westchnął ciężko, po czym rzek najspokojniej jak tylko mógł:
     - Draco, powiedz mi proszę co skłoniło cie do przebywania w towarzystwie gryfonek?
     Draco spojrzał na Hermionę, potem na Minervę, a następnie na Ginny, jednak z tą ostatnią wymienili przestraszone spojrzenia.
     - Wuju... nie zrozum mnie źle... Dobrze mi w tym towarzystwie. - Gdy Draco to powiedział Severus jedynie pokiwał z lekkim rozbawieniem głową. - No i ja i Ginny...
     Nie dokończył, nie musiał.
     Severus zorientował się już co się stało w trakcie jego nieobecności w świecie żywych. Był tym tak zaskoczony, że zapomniał jak się oddycha.
     - Ślizgon przyjaźniący się z gryfonkami, mało tego, będący z jedną z nich... A co na to Potter? - wyszeptał, gdyż nie był zły, po prostu zdumiony, nie dowierzał.
     - Nie bądź już takim hipokrytą Sev. - Odparła Minerva i w tym momencie zawrzał w nim gniew.
     - Czy coś mi sugerujesz głupia kobieto?! - wybuchnął.
     - Owszem, SEV! - McGonagall jakby specjalnie podsycała jego gniew, a Hermionie wcale się to nie podobało.
     - Przestań do jasnej...
     - Przecież nic nie robię, Sev. - znów go ugodziła. I Hermiona zobaczyła coś, co raz już widziała. W płonących ze wściekłości oczach błyskała rozpacz i bezsilność.
     - Skończ....
     - Co mam skończyć, S...
     - Dość, wystarczy pani profesor. - Nagle, donośnie zaprotestowała Granger. - Nie wiem jaki ma  pani w tym cel, ale proszę już przestać.
      Minervę lekko to uraziło, Dracona i Ginny zdziwiło, jednak Severus przez moment wydawał się być jej wdzięczny po czym trzepocząc swoimi szatami pośpiesznie znikł za rogiem wrót do Wielkiej Sali.
       
      Mijały dni przerwy świątecznej i Severus musiał przyznać, że mijały bardzo spokojnie nie licząc nielicznych spotkań samotnie w gabinecie Minervy rozprawiając o nowych poszlakach dotyczących zamaskowanej postaci. Co prawda nie było ich wiele, jednak to zawsze coś. W między czasie, pomimo łudzenia się przez Severusa o chwilę samotności, Granger nawiedzała go pod różnymi pretekstami, które dla Snape były nieprawdopodobne, jednak mniej niż to co Serce podsuwało mu do głowy. Mistrz Eliksirów zauważył również, że Draco i Minerva bez żadnych skrupułów przesiadują razem z Ginny i Hermioną przy jednym stole nawet, gdy w pobliżu jest garstka pozostałych uczniów i nauczycieli. Dodatkowo dosiadał się do nich Therland, za co tym razem Severus dziękował mu. Był mu wdzięczny ponieważ za każdym razem jak widział roześmianą grupkę tak naprawdę bliskich mu osób miał rosnącą ochotę dosiąść się do nich, jednak postać Therlanda znacznie go odpychała.
     W przed dzień rozpoczęcia drugiego semestru Severus wszedł do sali nadzwyczaj niewyspany. Zauważył, że przy stole gryfonów siedzi jedynie Hermiona z bardzo przybitą miną. Minervy nigdzie nie było widać w pobliżu, a Wesleyówna z Malfoyem zajmowali miejsce przy stole ślizgonów przy czym rudowłosa co chwilę spoglądała wściekle na Granger. Severus zakpił w duchu z kłótni nastolatków przechodząc środkiem Wielkiej Sali.
     Severusie...
     Cichy pomruk Serca dawno się do niego nie odezwał, jednak nigdy nie spodziewał się, że tonacja pierwszych słów "wypowiedzianych" przez drugie ja będzie tak bardzo wrażliwa, smutna i błagająca. Nie musiał słuchać więcej, wiedział czego Serce od niego chce. Wystarczyła mu chwilę, dosłownie szybkie rzucenie spojrzenia na ślizgoński potem gryfoński stół, by podjął decyzję. Bezszelestnie zakręcił tuż przed stołem nauczycielskim by momentalnie usiąść tuż obok Hermiony. Ta, gdy kątem oka ujrzała ciemną pelerynę wzdrygnęła się i spojrzał z przerażeniem na Severusa - już od paru dobrych dni nie widział tego rodzaju spojrzenia i marzył, by już więcej go nie zobaczyć.
     - Profesorze... Przestraszył mnie pan - oświadczyła zwiotczałym głosem i znów odwróciła głowę wbijając wzrok w owsiankę z owocami.
     - Granger, co znowu się stało? - odparł sucho, jednak szybko zrozumiał, że to był błąd. Dziewczyna ściągnęła jeszcze bardziej brwi, a oczy zaszkliły się jej. Westchnął zatem i już otwierał usta, gdy usłyszał ciche parsknięcie. Twarz Hermiony nawiedził blady, ale wesoły uśmiech.
     - Mówiłam, że tak będzie. Ginny... Weasleyowie nie chcą mnie znać - odparła wyładowując swą złość na owsiance, chcąc widocznie nie uronić ani kropli łzy.
     - Zostawiłaś w końcu Weasleya? - odparł lekko zdziwiony jej uśmiechem.
     - Nie całkiem. Może to dziwnie zabrzmi, ale pan zrobił to za mnie tydzień temu. Tylko, że teraz Ron napisał do Ginny. - oświadczyła ściszonym głosem.
     - Co napisał? - spytał równie cicho jak ona.
     - Że... Zdradziłam go. - Severus prychnął pod nosem.
     - Akurat ty do tego zdolna nie jesteś, aczkolwiek powinnaś to zrobić - odparł lekko rozbawiony, po czym pojawił się przed nim talerz, na który powoli zaczął nakładać sobie parówki i jajka.
     - Z panem.

***                                   ***                               ***
Tak wiem, jest połowa wakacji a tu dopiero drugi w te wakacje rozdział. Jestem beznadziejna tak, tak, wiele osób mi to mówi. No ale cóż.... Aktualnie wakacji nie miałam za bardzo :p Ale powiem wam, że nawet mam już kawałek następnego :D
Mam nadzieję, że nie było najgorsze :)
Dziękuję za poświęcony czas
Pozdrawiam.
B.
 

poniedziałek, 3 lipca 2017

Rozdział VI

     Był przerażony tym, co zrobił.
     Widział jej pierwsze wrażenie - wpatrywała się w niego z niedowierzaniem. Spodziewał się tego. Ale nie miał najmniejszego pojęcia co będzie później. Nie wiedział, czy go wyśmieje, czy będzie na niego wściekła, czy się popłacze, wyjdzie, naskarży dyrektorowi - nie wiedział nic. Niewiedza był dla niego najgorsza, to ona go tak przerażała. Zaczynał wątpić w słuszność swojego serca - w końcu to nie ono ratowało go zawsze z opresji.
     Jesteś tego pewny?
     Zamknął oczy wyobrażając sobie jak bije swoje drugie ja za wtrącanie się w takim ważnym momencie, które - bądź co bądź - może zawadzić na jego karierze i chyba nie tylko.
     - Pan chce.... - Gryfonka odezwała się, a Snape zdał sobie sprawę, że właśnie okazał strach. Ale przed czym?
     - Mam panu zaufać? Po tym wszystkim....
     - Tak, wiem. Nigdy nie traktowałem cię poważnie, nigdy nie byłem dla ciebie chociażby miły. Zawsze ci dokuczałem, nie mogłem cię zaakceptować. Wiem, moich wad jest setki, a zalet mało. Ale bądź co bądź jestem twoim nauczycielem i nie mogę patrzyć na taką krzywdę.
     - Pomógł mi pan... Tak wiele razy. Wiem o tym. Ale w tej kwestii mi pani nie pomoże
     - Czemu, cholera, czemu tak się przy tym upierasz?! - Nie mógł dłużej wytrzymać jej pesymistycznej postawy.
     - Ja.... Mam tylko rodzinę Weasleyów. Odwracając się od Rona, odwrócę się od wszystkich.
     - Ale ty bzdury pleciesz dziewczyno. - Nie potrafił się przełamać do bardziej ckliwych, pocieszających słówek. Po prostu zagarnął ją ramieniem
     Stali tak długo, nie wiedział jak długo. Ale o dziwo mu to nie przeszkadzało. Ciepło jej ciała było kojące, uspokajające. Wiedział, że ona czuje to samo.
     Pukanie do drzwi sprawiło, że odskoczyli od siebie jak oparzeni. Hermiona nie czekając ani chwili dłużej wróciła do przygotowanego przez skrzaty posiłku i zaczęła pośpiesznie jeść. Severus natomiast podszedł do drzwi i lekko je uchylił. Za nimi stała uśmiechnięta dyrektorka szkoły.
     - Co ty tu robisz, cholerny babsztylu. Nie masz na głowie tego cholernego przyjęcia? - wysyczał z wściekłości. Minerva prychnęła na niego i niespodziewanie popchnęła drzwi.
     - Ty i pan Weasley sprawiliście, że nikt nie miał ochoty zostać i.... - Przerwała widząc na wpół ubraną Granger z rumieńcami na twarzy. - Severusie...  - Odezwała się badawczo.
     - Nie, nic jej nie zrobiłem, za kogo ty mnie masz!? - zapytał retorycznie wymijając ją i kolejny raz podchodząc do barku z Ognistą Whisky.
     - Mam cię za człowieka, który lubi czasem uwzględnić moje rady.
     - Dokładnie! CZASEM!
     - No dobrze, więc co tu...
     - Jestem tu, ponieważ profesor Snape zaoferował mi pomoc. - Tym razem to Granger niespodziewanie się odezwała.
     - Słucham? - McGonagal cofnęła się zdziwiona.
     - Profesor Snape.... - Dziewczyna wyprostowała się i spojrzał wpierw na Snape, który mógłby przysiądź, że znów ujrzał w jej oczach tą dawną, nieokiełznaną Granger. Następnie odwróciła się do Minervy.
     - Profesor Snape okazał mi bardzo dużo wyrozumiałości.
     - Rozumiem moja droga, ale.... - Znów spojrzał na obojgu podejrzanie. - Ale co ma znaczyć ten strój? I te zadrapania...
     Ona jej tego nie powie....
     Wiedział to, bardzo dobrze to wiedział. Dodatkowo dopiero teraz zauważył, że po kąpieli zeszło jej mugolskie mazidło i rany znów zostały odkryte. Po ciszy, która zapanowała w pomieszczeniu zaczął przypuszczać, że Panna-Wiem-To-Wszystko tym razem nie ma pomysłu jak okłamać swoją opiekunkę.
     Powinna jej to powiedzieć.
     To też było mu jasne, tym bardziej, że podobno "przyjaźniły" się. Ale coś jej na to nie pozwalało, tylko co? Czyżby znowu wstyd? A może coś innego?
     - To nie profesor Snape... To Ron... - Wyszeptała, prawie niesłyszalnie. Ale do Minervy dotarły jej słowa, gdyż kobiecie rozszerzyły się oczy, ale natychmiast usiadła obok Gryfonki i zaczęła ją przytulać. Podczas gdy Hermiona znów się rozpłakała.
     - No nie, znowu.... - jęknął załamany już Severus, na co Hermiona zaszlochała jeszcze głośniej.
     - Severusie! - krzyknęła na niego oburzona dyrektorka.
     - Ty się nią zajmij, ja wychodzę - warknął i zbliżył się do drzwi.
     Gdy znalazł się na korytarzu nie martwiąc się nawet o zabezpieczenie drzwi żwawym krokiem ruszył w kierunku wieży astronomicznej, której remont został ukończony parę dni wcześniej.
     Kłamca. 
     Serce znów postanowiło się odezwać.
     Chciałeś jej pomóc, tak mówiłeś.
     Ignorował ten głosik wskakując po dwa schody.
     Chciałeś, by nie cierpiała, tak mówiłeś.
     Pomimo cichego wręcz posykiwania rozchodzącego się po całym jego ciele zacisnął pięści i zęby, aż w końcu znalazł się u samego szczytu. Stanął na krawędzi dużego łuku wpatrując się w horyzont.
     A może chciałeś ją wykorzystać?
     - Nigdy w życiu! - warknął na samego siebie, tutaj już mógł. - Nie wiem już czego chce! To twoja wina! Przez ciebie pakuję się w te wszystkie problemy! To ty mnie niszczysz... To przez ciebie... To twoja wina....
     Znów po policzkach pociekły mu łzy. Zagryzł wargi i padł na kolana.
     - Czego.... Czego TY ode mnie chcesz!? - krzyknął w czarną otchłań, jednak nie usłyszał odpowiedzi. ani od swego serca, ani od tego, który kazał mu żyć.
     Nie długo jednak potrwało jego płakanie. Usłyszał ciche chichotanie i w momencie powstał na nogi wyciągając różdżkę. Instynktownie odsunął się od krawędzi.
     Kolejny chichot.
     - Severusie - Usłyszał swoje przeciągnięte imię w bardzo dziwnej, wręcz szaleńczej tonacji dochodzące z naprzeciwka, jakby zza metalowych obręczy na samym środku. Powoli zaczął przemieszczanie się do obręczy.
     - Severusie, z kim rozmawiasz? - Drwiący głos znów się odezwał, lecz tym razem Severus dojrzał zarys jego właściciela. - Czyżby z własnym sumienie? - Nagle zarys rozmazał się i zniknął. Snape rozejrzał się dookoła, jednak nikogo nie dostrzegł.
     - Spokojnie, zapłacisz za swoją zdradę. - Poczuł zimny oddech na szyi.
     Wróg stał za nim. Jednak nie śmiał się odwrócić. Wiedział, że gdy to uczyni zbyt pochopnie, może zginąć. Patrzył się jedynie kontem oka, w bok, jednak nic nie dostrzegł. Nagle poczuł przy krtani zimną stal. Ale ani po jednej, ani po drugiej stronie nie dostrzegł ręki, która mogłaby trzymać nóż. Powoli podniósł rękę do szyi jednak zanim zdążył cokolwiek złapać poczuł nieprzyjemne smyranie, a następnie zimny, spływający płyn od krtani, po obojczyk, aż do klatki piersiowej. Jedną nogą zrobił krok do przodu jakby chciał złapać równowagę przez nieuchronnym upadkiem.
     Wciąż stał.
     Natychmiast dotknął swojej szyi po czym obejrzał swoją dłoń. Nic na niej nie było, żadnych śladów krwi. Oddychał szybko będąc pewny, że jego gardło zostało przecięte. Pot lał się z niego jak jeszcze nigdy. Zaczął okręcać się wokół własnej osi, raz w jedną, raz w drugą aż w końcu potknął się o własne nogi i upadł.
     - Kim ty jesteś? Czego chcesz? - wyszeptał z zaschniętego gardła.
     - Kim jestem? - Głos znów znajdował się za nim, jednak tym razem natychmiast spojrzał za siebie. Nikogo nie widział. - Znasz mnie, Severusie.
     Zna go, teraz to do niego dotarło. Kojarzy ten głos. Ale nie mógł go nigdzie przypisać.
     - Jesteś śmierciożercą? Chcesz mnie zabić za zdradę? - Znów wychrypiał przełykając ślinę.
     - Oooo, Severusie, jakiś ty głupiutki. Nie jestem jednym z tych bezrozumnych arogantów, ale oni teraz należą do mnie. - On znów był tuż przy Snape. Powoli Severus przestawał myśleć racjonalnie.
     - Nie chce cię zabić.
     - Więc czego chcesz?!
     - Przekonasz się w swoim czasie!
     Severusa przycisnęło do ziemi, gdy zobaczył nad sobą postać w masce z narysowanym, nieudanym uśmiechem i oczach emanujących chęcią mordu, która nagle przeniknęła przez niego szyderczo się śmiejąc. Dopiero po paru sekundach śmiech ucichł, a Severus mógł podnieść się na równe nogi. Nie rozumiał tego, co się przed chwilą wydarzyło.
     Zbiegł czym prędzej do swoich lochów i wpadł jak opętany przez drzwi do komnat, dysząc ciężko i mając nadzieję, że spotka tam jeszcze Minervę. Jednak nie było jej już w jego komnatach. Zamiast tego, na kanapie leżała kobiet w bujnych lokach i jego bluzce. Podszedł bliżej niej, by sprawdzić czy wciąż śpi. Był zdumiony tym, że hałas jakiego był przyczyną nie obudził jej. Spojrzał na jej twarz i uznał, że wygląda jeszcze bardziej uroczo. Delikatnie pogłaskał ją po twarzy po czym przyniósł z sypialni koc i okrył ją.
     Severusie, Minerva!
     Znów musiał przyznać racje swojemu głosikowi, który czasem miewał przejawy rozsądku.
     Znów wyszedł ze swych komnat - tym razem dbając o to, by je zabezpieczyć - po czym znów pognał w kierunku gabinetu dyrektora. W połowie drogi stwierdził, że naprawdę się już starzeje, gdyż coraz trudniej mu się oddychało.
     W końcu dotarł do posągu, gdzie wypowiedział szybko hasło. Ten się przesunął ujawniając schody, przez które Severus przeszedł i pognał na sam ich szczyt. Nie zaprzątał sobie głowy takimi drobnostkami jak pukanie i prawie wywarzając drzwi wkroczył do gabinetu dyrektorki, która oczywiście jeszcze nie spała, a jedynie spojrzała na niego zdziwiona.
     - Czy w dzisiejszym dniu nie za dużo mieliśmy już wrażeń? - spytała widząc, że Severus przyszedł z poważną sprawą.
     - Oh, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo bym chciał nie musieć przeżywać tego, co właśnie przeżyłem! - wrzasnął na nią wyprowadzony z równowagi po czym podszedł do jej biurka, na którym stała ich obu ukochana Ognista. Odkorkował butelkę po czym wlał sobie do gardła sporą część trunku.
     - Severusie, co się stało? Nie wyglądasz i nie zachowujesz się normalnie. - Zlustrowała go od góry do dołu.
     - Bo tak też się nie czuję.
     Opowiedział gryfonce o wydarzeniach z wieży astronomicznej nie zapominając o żadnym szczególe w między czasie siadając na fotelu przed biurkiem. Ta jedynie kiwała głową z niedowierzaniem i co chwilę łapała za Ognistą.
     - Nie masz żadnych podejrzeń kto to mógł być? - Spytała spokojnie Minerva.
     - Wrogów mam wielu, jednak żaden z nich nie byłby w stanie przedostać się do zamku niezauważonym.
     - Tak, masz racje, tak... - Minerva pomyślała przez chwilę, westchnęła, po czym znowu się odezwała. - Dziękuję, że mnie o tym poinformowałeś. Jednak póki co, nie zaprzątaj sobie tym głowy. Musisz odpocząć.
     - Sądzisz, że będę w stanie usnąć po czymś takim? - Zakpił z dyrektorki.
     - Owszem, zważając kto właśnie śpi w twoich komnatach. - Uśmiechnęła się lekko, jednak było widać, że po prostu sama też chce odpocząć od problemów.
     -  Skoro już rozpoczęłaś ten temat, czemu ją tam zostawiłaś? - spytała najspokojniej jak potrafił decydując się dać kobiecie zasłużony spokój.
     - Bo podczas płaczu zasnęła na mnie, więc ją położyłam.
     - Rozumiem. No dobra.... To dobranoc.
     Wstał z fotela i podszedł do drzwi.
     - Severusie, ona....
     - Nie chce znów słuchać jak mnie pouczasz - odparł zmarnowany.
     - Nie zamierzam cię pouczać. Mam do ciebie prośbę. - Zwrócił się ku niej.
     - Dobra.... - burknął jedynie nie mając chęci robić czegokolwiek dla tej kobiety.
     - Pomóż Hermionie podjąć decyzje co do ciebie.
     - Słucham!? - Nie dowierzał własnym uszom.
     O co ta stara babka piaskowa go prosi? Nie rozumiał nic a nic. Pomóc Hermionie w podjęciu decyzji co do niego? Co to ma znaczyć? Czego w takim razie młoda gryfonka chce od postaci Postrachu Hogwartu?
      - Hermiona coraz bardziej chce stać się twoją przyjaciółką, ale wciąż nie jest pewna. Pomóż jej, pokaż gdzie powinna się kierować.
      Stał całkowicie nie rozumiejąc. Granger... Chce być.... Nie, to nie możliwe. A jeśli rzeczywiście....? W końcu nie odpuszczała, wciąż go nękała, cieszyła się nawet będąc blisko niego.
      Za dużo pytań bez odpowiedzi, musi rzeczywiście odpocząć. Odwrócił się na pięcie i chwycił za klamkę.
      - Wiesz, że dajesz mi więcej niż jedną opcje? - Odparł jeszcze i spojrzał przez ramię w oczy McGonagall.
     - Wiem. Nie skrzywdź jej. - Znów spojrzał na drzwi, tym razem je otwierając.
     - Obiecuję.
     I już go nie było w gabinecie dyrektora. Już schodził, tym razem spokojniej do lochów. Podczas drogi był pochłonięty myślami o całym dniu. Tyle się wydarzyło.... Ron gwałcący Hermionę, jego rozmowa z gryfonką, ta dziwna postać na wieży astronomicznej i teraz ta rozmowa z Minervą. Nagle stwierdził, trochę ironicznie a trochę poważnie, że jego życie nagle zrobiło się bardzo ekscytujące.
     Przekroczył drzwi swoich komnat znów napotykając widok słodko śpiącego gniazda na jego kanapie. Westchnął ciężko i podszedł do gryfonki. Delikatnie chwycił ją od spodu i podniósł po czym zaniósł do sypialni i położył na łóżku. Przykrył ją kołdrą po czym zrzucił z siebie pelerynę i zabrał spodnie dresowe. Powędrował pod prysznic gdzie wszedł pod strumień zimnej wody.
      Sam nie dasz sobie rady.
      - O czym ty mówisz? - odpowiedział cicho i spokojnie pieniąc sobie włosy.
      Tym razem możesz sam nie wygrać z wrogiem jakikolwiek on jest.
      - A jaki jest? - O dziwo przez cały czas zachowywał spokój,
      Silniejszy od ciebie, na pewno.
      -  A więc co mi radzisz? - Odparł lekko kpiąco uśmiechając się pod nosem.
      Ty też jej zaufaj.
      - Ufam....
      Kłamiesz. Zaufaj jej, pokaż jej siebie...
      - No dobra, nawet jak się zgodzę to wiesz że nie nastąpi to natychmiast.
      Może chociaż spróbujesz.
      - Zgoda.
      Głosik więcej się nie odezwał. Natomiast Severus w spokoju zakończył orzeźwiający prysznic i ubrał spodnie. Wychodząc z łazienki złapał jeszcze za Ognistą i wylał sobie resztę butelki do gardła, po czym położył się na kanapie. Jednak czuł, że mimo wszystko szybko nie uśnie. Nie myślał już nad Hermioną, nawet nie miał siły myśleć o dziwnej postaci. Po prostu wpatrywał się tępo w sufit i czekał aż w końcu zabierze go Morfeusz.
 ****                                             ****                                                  ****
Hej Hej!
Wiem, że musieliście trochę poczekać ale no już jest! :D
Mam nadzieję, że coś wykleciła. Straszne pomieszanie, chaos i w ogóle. Ale spokojnie, w głowach każdego z bohaterów też właśnie taki chaos panuje :P
Piszcie co sądzicie, albo jak tam chcecie :)
Pozdrawiam
B.
P.S
Stęskniłam się za tym wszystkim awwwww :3 :*

niedziela, 2 lipca 2017

WAKACYJNE PRZYGODY v2

Witajcie moi drodzy!
Dłuuugo mnie nie było, całe 10 miechów. Ale cłe 10 miechów bez pisani odświeża umysł. Mam wielką nadzieję, że nie zapomnieliście o mnie, Severusie i Hermionie, którzy właśnie rozpoczynają swoją podróż do świata marzeń :D
Tak, właśnie, w tym roku również będzie Sevmione :D No, jako że tego nie skończyła to chyba musi być właśnie to.
Jeśli ktoś tu jeszcze jest, to niech da mi znać, a jeśli mu się nie chce... No to trudno, nikogo do niczego nie zmuszę :)
Dobra, nie przedłużam. Od razu mówię, że jeśli bardzo dobrze pójdzie - rozdział już dzisiaj, jeśli tylko dobrze, to jutro, no a jeśli źle.... To sami wiecie.
Dziękuję wytrwałym :*
Pozdrawiam
B.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Ważne Info dla stałych bywalców

     Hej!
     Wiem, że wiele osób może się denerwować, że nie wrzucam rozdziałów w określone dni itd, ale ja po prostu nie mogę tak robić. Życie mi na to nie pozwala... Tak więc jeśli ktoś chce dostawać powiadomienia o nowej notce, to proszę przesłać mi swój email na: xissart@gmail.com .
     Kolejny rozdział... Jak mi się w jednym miejscu umysł odwiesi, ale przeczuwam, że niebawem :)
     Pozdrawiam,
     B.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Rozdział V cz. 2

     - Severusie! - powoli Minerva zaczynała się gorączkować.
     - Z przyjemnością - odwarknął Ron trzymając już różdżkę nad stołem.
     - Panowie, spokojnie - wtrącił się Daumi siedzący koło Weasleya i łapiący za ramię Rona. - Skoro jesteście tak wrogo do siebie nastawieni to po prostu się do siebie nie odzywajcie.
     Weasley opuścił różdżkę, a zamiast niej chwycił widelec i zaczął grzebać w swoim talerzu. W pomieszczeniu zapanowała niezręczna cisza. Każdy zajął się swoim talerzem. Severus był z tego zadowolony, cisza - to co kochał.
     Jesteś winny tej atmosfery.
     Nie odpowiadał, znowu nie mógł. Skrzywił się tylko, przewrócił oczami po czym postanowił naprawić błąd swój i Weasleya:
     - Trafiłeś z tą szatą, Lucjuszu. Gdzie ją znalazłeś? - rozpoczął rozmowę.
     - W Cavesoun - odpowiedział spojrzwszy na Severusa. - W sklepie "Sansil". Mają tam naprawde dobre szaty - dodał zauważywszy intencje przyjaciela.
     - Muszę tam zajrzeć - odparł Severus, ale nie wiedział co jeszcze może dodać.
     - A są tam może szaty dla kobiet? - podratowała go nagle Hermiona.
     - Są...
     - Ale dla kobiet, Granger, nie dla dziewczynek - kąśliwie zażartował Snape.
     Odbierze to na poważnie kretynie!
     - Bardzo śmieszne - odburknęła, ale natychmiast uśmiechnęła się.
     Zrozumiała.
     - Draco może Cię kiedyś tam zaprowadzić - wtrącił widocznie zadowolony Lucjusz popijając winko.
     - Nie może - Ron natychmiast się zbuntował.
     - Ron, przecież...
     - Ślizgon nie będzie się zadawał z moją dziewczyną - syknął przez zaciśnięte zęby.
     - Dość tego Ronaldzie, wychodzimy. - Hermiona nie pozwoliła mu dalej na bezczelne odzywki.
     - I bardzo dobrze.
     Hermiona pożegnała się uprzejmie ze wszystkimi, a Weasley jedynie burknął ciche "do widzenia" i wyszli.
     - Nie obraź się Minervo, ale TEN Weasley to się naprawdę nie udał - skomentował Lucjusz.
     - Bardzo się zmienił po wojnie - odpowiedziała mu Minerva.
     - Nawet nie wiesz jak bardzo - dodał Severus.
     Spokojnie zaczął jeść piernika, jednak od razu z pierwszym kęsem uświadomił sobie co teraz może się stać. Ron z pewnością będzie wściekły na Hermionę za to, że go hamowała. Zostali sami, a Weasley stał się straszliwym agresorem.
     Idź za nimi, bo ją pobije i pewnie zgwałci!
     Podpowiadało mu drugie "ja", ale tym razem nie zamierzał się kłócić. Zjadł najszybciej jak się dało i dopił swoją herbatę, po czym pożegnał się pod pretekstem zmęczenia kłótnią i wyszedł. Szybkim krokiem przemierzał korytarze w poszukiwaniu dwójki gryfonów. Przeszedł wszystkie miejsca, które uczeń może znać i te, które Weasley z Hermioną mogą znać. Skusił się nawet by zajrzeć do łazienki Jęczącej Marty, ale nigdzie ich nie znalazł. Zrezygnował więc z dalszych poszukiwań i zszedł do lochów.
     - Ah...ał..aa. - Niespodziewanie usłyszał pojękiwania przeplatające się z cichym łkaniem.
     Hermiona.
     Pognał za głosem, który z czasem robił się coraz głośniejszy, aż w końcu wychodząc z za zakrętu zobaczył to, czego pragnął już nigdy nie widzieć. Widok podrzędnego czarodzieja, śmierciorzerce gwałcącego Merlinowi winną kobietę. Jednak teraz widok zabolał go bardziej. Ron Weasley trzymający jedną ręką za nadgarstki, a drugą za niesfornie, kasztanowe włosy Hermionę, której twarz przyparta była do ściany, piersi wyciągnięte za sukienkę, która tak naprawdę okrywała jedynie brzuch dziewczyny, a chłopak energicznie poruszał biodrami przy jej pośladkach.
     Severus nie myślał co robi, nie był w stanie. Emocje nim targały jak wzburzone morze, które ma na celu jedynie zatopić statek, tak jak on miał na celu zatłuc Weasleya. Pobiegł w ich strone, odwrócił chłopaka, rzucił na przeciwną ścianę i zaczął uderzać pięściami po jego twarzy. Weasley nie był w stanie nic zrobić. Severus opanował się dopiero, gdy niechcący uderzył Hermionę, odciągającą go od Rona, z łokcia w ramię. W tedy dopiero odsunął się i spojrzał na dziewczynę.
     Była przestraszona, tylko czego: bójki, która między nimi wynikła, czy Rona gwałcącego ją?
     Wyglądała przerażająco, suknia potargana podobnie jak włosy. Posiniaczona i załzawiona.
     Zdarł z Weasleya, który właśnie wstawał z ziemi płaszcz i podał dziewczynie, jednak ta odtrąciła ubranie patrząc na nie z obrzydzieniem, więc Severus zdjął własnął kamizelkę i narzucił na Granger.
     - Musi ci to teraz wystarczyć - szepnął delikatnie obejmując ja ramieniem.
     - Pieprzony ślizgon - warknął Weasley ledwo stojąc oparty o ścianę. - To nie jest twoja sprawa co z nią robie.
      - Jest - uciął krótko Severus po czym zabrał Hermionę do swoich komnat. Nie chciał jej teraz zostawiać samej.
     Wpuścił dziewczynę, która niepewna wszystkiego stanęła na środku gabinetu. Snape natychmiast poleciał do swojej sypialni i przyniósł za mały na niego dres. Wrócił do Hermiony i powoli do niej podszedł.
     - Granger.. - zaczął podając jej ubranie, ale ona jedynie zadrżała na dzwięk swojego nazwiska. - Hermiono... - Zmienił swój ton dopasowując go do jej potrzeb, chociaż nie było to mu na rękę. - Idź się okąpać i przebrać. Później porozmawiamy - rozkazał, a dziewczyna niezwykle uległa zabrała ubranie i poszła w stronę łazienki.
     Severus w między czasie wezwał skrzata i polrosił o ciepły posiłek i herbatę w dwóch porcjach. Skrzat natychmiast zniknął, a Severus podszedł do swoim prywatnych zapasów eliksirów. Otwarł szafę i zaczął ją przeglądać. Dobrze wiedział gdzie leży jego poszukiwany eliksir, używał go prawie codziennie, ale zastanawiał się, czy nie znajdzie dla Granger czegoś lepszego niż tylko eliksir spokojnego snu. Czytał etykietki i przypominał sobie do czego służy eliksir, ale żaden nie był przydatny w danej chwili. Zabrał więc tylko fiolkę ze cieczą przynoszącą ulgę w nocy i zamknął szafę.
     W tym samym czasie drzwi od łazienki otworzyły się, a z nich wyszła zaczerwieniona, z mokrymi włosami i w samej bluzie Gryfonka.
     - Spodnie... Były za duże - oświadczyła powoli zbliżając się do kanapy, ale Severus zatrzymał ją łapiąc za ramię, a drugą ręką odkładając fiolkę z eliksirem na stolik. Lekko zadrżała, ale nie wyrwała ręki. Spojrzał na nią, a potem prosto w jej oczy. Była na tyle oszołomiona, że nawet zapomniała o zaklęciach do takich prostych rzeczy, jak zmniejszenie ubrań. Ale nie będzie jej upominał, przyniósł by jej jeszcze więcej wstydu.
     Puścił jej rękę i wskazał kanapę. Usiadła, a on na przeciwko w fotelu. Dzielił ich tylko stolik, na którym momentalnie pojawiło się jedzienie i herbata. Skrzat domowy ukłonił się szybko, spytał czy coś jeszcze, a nie słysząc więcej życzeń wrócił do swojej kuchni.
     - Jedź, dobrze ci to zrobi - odparł siląc się na zachęcający ton.
     Myślał, że go posłucha, że weźmie do ręki łyżkę i zje zupe dyniową, a potem widelcem będzie wkładać sobie do ust kawałki kurczaka z pestkami dyni popijając herbatką.
     Po tym wszystkim co się dzisiaj wydarzyło? Jakiś ty głupi...
     Drugie ja miało racje. Hermiona natychmiast zasłoniła twarz rękawami bluzy i zaczęła płakać. Severus się zmieszał, nie wiedział co ma teraz zrobić. Nie przytuli jej i nie powie, że wszystko będzie dobrze - nie byli sobie tacy bliscy. Więc co ma zrobić?
     - On mnie zabije... Ja... Czemu to zrobiłam? Zabije mnie, zabije! - wypowiedziała przez łzy.
     Nie pytał kto, bo wiedział. Weasley będzie na nią cholernie wściekły.
     - Czemu się nie bronisz? Przecież jesteś od niego silniejsza i mądrzejrza, z resztą jak od większości osób w tej szkole. Więc czemu mu się nie postawisz? - słowa odruchowo wypowiedziane przez Severusa zadziałały jak kubek zimnej wody. Nagle przestała płakać, wstała z kanapy i zaczęła bez słowa iść w stronę drzwi.
     Siedzieć i nic nie robić, patrzeć jak dziewczyna powoli jest wyniszczana przez otoczenie? Tak mu podpowiadał jego rozum, jego maska.
     Nie pozwól jej wyjść! Musicie to wytłumaczyć tu i teraz!
     To mu podpowiadało jego drugie ja, jego serce. I z tym też od jakiegoś czasu zaczynał się zgadzać, jemu ulegać. W momencie podniósł się z fotela, pokonał dzielący go dystans z Hermioną i nie pozwolił jej przejść.
     - Ta wasza cholerna, gryfońska duma - warknął, ale tym razem nic się nie stało - nie drgnęła, nie odskoczyła. - Wolisz cierpieć, wyniszczać się zamiast powiedzieć mi co sprawia, że wciąż przy nim jesteś?
     - Niech... Się... Pan... Nie wtrąca - odpowiedziała mu wyraźnie i zimno, tak jak on zawsze odpowiadał ucznią.
     Nagle lampa w jego głowie się zaświeciła - tak nie może być, nie pozwoli jej na to.
     - Gr... Hermiono, wiem jak to jest - zaczął sięgając ręką do głowy by pozbierać na tyle odwagi do kontynuacji. - Wiem jak to jest przechodzić tyle cierpienia i widzieć, że nie ma się nikogo na tym świecie. Wiem jak to jest, jak najbliżsi ludzie się od ciebie odwracają. Wiem też jak to jest, gdy osoba tak ci bliska, jak Weasley tobie staje za twoimi plecami ze sztyletem w ręku i wiem jakie to jest uczucie, gdy ci go wbija. I najważniejsze. - Zrobił krótką pauzę. - Wiem jak to jest nie potrafić komuś zaufać w jego szczerość, taką jaką ja teraz okazuje względem ciebie. Jestem z tobą całkowicie szczery i uwierz, że chce ci pomóc, bo jak widzę co się z tobą dzieje, to się we mnie gotuje. Niszczysz się tak samo, jak ja zniszczyłem samego siebie. - Kolejna chwila zawachania.
     Wal śmiało!
     - Hermiono, zaufaj mi
***         ***         ***
     Hej. Przepraszam, że tak późno... Ale... Nie, nie będę się tłumaczyć. Po prostu, za dużo życia poza literkami. Wybaczcie. Mam nadzieję, że trochę naprawiłam opo... A jak dobiłam, to przepraszam ;( Dziękuję za wszystko Pełni Księżyca :)
B.