piątek, 1 czerwca 2018

PROLOG

     Śmierć to bardzo specyficzna sytuacja. Kiedy ktoś myśli, że umiera staje się nagle innym człowiekiem. Jedni wpadają w panikę, chociaż przez całe życie byli tymi najodpowiedzialniejszymi. Drudzy stają się poważni, pogodzeni z losem. Trzeci natomiast chcą już tylko dopełnić niedokończone sprawy najszybciej i najdokładniej jak się da. W obliczu śmierci wszystko staje się jednak prostsze. Nigdy nie wiesz, co się stanie, gdy umrzesz, ale nie przejmujesz się tym. Gdy przemierzasz przez świat pomiędzy żyjącymi, a umarłymi dopiero w tedy zastanawiasz się, co będzie dalej i czy wszystko jest już zakończone. A co w chwili, gdy tuż przed odkryciem tajemnicy śmierci stanie przed tobą przeszkoda?
    On przed przeszkodą stanął.
    Umarł, ale nie dotarł do świata umarłych. Przed nim pojawiła się aura. Krążyła wokół niego, aż w końcu zaczęła przyjmować postać. Mężczyzna, cały ubrany na biało, uśmiechał się spod długiej, białej brody, a oczy iskrzyły mu się rozbawieniem, ale i doświadczeniem przez okulary-połówki.
    - Co tu robisz? - Spytał wędrującego cicho i spokojnie, ale kiedy dusza chciała odpowiedzieć, z jej bladych ust nie wydobył się najmniejszy dźwięk. - Nie, nie o tym mówię.
    Jarząca się czernią aura była przerażona, iż własnych słów nie słyszy, a istata przed nim tak.
    - Decyzja w twojej sprawie nie została jeszcze podjęta, więc te wrota... - Machnął półprzeźroczystą dłonią i za brodatym mężczyzną pojawiła się dwukolorowa brama, czerń i biel. - Pozostaną wciąż dla ciebie zamknięte. Cofnij się. - Istota wystawiła rękę przed siebie, a duszę dziwna moc zaczęła odpychać. Czarna mgiełka zaczęła krzyczeć, przeczyć, zadawać pytania i z każdym kolejnym metrem zaczynała coraz głośniej słyszeć swoje własne słowa.
    - Zostaniesz zawieszony w czasie. - Odparła na jego wciąż bezkształtne krzyki biała postać.
    - Dumbledore... - Tyle zdarzył usłyszeć w pełni z własnych ust, nim poczuł, jak coś szarpie i okręca go, by pochłonąć w chwilową ciemność.
    Ja nie chce już żyć!

PIĘĆ METRÓW

Witajcie!
Tak jak obiecałam, tak w Dniu Dziecka zaczynam publikowanie nowej opowieści. Będzie miała trochę wspólnych "poglądów" co poprzednia, ale chyba będą się różnić... Mam taką nadzieję. Dobra, nie przedłużam, zapraszam na romansik Sevmionowski!
Dziękuję za poświęcony czas
B.

wtorek, 27 lutego 2018

Rozdział XIV

     Jednym z jego znienawidzonych zajęć było tłumaczenie. Trudno mu było ścierpieć opowiadanie historyjek w stylu: On powiedział, ona powiedziała i zrobili to. Ale nie miał niestety wyjścia. Lucjusz, Minerva i Dracon domagali się szczegółowych wyjaśnień, więc po opatrzeniu rany Malfoya cała czwórka zasiadła w gabinecie McGonagall popijając po wszystkim Ognistą. W między czasie, gdy Lucjusz znajdował się w skrzydle szpitalnym Aurorzy przybyli po ciało Therlanda. Było oczywiście dużo wypytywań jak to się stało, dlaczego i tym podobne, ale Minerva zgrabnie wyjaśniła okoliczności samoobronne czyli – konieczne. Hermiona natomiast została w skrzydle szpitalnym pod wpływem delikatnej śpiączki. Poppy wróżyła, że nie dłużej niż tydzień, a dziewczyna się wybudzi.
- Severusie, mów co się dzieje. Mówiłeś, że nie da się go dotknąć. Widzieliśmy, że Hermiona nie żyje. - Zaczęła go ponaglać Minerva, gdy kolejny raz podniósł szklankę z trunkiem do ust nie wypowiedziawszy nawet słowa. Westchnął więc ciężko i ostatni raz upił łyk alkoholu.
-Therland używał... Bardzo skomplikowanej magii. Dziwi mnie to, gdyż jest do niej potrzebny spokój ducha. No, ale wychodzi na to, że można było osiągnąć taki poziom również w inny sposób. -Rozpoczął swoją wypowiedź.
- Przejdź do rzeczy wuju. - Draco nie dał się wprowadzić w maliny i szybko nakierował Snape na prawidłowy tor.
- No dobra, w skrócie mówiąc: Therland grzebał nam w głowach. Coś jak mugolska magia. - Odparł niechętnie i znów napił się Whisky.
- Mugole mają magię?
- Tak, Draco, mają. To się nazywa "sztuczki". Therland dorzucił do tego kontrolę umysłów i byliśmy załatwieni.
-Skąd to wiesz?
- Po przestudiowaniu wielu ksiąg znalazłem wiele prób, doświadczeń wymyślenia włąśnie czegoś takiego. W większości te próby odbywały się wśród Sabatoników, więc nic dziwnego, że właśnie tam Therland szukał sprzymierzeńców. W każdym razie, polega to na tym, że pokazujesz sztuczkę, która dla nas jest po prostu magią i łączysz ją z psychologią – oczywiście też magiczną. Na skutek tej syntezy czarodziej może właściwie wszystko ze swoim wrogiem zrobić. Nie zabiłby mnie wprost, ale zmusiłby mnie bym tak myślał, ale umysł to potężna siła, co doprowadziłoby do mojej rzeczywistej śmierci. Ale to taka dygresja.
-A co w takim razie z Hermioną? - Wtrąciła zaciekawiona Minerva.
-Hermiona również była pod jego działaniem. Kazał jej wierzyć zapewne, że jej stan się pogarsza, organy coraz wolniej pracują, a ona oczywiście nie potrafiła mu się oprzeć. Nie umarła, bo na czas go zabiłem. Gdyby nie to, zapewne w końcu doprowadziłby ją do stanu nieodwracalnego. Gdy umarł stracił możliwość manipulacji w jej śnie, więc również kontrolę nad jej ciałem. Dlatego powróciły jej wszystki zdolności żywciowe.
-A jak udało ci się to przezwyciężyć? - Kolejne pytanie padło ze strony Lucjusza.
-To proste. Nie wierzyłem. Szczerze i na prawdę przestałem wierzyć w te jego sztuczki. Nie mógł więc zawładnąć moim umysłem, nie mógł więc przeze mnie przejść i sprzeciwić się mi.
-Wygrałeś na umysły.
-Nic nowego. - Uśmiechnął się do wszystkich podstępnie i upił napoju życia.
-No dobrze... A skąd się wzieli u mnie? - Severusowi nagle mina zrzedła.
-Chcieli cię zabić - odparł wymijająco.
-Tyle sam zdążyłem zauważyć.
-I co tu więcej mówić...
-Może dlaczego tego chceli?
-A co ja, siedzę im w głowie?
-Bo przyjaźnisz się z Severusem. Nas wszystkich Therland chciał wyrżnąć. - Za Severusa odpowiedziała Minerva, którą zaczął powoli denerwować Severus ze swoją niechęcią do opowiadania.
-Nie no, to się nazywa owocna przyjaźń... - Parsknął młody blondyn.
-Mówiłem wielkrotnie byście się do mnie nie zbliżali, to wy na przekór! - Severus poczuł się mocno urażony komentarzem chrześniaka.
-Spokojnie, Draco nie miał tego na myśli. - Próbował usprawiedliwić syna Lucjusz, karcą go przy tym wzrokiem.
Przez pewien czas panowała cisza. Każdy popijał alkohol zagłębiając się w swoich myślach.
-Czyli mamy sprawę zamkniętą, no nie? - spytał nagle Draco czując się niezręcznie w takiej ciszy.
-Wygląda na to, że tak. Jak sądzisz, Severusie, czy coś jeszcze komuś znas grozi?
-Nie, Minervo. Zdaje mi się, że nie. Martwię się tylko o Hermionę, nie wiem jak będzie się po tym wszystkim czuła. Co jak co, ale jest najmniej winną osobę w całym naszym towarzystwie. - Spojrzał za okno czując na miejscu serca nieprzyjmeny ucisk.
-Sev... - Mężczyzna tym razem nawet nie drgnął po usłyszeniu niechcianego przezwiska. - Kiedy w końcu jej powiesz?
-W swoim czasie Lucjuszu.
Mijały kolejne dni. Hermiona już dawno wybudziła się ze śpiączki i zdezorientowana całą sytuacją łaknęła każde słowo wyjaśnienia. Oczywiście, to nie Severus wyjaśniał, szybciej by ją zabił niż zniósł kolejną serię tych samych - i nie tylko –pytań. Zajęło jej parę dni przyswojenie faktu, że mają kolejne zagrożenie za sobą. W pewnym momencie doszła do wniosku, że to kolejna przygoda, ale tym razem bez Rona i Harrego w roli głównej. Tym razem najważniejsi byli dla niej dwaj ślizgoni i Minerva. Poczuła dziwny przypływ satysfakcji czując, że więzi pomiędzy nią a pozostałą dwójką gryfonów maleją, a ta, która łączy ją ze ślizgonami i Minervą staje się coraz silniejsza. Myślała również dużo nad samym Severusem. Z nim połączyła ją niezwykła siła, coś czego sobie samej nie umiałą wytłumaczyć. Pomimo tego, że postanowił to zakończyć nie była na niego zła. Wiedziała, że skoro w ten sposób ma czuć się lepiej, to właśnie tak ma być. Sam Severus zachowywał się zdecydowanie bardziej... Zabawniej, jak na jego standardy. Miał coraz bardziej cięty język, ale prawie nigdy nie używał swojej skwaszonej miny. Zawsze, gdy komuś dogryzał był pewny siebie i zadowolony.
Tak, Panna-Wiem-To-Wszystko nie potrafiła przestać spoglądać na swojego nauczyciela z poczuciem ogromnej sympatii. I teraz, gdyby ktoś zapytał ją jaki ma stosunek do Mistrza Eliksirów pogrążyłaby się na pewno. Nie byłaby w stanie skłamać i powiedziałaby takiej osobie, że jest to najwspanialsza osoba jaką zna. Chciałaby sama przed sobą powiedzieć, że nie da mu oddejść, ale nie potrafiła, bo on sam uznał, że tak będzie lepiej. Dotykała go, rozmawiała z nim, calowala... Ale tylko w swoich marzeniach. Pogodziła się z tym.
Zbliżały się końcowe egzaminy, a co za tym idzie – wybór swojej przyszłości. Severus zdecydowanie pilnował, by eliksiry szły jej bardzo dobrze, by umiała nadprogramowo. Wytłumaczył jej, że jeśli zda wszystkie testy na maksymalną ilość punktów zostanie dodatkowo zapytana o kierunek przyszłości. Jeśli wybierze eliksiry, to w przeciągu dwóch tygodni po uzyskaniu wyników powinnien do niej zgłosić się przyszły mentor, prawdopodobnie jakiś Mistrz Eliksirów. Oczywiście, ma prawo go nie zaakceptować, ale w tedy pozostają jej tylko studia, co gwarantuje mniejszy przypływ wiedzy. Miała jednak na głowie jeszcze jedno zmartwienie. Nawet jeśli dostanie mistrza, nawet jeśli będzie mogła dalej się uczyć... Gdzie zamieszka i za co? Weasleyowie zaoferowali jej miejsce u siebie w domu, ale ona nie chciała zbyt długo mieszkać pod jednym dachem z Ronem. Severus nauczył ją, że zawsze trzeba mieć godność. Zgodziła się jednak zamieszkać przez pierwszy miesiąc, a podczas oczekiwania na mistrza (bo miała ogromną nadzieję, że zdobęcie maksymalne wyniki) znajdzie sobie pracę i lokum.
Nie podała Rona do Ministerstwa, czuła, że nie ma to sensu. Dlatego też państwo Weasley byli jej wdzięczni, ale sam Ronald się do niej nie odezwał. O dziwo, również Harry nie dawał znaku życia. Nie miała za bardzo kontaktu z Ginny ani Draco, oboje skupili się całkowicie na nauce. Nie wiedziała zatem nic, co dzieje się w jej starym świecie. Dała sobie z tym spokój, a czas zleciał niebywale szybko na nauce. W końcu nadszedł tydzień egzaminów. Nie bała się niczego, oczywiście, oprócz samych eliksirów. To był jej główny cel, na który poświęciła najwięcej.
Po zakończeniu egzaminów wyszła cała roztrzęsiona. Praktyczny egzamin poszedł jej dobrze, zdecydowanie wszystko zaliczyła. Ale teoria... Nie, wiedziała, że zrobiła błedy. Prawie płacząc zasnęła natychmiast w swoim łóżku. Gdy się obudziła był już czas na Ucztę Pożegnalną. Ubrała się ostatni raz w szkolny mundurek i stojąc przed lustrem zapomniała o egzaminach. Zaczęła wspominać te wszystkie chwile spędzone w tej szkole. Tyle różnych przygód przeżyła, tyle smutków i radości. Nie wytrzymała, rozpłakała się. Będzie tęsknić za tym miejscem, każdym jego zakamarkiem i każdym człowiekiem. Szczególnie będzie tęsknić za nim. Dziś prawdopodobnie ostatni raz go zobaczy.
Zeszła do Wielkiej Sali i przyjrzała się wszystkim. Draco siedział przy Ginny i nie byłoby w tym nic zadziwiającego, gdyby nie fakt, że trzymali się za ręce. Podeszła do nich i usiadła po stronie Dracona. Odwrócili się do niej i uśmiechnęli, ale ona wciąż przyglądała się na nich zdziwionym wzrokiem.
-Za dużo czasu spędziłaś w towarzystwie Snape. - Zaśmiał się w jej kierunku Draco.
-Opuść tą brew, bo go przypominasz. - Wtrąciła Ginny, a Hermiona dopiero teraz zrozumiała o co im chodzi.
-Co mają znaczyć te ręce? - Zapytała już bez niepotrzebnych podchodów.
-No wiesz Hermi... Teraz to już tak oficjalnie. - Ruda stała się czerwona na twarzy i przybliżyła się do swojego chłopaka. Ten objął ją ramieniem i pocałował w czoło.
-Czyli Harry już wie?
-Wie. Powiem ci, że dość łatwo to przyjął.
Hermiona tylko pokiwała głową, bo na podeście stanęła Minerva i rozpoczęła uciszanie zebranych.
-Moi drodzy uczniowie. Nadszedł czas rozłąki. Niektórzy z was powrócą tu za dwa miesiące, jednak są też tacy, którzy żegnają mury Hogwartu. Do nich chciałabym skierować pierwsze słowa: Wasze egzaminy się skończyły. Liczę, że każdy osiągnie w nich wymarzony wynik, a jego przyszłość będzie pełna wrażeń, oczywiście, tych pozytywnych. Pamiętajcie również, że nauka jest kluczem do wszystkiego. Uczyć będziecie się również poza szkołą.Tylko, że teraz nastaje czas na szkołę życia. Niech ona przyniesie wam cudowny czas. Twórzcie naszą rzeczywstość taką, w jakiej chcielibyście żyć, bo w niej będą wychowywać się inne pokolenia. Kochani, szczęśliwej drogi przez życie! - Zrobiła chwilę pauzy, a Hermiona czuła, że dyrektorka dodała jej tych sił, których brakowała jej ostatnimi czasy. Poczuła wdzięczność dla swojej przyjaciółki. Rozległy się brawa i mnóstwo uśmiechów poszybowało w kierunku Minervy. Hermiona zauważyłarównież parę dziewczyn, które z euforii nie powstrzymały łez.
-Reszcie uczniów chciałabym życzyć udanych wakacji, ale nie zapomnijcie, że za niedługo znów się widzimy, a żadem z nauczycieli nie zaakceptuje lenistwa. Bawcie się dobrze podczas przerwy, ale znajdźcie również czas na książki i ćwiczenia. Przyniesie wam to w przyszłości plony. - Znów zrobiła chwilę przerwy, a uczniowie znów jej klaskali. - A teraz, bez przedłużania, Ucztę czas zacząć!
Oczywiście na sam koniec przemowy poza oklaskami były również wiwaty. Po nich każdy zasiadł do uczty w między czasie rozmawiając. Gdy każdy się posilił, zbierał ekipę najlepszych przyjaciół i znikali za wrotami Wielkiej Sali prawdopodobnie idąc szykować własną imprezę pożegnalną. Draco i Ginny również mieli to w planach o czym poimformowali Hermionę. Ona jednak nie miała ochoty na zabawę. Podczas, gdy większość uczniów rozpoczynała imprezę, Hermiona już spakowana zaczęła powoli spacerować po szkole. Odwiedziła każde możliwe miejsce: Była w bibliotece, w kuchni, w Pokoju Życzeń, w łazience dla prefektów, na trzecim piętrze, na Wieży Astronomicznej, na błoniach również i w wielu wielu innych miejscach. Wspominała. Gdy jednak miała już dość samotnego wędrowania nogi same poniosły ją w kierunku kamiennej chimery. Nie wiedziała nawet dlaczego, ale posąg sam się otworzył. Myślała, że może Minerva schodzi, ale kobiety nigdzie nie było. Weszła więc po schodach i zapukała do gabinetu. Usłyszała nostalgiczne "Proszę" i weszła do pomieszczenia. McGonagall stała przy oknie odwrócona do Hermiony plecami, a w dłoni trzymała kieliszek ze złotawym płynem.
-Poczęstujesz się, Hermiono? - Odrzekła nawet nie spoglądając na dziewczynę.
-Skąd wiedziałaś, że to ja? - Spytała naprawdę ciekawa.
-Czułam, że do mnie przyjdziesz. Zawsze w trudnych momentach przychodziłaś do mnie.
-A ty zawsze ciepło mnie przyjmowałaś. - Hermiona uśmiechnęła się na wspomnienie swoich licznych wizyt u opiekunki.
-Siadaj, napij się. Już możesz, nie jesteś uczennicą tej szkoły. O czym tym razem porozmawiamy? - Kobieta wróciła za biurko i postawiła przed dziewczyną kieliszek uśmiechając się przy tym. Hermiona złapała za butelkę Whisky i nalała sobie.
-O najgorszym i najwspanialszym uczuciu, miłości.
Hermiona od tygodnia siedziała w Norze. Ron przed nią uciekał, Harrego nie widziała na oczy, a pani Weasley unikała każdego drażliwego tematu. Pozwalała sobie tylko czasami na spytanie Ginny, czy jest pewna swojej decyzje, ale widząc wzrok córki wzdychała ciężko i odpuszczała jakiekolwiek sprzeczki. Granger dużo pomagała jej w codziennych obowiązkach, natomiast zawsze wieczorem wychodziła na miasto, by poszukać jakiejś pracy. W tydzień zdążyła znaleźć trzy odpowiadające jej propozycje. Stwierdziła, że poczeka z podjęciem decyzji. Severu uprzedził ją, że Mistrz może chcieć uczyć w innym miejscu.
Siódmego lipca dziewczyna wstała mocno pobudzona. Zdążyła się wykąpać, rozczesać włosy i poczytać książkę zanim się ubrała i zeszła pomagać pani Weasley. Molly oczywiście z uśmiechem przyjęła pomoc dziewczyny i nawet nie pytała czemu ta jest tak rozdrażniona. Podczas śniadania Hermiona denerwowała się razem z Ginny. Jednak do rudej przyleciała śnieżniobiała sowa, ale ta do Hermiony nie. Ginny oczywiście uzyskała bardzo wysokie wyniki z egzaminów końcowych. Granger zaczęła się martwić, gdy minęła godzina trzynasta, a sowa jeszcze nie przyleciał. Nie potrafiła usiedzieć, a w głowie snuła już najgorsze z możliwych scenariusze.Wieczorem, gdy myła naczynia usłyszała pukanie do drzwi kuchennych. Jako, że pani Weasley była wraz z mężem na strychu to otworzyła drzwi. Stanął przed nią wysoki mężczyzna z brązowymi, ulizanymi włosami. Miał na sobie garnitur, a w ręce trzymał nesseser.
-Dobry wieczór, nazywam się James Orwel, jestem przedstawicielem z Ministerstwa Magii z działu szkolnictwa. Czy mam przyjemność rozmawiać z panną Hermioną Jean Granger? - Rozpoczął bardzo ponuro jegomość.
-Dobry wieczór, tak. Proszę wejść. - Dziewczyna przepuściła mężczyznę w drzwiach. - Proszę do salonu, tam będzie wygodniej.Kawy, herbaty może się pan napije? - Próbowała nie okazać swojego ogromnego strachu, ale czuła, że jej to nie wychodzi.
-Nie, dziękuję. Nie zabawię tu długo. Pozwoli pan, że usiądę? -Hermiona przytaknęła, a gość usiadł na krześle i zaczął odpinać nesseser. - Jeśli byłaby pani taka dobra, to czy mógłbym prosić o szklankę wody.
Hermiona oczywiście natychmiast podała mu napój i usiadła naprzeciw niego. Zacisnęła mocno ręce na spodniach i zagryzwał wargę czując, jak napięcie ją zjada od środka. Urzędnik przyjrzał się jej dokładnie i wyciągnął list. Uśmiechnął się widząc jej zdenerwowanie.
-Panno Granger, proszę mi powiedzieć... Z czym chciałaby pani związać swoją przyszłość? Mam namyśli z jakim przedmiotem. -Tym razem, choć ton był oficjalny, Hermiona mogłą wyczuć w nim dozę rozbawienia.
-Z eliksirami, proszę pana. - Odpowiedział czując, że to było TO pytanie.
-Rozumiem. Tu ma pani swoje wyniki z egzaminu, ale moim zdaniem nie ma co oglądać. - Hermionę zamurowało. To był bardzo nie miły komentarz z jego strony tym bardziej bezczelny, że mężczyzna wciąż się uśmiechał. Jednak szybko zmieniła zdanie. - Same wybitne, maksymalne wyniki.
Hermiona nie wytrzymała ze szczęścia i aż podskoczyła na krześle będąc cała rozpromieniona. Przybysz dał jej moment, by się uspokoiła poczym podał jej kopertę.
-Zgłosi się do pani w przeciągu dwóch tygodni Mistrz Eliksirów z ofertą nauczania pani. Oczywiście ma pani prawo odmówić mi teraz, ale jemu gdy przybędzie, jednak z pani umiejętnościmi nie marnowałbym takiej szansy.
-Dziękuję! Śmietnie, będę czekać z niecierpliwością.
-Gratuluję, panno Granger i liczę na dalsze sukcesy. - Jegomośćwstał i podał dziewczynie rękę, którą ta uścisnęła i odprowadził gościa.
Tym razem nie mogła zasnąć czując jak w jej żyłach płynie adrenalina. Czuła się w niebowzięta. Otwarta już koperta leżała na szafce nocnej. Zdążyła przyjąć mnóstwo gratulacji, ale sama musiała komuś podziękować. Gdy tylko znajdzie dogodny moment to na pewno zajrzy do Severusa i podziękuje mu za czas, który jej poświęcił.
Minęło półtorej tygodnia, a żadnego Mistrza Eliksirów na horyzoncie nie widziała. Nie miała też czasu, by przeteleportować się do zamku i podziękować Severusowi. Bała się również znów go spotkać po tym co między nimi zaszło. Molly zaplanowała imprezę, na którą zaprosiła parę osób. Od, zwykła kolacja w większym gronie, ale kobieta była bardzo szczęśliwa z tego powodu. Artur wytłumaczył Granger, że to przez brak towarzystwa. Hermiona rozumiejąc jej odczucie starała się pomóc najwięcej jak mogła pani Weasley. Gdy kończyła nakrywać do stołu do Nory zawitał pierwszy gość. Był to Chłopiec, który przeżył. Harry wpierw przywitał się z Molly i Arturem, po czym podszedł do Hermiony.
-Cześć Mionka. - Widziała, że czuł się speszony. Dlatego też zamiast zwykłego powitania po prostu się do niego przytuliła, co po chwili Harry odwzajemnił.
-Jak się czujesz? - Spytała delikatnie nie chcąc go tym zdemotywować.
-Jeśli pytasz o sprawę z Ginny... Nie jestem na nią zły. Raczej na siebie, że moje zachowanie doprowadziło do tego, że musiała się ukrywać. - Odparł wesoło. - Uczucia jakoś dawno wyparowało. Nie martw się. Lepiej powiedź jak ty się masz?
-Może być Harry, ale to dłuższa i trochę nie wygodna historia.
Harry zauważając Ginny przeprosił Hermionę i podszedł do niej. Przywitali się normalnie, bez afery ani niczego podobnego. Ucieszyło to gryfonkę, nie chciała, by starzy przyjaciele się kłócili.Wystarczyło, że Ron stał się jaki stał.
Następnymi gośćmi byli Kingsley, Luna i Neville. Najbardziej Hermiona ucieszyła się widząc ostatnią trójkę gości. Do Nory wszedł wpierw Draco, który przywitał się ze wszystkimi, a na końcu z Ginny głębokim pocałunkiem. Za nim Lucjusz przepuścił w drzwiach Minervę McGonagall, która podziękowała mu i przywitała się ze wszystkimi. Oczywiście podchodząc do Hermiony natychmiast jej pogratulwała podobnie jak postąpił Lucjusz.
Po powitaniu wszyscy zasiedli do suto zastawionego stołu. W Norze znów czuć było rodzinną atmosferę słysząc rozmowy i śmiechy.Hermiona siedziała między Ginny i Draconem, a Lucjuszem i Minervą. Gdy rozległo się kolejne pukanie do drzwi sama Molly była zdziwiona. Nie zapraszała już nikogo. Wyszła więc z salonu i poszła do kuchni. Gwar nie ustępował. Kobieta dość szybko wróciła i podeszła do Hermiony.
-Kochanie, to do ciebie gość. - Odparła z uśmiechem, a Hermionie omało co nie stanęło serce. Spojrzała na Minervę i Lucjusza, ale ci uśmiechali się jakoś dziwnie, nie naturalnie. Wstała więc widząc, że musi sama podołać temu zadaniu. Czuła że to mentor, jej Mistrz, ale nie spodziewała się tego kogo ujrzała w kuchni.Oparty o plat z założonymi rękami w swoich nieśmiertelnych szatach stał Severus Snape spoglądając na nią cwanie.
-Co pan tu robi? - Spytała mało mądrze.
-Granger, nie po to łaziłem przez dwa tygodnie dzień w dzień do Ministerstwa byś teraz się pytała co tu robię. Będziesz moją uczennicą?. - Hermionę w momencie poczuła napływ radości i wciekłości, co poskutkowało irracjonalnym zachowaniem.
-Bardziej to brzmi jak oświadczyny. - Parsknęła chcąc mu utrzeć nosa za takie gierki.
 - W gruncie rzeczy, jest. 

POSŁOWIE

      Opowiadanie króciutkie, na luzie, bez żadnego jakiegoś większego przygotowania. Jest sobie tak po prostu. Następne sadzę, że będzie lepiej dopracowane, ale na nie będzie trzeba dłuuużej czakać, bo chce wpierw poplanować je trochę. Dziękuję wszystkim, którzy poświęcili swój czas na te wypociny tworzone przez prawie trzy lata. Swoją drogą, była to przyjemna przygoda. Trudna, trochę daleka mojemu sercu, ale przyjemna. Niektóre motywy z niej wykorzystam zapewne w innych, już bardziej prywatnych powieściach. Przykro mi tylko, że źle ujmowałam wiele scen, że zakończenie takie suche, że akcja nie rozwinęła się tak naprawdę do końca. Mimo to... Cieszę się. To zawsze jakiś początek, a że nie mam za dużo doświadczenia w FF-ach, to sądzę, że nie było najgorsze. Zapowiadając następne opowiadanie – SEVMIONIE, tak znowu. Jakoś mam na to pomysł.Tytuł: Pięć metrów. Podpowiedź znajduje się właśnie w epilogu, ale tu również będzie doooość sporo pozmieniane. Tak czy inaczej, mam nadzieję, że uda mi się rozpocząć publikowanie już z dniem 01/06/18. Postaram się publikować tak na 90% do 01/10/18, a czy pójdzie dalej.... kto wie. Zobaczę jaką będzie miało też długość. Być może dłuższe od tego, a być może takiej samej długości... Tylko żebym rozwinęła motywy bardziej. Co tu więcej.... Chyba nic. Jeśli jest ktoś, kto uważa, że do najgorszych TO się nie zaliczało, to mam nadzieję zobaczyć tego kogoś i w następnym opo ;) Dziękuję jeszcze raz.
Pozdrawiam i do usłyszenia

B.

EPILOG

     Hermiona nie wiedziała jak ma się czuć. Była jednocześnie podekscytowana i przestraszona. Słyszała nawet jak szybko bije jej serce, ale nie potrafiła przypisać go do jednego uczucia. Co chwile poprawiała kosmyki niesfornych włosów, wzdychała ciężko i przechodziły ją drgawki. Chciał być jej mężem. Wciąż wspominała jego słowa "W gruncie rzeczy jest". Dziewczyna tak bardzo przejmowała się zaistniałą sytuacją, że nawet nie zauważyła, jak ktoś wszedł do pomieszczenia.
     - Cudnie wyglądasz, Hermiono. - Dopiero słysząc głos Minervy odwróciła się w stronę swojej przyjaciółki.
     - Minervo, boję się. - Na twarzy Granger było widać ten strach. - Ale bardzo tego chcę.
     - Kochanie, spokojnie, to normalne.
     Starsza kobieta podeszła do Hermiony ubranej w białą, długą suknię przeplataną złotym pasem. Obróciła jej głowę w stronę lustra i poprawiła kolejny falujący kosmyk włosów, który spadł dziewczynie na twarz. Panna młoda widząc w odbiciu lustra rozpromienioną twarz starszej pani spojrzała na siebie. Miała jasny, złotawy makijaż i włosy lekko rozprostowane i spięte w zwykłego kucyka, który był jednak bardzo obszerny, więc zakrywał zapięcie.
      - Mam coś dla ciebie – Odparła opiekunka Domu Lwa i sięgnęła do kieszeni w połach obszernej, szkarłatnej sukni. Wpierw w lustrze młoda dziewczyna ujrzała odbicie czegoś świecącego. Była to spinka do włosów w kształcie węża zawiniętego w korkociąg. Wąż miał jeden, mały, szmaragdowy kamyczek jako oko. Hermiona poczuła, jak ściska się jej serce. - Dostałam to kiedyś od dziadka Lucjusza. Mało kto wie, ale łączyło nas kiedyś coś na kształt miłości.
     - Minervo, ja nie mogę...
     - Nie gadaj bzdur. Idealnie będzie do ciebie pasować jako żony Severusa. - Hermiona przyjęła podarunek, w zasadzie nie miała wyjścia, gdyż starsza gryfonka wpięła jej na siłę spinkę we włosy.
      - Żony Severusa... - Dziewczynę jednak wciąż męczyły obawy. Nie wiedziała, czy dobrą podjęła decyzję, czy tak powinno być.
      - Hermiono, odpowiedź mi na jedno pytanie. - Minerva spoważniała do tego stopnia, że Hermiona aż się obróciła w stronę kobiety. - Kochasz go?
     - Oczywiście, że tak! - Panna młoda nie zastanawiała się ani chwili. Co do tego była pewna.
     - Bądźcie po prostu szczęśliwi, a to wystarczy, by twój strach był jedynie niepotrzebnym uczuciem.
     Hermiona słysząc swoją przyjaciółkę uspokoiła się trochę. Tak, doszła do wniosku, że ma ona racje. Będą szczęśliwi. Oboje będą o to walczyć, była pewna, że Severus również będzie się starał. Pomimo charakteru i wad jakie posiadał, to jednego nie można mu było zarzucić: On jak nikt inny troszczył się o swoich bliskich. Będzie miała to zawsze na uwadze.
Kiwnęła do Minervy uśmiechając się pokrzepiająco i wstała z krzesła. Nie spojrzał już w lustro. Zabrała jeszcze bukiet lili i łapiąc przyjaciółkę pod rękę wyszła na korytarz odbudowanej już Nory. Powoli zeszły do opustoszałego salonu, przeszły przez tylne drzwi i ujrzały rozstawiony namiot, w którym miała odbyć się uroczystość. Jako, że Hermiona w gruncie rzeczy nie miała ani matki ani ojca, to Minerva wprowadziła ją, a następnie podprowadziła do obróconego do nich tyłem mężczyzny w garniturze. Hermiona zdążyła poznać swojego przyszłego męża na tyle, by wiedzieć, że jest równie spięty co ona. Spojrzała na Lucjusza stojącego przy nim i uśmiechającego się pokrzepiająco do młodej kobiety. Nie spojrzała już na nikogo innego. Kiedy muzyka zaczęła grać, przełknęła głośno ślinę, ale uśmiechnęła się również. Ścisnęła mocniej ramie Minervy i chwilę przed oddaniem ręki Panu młodemu szepnęła do niej: - Kocham go już tak jak męża. A ciebie i Lucjusza, jak rodziców. Dziękuję.
     Chwyciła za rękę swojego wybranka, który po usłyszeniu jej szeptu spojrzał na nią skrywanymi, ale dla nie widocznymi uczuciami. Tak, chciała widzieć właśnie te uczucia.
     - Severusie Tobiaszu Snape, oddaję ci dłoń tej kobiety jako symbol zaufania, że będziesz dla niej oparciem i schronem w każdym momencie. - Rozpoczęła Minerva patrząc na Snape przychylnym spojrzeniem.
     - Będę. - Odparł jak zawsze opanowany Severus.
     - Hermiono Jean Granger. Zawierzam ci życie i szczęście mego przyjaciela licząc, że będziesz dla niego nadzieją. - Odezwał się Lucjusz rzucając szybkie spojrzenie na spinkę we włosach dziewczyny. Uśmiechnął się do niej jeszcze bardziej.
     - Będę. - Odpowiedziała już ze łzami w oczach.
     - Jako powiernicy waszej miłości mamy obowiązek spytać was o najszczersze uczucia.
Hermiona poczuła, jak jej serce szybciej kołacze widząc podnoszoną w górę przez Minervę różdżkę. Bała się, że wszystko może okazać się złudną mistyfikacją. Sekundy, gdy srebrna nić wdzierała się przez ubrania do ich serc trwały jak lata. Poczuła, że dla tej magii jest naga, stoi dla niej prawdziwą Hermioną. W chwili, gdy niteczki opuściły ich ciała i zwinęły się w ciasny kłębek nad ich głowami Hermiona przymknęła oczy i uśmiechnęła się pod nosem.
Wszystko będzie dobrze.
     Nitki rozprysnęły się nad ich głowami błyszcząc mocnym, srebrnym światłem. To było prawdziwe uczucie, prawdziwa miłość. Zostali sprawdzeni i wiedzą już na pewno, że są siebie warci.
     Spojrzała w oczy Severusa. Były pewne siebie, już się nie bał, już wiedział. Ogarnęło ją przerażające poczucie szczęścia. Sam nie zdawał sobie nawet sprawy, jak bardzo dodał jej otuchy.
     - Jako wasi przyjaciele mamy obowiązek złączyć was aż....
     - Nie. - Nagle odezwał się Snape, nie spuszczając wzroku z Hermiony, której uczucia przybrały odwrotny tor.
     Chce się wycofać.
     Severus nie uśmiechał się, a w jego twarzy, nawet w jego oczach nie była w stanie dostrzec nic. Na sali zrobiło się gwarno w przeciągu kilku, długich minut, gdy mężczyzna nie odezwał się ponownie. Nawet Minerva i Lucjusz wydawali się przestraszeni zachowaniem Severusa. Każdy patrzył na niego pytającym spojrzeniem, a Hermiona nie potrafiła opanować łez będąc już przekonana o jego tchórzostwie, aż nagle coś błysnęło w jego oczach. Była to chwila, mała, niepewna, ale dla Hermiony tak bardzo okrutna. Nie chciał się wycofać. Nie grał też na czas. Po prostu chciał, by mu zaufała, ostatni sprawdzian zaufania. Tak też zrobiła. Uśmiechnęła się, kiwnęła głową i patrzyła w całkowitym zaufaniu czekając na jego dalszy krok.
     - Severusie, o co chodzi? - Spytał Lucjusz nie rozumiejąc już nic.
     - Zmień słowa przysięgi. - Trzy słowa, tylko tyle, by na twarzy Lucjusza pojawiło się zrozumienie, a Minerva zaczęła płakać. Starsza reszta towarzystwa zaczęła unosić się oburzeniem rozumiejąc, a młodsza wciąż nie. Hermiona również nie wiedziała, ale na pytające spojrzenie Lucjusza i Minervy była pewna jakiejkolwiek decyzji.
     - Ufam, Lucjuszu. Zrób o co prosi. - Blond włosy mężczyzna kiwnął, mimo wszystko zawdowolony, głową.
     - Zatem, jako wasi przyjaciele mamy obowiązek złączyć was w wiecznym związku, którego nawet śmierć nie zniszczy. Miłość nie jest w was, to wy jesteście dla siebie miłością.
     Nagle Hermiona przypomniała sobie wszystko, co czytała na temat ślubów czarodziejów. Przysięgi potrafiły być przekleństwem, dlatego już dawno odeszło się od tej wersji. Nic ich nigdy nie rozłączy. Nawet kiedy jedno umrze, to będzie przy drugim wiecznie. Nie uzgadnia się takich spraw samemu, ale Hermiona się na to zgodziła i była w pełni szczęśliwa. Łzy szczęścia ryły w jej policzkach utwierdzając w tym Severusa. Rozbłysło kolejne światło i kolejny raz nici oplotły się, ale tym razem całe ich ciała. Czekały, by móc rozjarzyć się niewyobrażalnie silnym światłem, czekały na jeden krok. Bez zbędnych słów Hermiona zrobiła go w kierunku Severusa składając na jego ustach długi, przepełniony wszystkimi uczuciami pocałunek. Odwzajemnił go z identyczną pasją, jednak nie pozwolił sobie na nic więcej. Wciąż w końcu był tym zimny nietoperzem z lochów.
     Ci, którzy zrozumieli bili owacje na stojąco młodej parze, nie żałując sił w rękach, ani powietrza w płucach wygwizdując swoje zadowolenie. Nie była to duża ilość wcześniej zaproszonych gości. Pozostali zebrali się z miejsc i w oburzeniu opuścili namiot. Para młoda wraz z powiernikami odwróciła się w kierunku pozostałej garstki. Wiedzieli, że to właśnie te osoby uważają, że miłość jest tylko miłością, oraz aż miłością. Powiernicy puścili przodem parę młodą, po czym Lucjusz wystawił ramię, za które chwyciła Minerva i wyszli na nasłonecznione pole, gdzie czekał już suto zastawiony stół. Severus odwrócił się w kierunku gości i gestem dłoni zaprosił ich do stołu. Zaaferowani nawet nie zauważyli trzymających się powierników. Oczywiście, uwadze dwóch szpiegów nie umknął ten fakt. Severus pozostawił zajmowanie się gośćmi Hermionie i razem z Draco podszedł do powierników.
     - Nie wiedziałem, że jesteście tak blisko – zakpił wkładając ręce do kieszeni.
     - Czyli mam teraz mówić do McGonagall "mamo"? - Spytał lekko niepewny blondyn. Minerva zaczerwieniła się, a Lucjusz równie speszony uniósł kąciki ust.
     - Czemu nic mi nie powiedzieliście? Dwójka moich najlepszych przyjaciół... - Skwitował swoje słowa kręceniem głową świeżo upieczony mąż.
     - Hipokryta. Jakbyś ty nam wszystko mówił. - Skonfrontował Lucjusz.
     - Czyli to prawda?! Jesteście razem?! - Draco zbladł, a jego twarz była koloru namiotu, w którym jeszcze przed chwilą się znajdowali.
     - Draco, nie powinieneś zająć się rudą wiedźmą? - Prychnął czarnowłosy posyłając młodemu rozbawione spojrzenie.
     - A ty Hermioną? - Skwitował go młodszy.
     - Spokojnie. Przecież sami jesteście idealnym przykładem, że przeciwieństwa się przyciągają. - Jak zawsze odezwała się spokojnie Minerva.
     - A na nieszczęście, najczęściej Gryfoni ze Ślizgonami – odparł kwaśno Severus, na którego twarzy pojawił się grymas obrzydzenia.
     I tak ich wszystkich kochasz Sev...
     - To nie ma nic do rzeczy... - Mruknął pod nosem po czym spojrzał badawczo na pozostałą trójkę. Wszyscy przypatrywali mu się pobłażliwie.
     Przez moment znów panowała cisza, w której każdy obserwował się nawzajem. W końcu uśmiechnęli się do siebie i nawet Severus pozwolił sobie na szczerą radość. Spojrzał za siebie, gdzie Hermiona rozmawiała z każdym gościem po kolei i westchnął ciężko czując, że przyszedł czas na jego... Otwartą, chociaż częściową przemianę. Kiwnął najbliższym, by zasiedli przy stole, a sam podszedł do swojego miejsca, jednak nie zajął go. Wziął pełny kieliszek szampana i zastukał o niego łyżeczką.
     - Wszyscy zebrani, którzy postradali zmysły. - Rozpoczął po swojemu, ale widząc, że wszyscy nie zamierzają ani na trochę się na niego obrażać wiedział już, że nic nie zdziała i będzie musiał trochę się uzewnętrznić. Westchnął więc ciężko, by rozpocząć od nowa: - Moi drodzy... Przemówię, i radzę każdemu słuchać uważnie, bo nigdy więcej tego ode mnie nie usłyszycie. - Warknął ostrzegawczo, a wszyscy prychnęli jak na zawołanie. - Jestem niezmiernie wzruszony obecnością was wszystkich. Udowodniliście tym samym, że są na tym świecie jeszcze ludzie, którzy uważają, że każdemu miłość się należy. Wielu z was zamartwia się o Hermionę, bo jest osobą wyjątkowo wrażliwą, a ja – wyjątkowo trudną. - Kolejna salwa śmiechu. - Jednakże przyrzekam tu, przy wszystkich, że zrobię wszystko, by pod koniec własnego życia Hermiona mogła powiedzieć, że była ze mną naprawdę szczęśliwa. - Zobaczył, jak w oczach ukochanej zalśniły łzy. - Zawdzięczam mojej żonie życie. To namacalne oraz to... emocjonalne. Hermiono, ożywiłaś mojego ducha. Bóg jeden wie, czy taki miał być nasz los, ale jeśli tak, to jestem mu dozgonnie wdzięczny.
     Wszyscy znów zaczęli klaskać, gdy Severus zakończył swoje przemówienie. Hermiona ocierając kolejny raz łzy szczęścia podeszła do męża i ucałowała go czule. Delikatnie złapała za jego ogoloną twarz i gładząc kciukiem jego policzek przyglądała mu się z tą nadzieją, radością i miłością, którą tak pragnął zawsze widzieć. Uchyliła parę razy usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale żaden odgłos nie wydobył się z jej ust. Snape uśmiechnął się do niej zachęcająco, a dziewczyna wypowiedziała tylko jedno zdanie, nim znów złożyła na jego ustach pocałunek:
     - Severusie, czasem dopiero po śmierci Bóg łączy nić przeznaczenia.


piątek, 22 grudnia 2017

Rozdział XIII

     Dni mijały, a Severusa ani trochę nie trawiło poczucie winy wobec Granger. Nie myślał już o tym, jak ona się czuje i nie wyrzucał sobie swojego zachowania. Był winny, już to wiedział. Minerva jak i Draco dostali jednak swoje wybłagane – albo raczej zaszantażowane – wyjaśnienia i wybaczyli mu całe zajście. Ale na głowie miał ważniejszą sprawę – zdobył informacje dotyczące Maski. Stary znajomy Lucjusza, którego Severus znał jako taka, Kurro Cerow, irlandzki Sabatonista spotkał się z Lucjuszem i przekazał mu zwój, który następnie dotarł w ręce Dracona, Hermiony i dopiero Severusa. Ale Mistrz Eliksirów nie przejmował się tym zbytnio. Ważniejsza dla niego byłą treść, która pchnęła całą sprawę diametralnie do przodu. Otóż, pewien człowiek w masce przebywał często w miejscowości Kurrora. Z tego, co pisze Sabatonik, Severus zrozumiał, iż człowiek ten szukał towarzyszy do jakiegoś wielkiego dzieła, ale pierwszą jej częścią miała być właśnie zemsta. Nie bardzo mu się to udawało, gdyż był za słaby. Aczkolwiek gdy pojął ten fakt wyjechał i wrócił parę lat później, po wojnie o Hogwart. W tedy też pokazał swoje umiejętności, które wielu Sabatoników skłoniło do przyłączenia się do niego. Jednakże Kurro szczerze wątpi, by był on wielkim zagrożeniem dla świata, a tym bardziej dla Severusa. Prosił, by pomimo to Severus uważał na siebie i swoje otoczenie. Cerow zdążył zaobserwować, że człowiek ten celuje w najsłabszy punkt – w zależności od człowieka. Jednakże jedno zdanie zaciekawiło Mistrza najbardziej: Podobno chce się zemścić za życie w cieniu i zniszczenie jego świata.
     Severus nie był wstanie sam pojąć tego zdania. Poprosił więc Minervę, by zajrzała do niego i pomogła mu w wyjaśnieniu tych słów. O dwudziestej drugiej dziesiątego kwietnia próbował przypomnieć sobie, kto żył w jego cieniu i komu zniszczył świat, gdy do jego komnat wparowała McGonagall. Spojrzał na nią znad papierów, a ona szybko do niego podeszła i usiadła obok.
     - Co tam masz? - Wyrwała mu z rąk list od Cerowa, jednak Sev pomimo irytacji nie zbeształ jej. Odrobinę się jednak zmienił.
     - Kurro Cerow. Widział często Maskę w Irlandii. - Wytłumaczył, a Minerva szybko przeczytała tekst.
     - A komu ty życie zniszczyłeś? Znaczy, nie jednej osoba, ale komu na tyle by chciał się mścić? - Kobietę zaciekawił identyczny moment w liście, co Severusa.
     - Mnie też to zastanawia. Spróbuj sobie przypomnieć, czy nie widziałaś, by ktoś kiedykolwiek w szkole krzywo się na mnie patrzył. - Spytała, ale widząc minę McGonagall westchnął ciężko i dodał: - Pomijając fakt, że każdy z Gryffindoru. Mam na myśli kogoś, kto chciał być ode mnie lepszy, ale mu nie wychodziło, a potem coś mu zrobiłem.
     - Sev, wybacz, ale nie pamiętam, byś z kimkolwiek takim miał do czynienia. Z Gryffindorem się nie lubiłeś, śmierciożercy to twoi wspaniali kumple, a i tak odpadają. I nikt inny nie pozostaje. Znaczy, jest jeszcze....
     I w tym momencie oboje zastygli w przerażeniu Minerva jednak szybko zaczęła się śmiać, a Severus bladł z każdą chwilą coraz bardziej.
     - Daj spokój Severusie, nie ma mowy! Sam wiesz jaki on jest. Wesoły, zabawny. Taka maskotka szkoły. - Mówiła z uśmiechem.
     - Mylisz się. Nie widziałaś tego... Nie wiesz... - Jąkał się, bo zrozumiał już wszystko.
     - Czego niby? - Kobieta spojrzała na niego z pobłażaniem.
     - Nie wiesz, że próbował podrywać Hermionę. Nie wiesz, że zawsze podsłuchiwał moje rozmowy z Hermioną. Nie widziałaś tej chęci mordu, gdy dałem Hermionie szlaban na jedną sobotę... - Mówił cicho, ale było słychać strach w jego głosie.
     - Przesadzasz!
     - Nie. Jestem już teraz pewny. Bo wiem, że zniszczyłem jego świat.

     Severus wraz z Minervą przemierzali najszybciej jak potrafili korytarze szkoły w poszukiwaniu dwóch osób – Hermiony Granger i Daumiego Therlanda. Jednakże dokładnie przeszukali cały budynek, a tamtej dwójki nie było. Panika w Severusie osiągnęła swój limit, gdy odkryli, że ani Hermiony, ani Therlanda nie ma w swoich pokojach. Severus wybiegł na błonia, ale tam również ich nie znalazł. Miał już się zabrać za przeszukiwanie Zakazanego Lasu, gdy nagle usłyszał przerażony krzyk Minervy. Zaczął biec na nowo do szkoły, a serce zabiło mu mocniej.
     Tylko nie to...
     Ciało brunetki leżało z martwymi oczami wpatrującymi się w rozgwieżdżone niebo na zimnej posadzce tuż przy wrotach. Rzucił się by sprawdzić jej puls.
     Nie wyczuł go.
     Z przyspieszonym oddechem rzucił zaklęcie sprawdzające na ciało dziewczyny. Gdy wyniki wróciły upuścił różdżkę.
     Była martwa.
     - Severusie, Minervo, co się stało? Usłyszałem.... - Daumie Therland był zmuszony przerwać w pół słowa, gdyż ledwo przyszedł, a już został przyparty do ściany przez silne dłonie Mistrza Eliksirów. Kierowała nim furia, wściekłość godna samego diabła. Ściskał gardło Therlanda coraz to mocniej.
     - Ty... Ty... - rozpoczął Severus, ale wzrok Therlanda zmienił się na wzrok Maski.
     - Nie radzę ci mnie zabijać – odparł chłodnym tonem, jakby Severus wcale nie zgniatał mu krtani. - Jeśli umrę ja, umrze i ona.
     Ona żyje, Sev, żyje!
     - Skąd mamy pewność, że nie kłamiesz? - Odparła równie wściekła, ale jednak opanowana Minerva.
     - Nie ma w niej życia, bo mam je ja. Wierzcie, bądź nie, ale jestem waszą jedyną szansą na odzyskanie waszej ulubionej dziewczynki. - Wyrechotał psychopatycznie rozweselony Daumie.
     - Czego chcesz w zamian? - Spytał Snape bez najmniejszego namysłu.
     - Twojego cierpienia. Cierpienia równego mojego. Pamiętasz? Nie? To ci przypomnę.
     Ciemna mgła, wirowanie jak w trąbie powietrznej i Severus nagle znalazł się prawie dwadzieścia lat wcześniej przed murami Hogwartu. Przyglądał się młodszej wersji siebie i Daumiego, który jak zawsze skakał zadowolony wokół Mistrza Eliksirów.
     - Sev, Sev! Koniec szkoły, nareszcie! Co teraz zamierzasz? Bo ja chyba chce zostać aurorem. Idziesz ze mną? Nadał byś się! - Młody blondyn trajkotał przyprawiając Severusa o ból głowy.
     - Ty? Aurorem? Daruj sobie, za słaby jesteś w walce. Po za tym po co ci to- Sucha odpowiedź nie zniechęciła blondyna.
     - No jak to po co? Żeby chronić moją rodzinę! Mamę i tatę, siostrę, brata, jego żonę i dzieci i wszystkich! - Therland zamachnął się rękami nakreślając wielkość swojego celu.
     - Żałosne. Po co ma żyć ktoś, kto nie wie co to cierpienie.
     Nagle obraz się zmienił. Teraz stał w zniszczonym, ale pięknym domu. Stało w nim pięć zakapturzonych postać nad sylwetkami przestraszonych ludzi. Severus bardzo dobrze wiedział jaka to jest sytuacja, bo to było jego własne wspomnienie, a jednym z tych zakapturzonych postaci był on sam. Blondwłosy mężczyzna, posiniaczony i trzymający żonę i córkę wtulone i płaczące otworzył usta z przerażenia.
     - Błagam... Odejdźcie... Zostawcie nas...
     Kolejne zawirowanie. Ten sam dom, równie zniszczony, ale tym razem tylko jeden, blondwłosy mężczyzna, młody otumaniony stał nad siedmioma ciałami swojej rodziny. Nagle padł na podłogę i zaczął histerycznie płakać. Severus nie chciał, nie mógł na to patrzeć. Chciał odwrócić się, ale ktoś złapał go za głowę i kazał patrzeć.
     - Zadowolony jesteś z siebie? Tak, Sev, to twoja sprawka. I myślałeś, że się o tym nie dowiem? Tamci nie żyją, zostałeś już tylko ty. Ale TY nie umrzesz. Bo TY mnie zdradziłeś, swojego przyjaciela, jedynego, który w tamtym czasie, czasie szkoły cię nie odrzucił. - To nie był głos Daumiego. To był głos potwora. Severus wiedział, że jest temu winny. - Teraz ci zdradzę jak zamierzam cię ukarać. Spójrz pod nogi.
     Bał się, nie ruszył głowy. Ale Therland zmusił go do tego. Severus zagryzł do krwi dolną wargę i rozszerzył oczy. Pod nogami miał martwe ciała. Minervę, Dracona, Ginny, Lucjusza i... Hermionę.
     - Proszę... Nie. - Zaczął błagać, ale Daumie jedynie się zaśmiał.
     Nagle wrócili do rzeczywistości. Severus nie trzymał już Daumiego, a leżał na ziemi podtrzymywany przez Minervę. Nad nim stał Therland z poważną miną.
     - Nie wygrasz ze mną. Jestem dla ciebie za silny, uświadom to sobie. - Zaczął, ale na chwilę przymknął oczy. - O, no proszę. Pierwsza ofiara właśnie została zaatakowana. Nie, nie chodzi mi tu o pannę Granger. Ją pozostawię na koniec, będzie twoim najgorszym koszmarem. Pewien starszy arystokrata stara się nieudolnie ratować swoje życie.
     - Lucjusz...
     - Dokładnie, Severusie. Ten pajac, Camel już ładnie się nim zajmuje. - Znów zarechotał.
     - Nie pozwolę... - Snape zacisną pięści i powoli wstawał z posadzki.
     - A co może mi zrobić taki nieudacznik jak TY?
     Już rozumiem na czym to polega!
     - Minervo, teleportuj się do Lucjusza. - Wydał rozkaz swojej przyjaciółce, która zdezorientowana zaczęła cofać się do bramy spoglądając to na Severusa, to na Hermionę. Była niepewna czy powinna odchodzić.
      - Ani mi się waż dalej ruszyć kochana. - Daumie zagroził swoje byłej przełożonej różdżką, jednak Severus stanął pomiędzy nimi. - I sądzisz, że mnie zatrzymasz?
     Therland zmienił się w mgiełkę i chciał przejść przez Severusa z wyciągniętą różdżką, ale ten nagle uderzył go zaciśniętą pięścią w twarz. Daumie upadł zszokowany na posadzkę i spojrzał na Severusa, albo raczej różdżkę, którą Snape celował w Therlanda.
      - Żegnaj. - Odparł, a po jego policzku pociekła samotna łza pełna goryczy i złości na samego siebie. - Avada Kadavra.
      Przed Severusem znów leżał trup z niedowierzającymi, szeroko otwartymi oczami.
     - Severusie, a Hermiona?! Przecież on...
     - Uspokój się. Nic jej nie jest. - Przerwał jej w pół słowa. Otarł łzę i ostatni raz spojrzał na martwe ciało.
     Nie ważne jakim gnojem się stał. Ważne, że nim się nie urodził. Więc i jemu należy się chociaż jedna łza pożałowania.
     - Jak to... - Minerva jednak drążyła temat.
     - Później. Teraz idź do Lucjusza. Ja poślę po Dracona i zaraz do was dołączę.
     Wbiegł szybko do budynku, w którym szalała już bitwa. Widział, jak poraniony Lucjusz wytrwale zmaga się z Camelem i drugim, wciąż zamaskowanym śmierciożercą. Identyczną sytuację miała Minerva. Na ziemi leżał jeden ze śmierciożerców, jak Severus przypuszczał, martwy. Zbliżył się jak najszybciej do Minervy i z odległości pięciu metrów wycelował w jednego ze śmierciożerców.
      - Avada Kadavra.
      Wiedział, że jest to zabronione. Ale nie mógł się powstrzymać. Był zdecydowany zabić wszystkich, którzy chcieli mu odebrać przyjaciół. Może to hipokryzja, może postępuje niesłusznie. Ale każdy walczy o swoje, skoro już do tej walki doszło, a Severus nauczył się zabijać z zimną krwią już dawno.
      Drugi ze śmierciożerców odwrócił się w jego stronę, a Minerva postąpiła... Identycznie. Zabiła tego człowieka Avadą nie dając mu najmniejszych szans na przeżycie.
      - Snape! - Usłyszał warknięcie od strony Camela, który właśnie uderzył z łokcia Lucjusza.
     Nie rozmyślał długo. Wycelował, ale chcąc uważać na przyjaciela krzyknął jedynie "Impedimento", które uniknęło celu i trafiło w obraz wiszący na ścianie. Camel próbował teraz uciec w stronę kuchni, ale Severus mu na to nie pozwolił.
     - Ava....
     - Avada Kadavra! - Usłyszał za plecami i zobaczył, jak Camel upada na ziemię martwy. Spojrzał na sprawcę tego zajścia i ujrzał czerwonego ze złości Dracona.
     - Ładnie. - Skomentował, ale tamten wycelował kolejny raz. Tym razem na ostatniego ze śmierciożerców, który jednak padł zanim ktokolwiek zdążył wypowiedzieć zaklęcie. Lucjusz przeszył go na wylot ukrytym w swojej lasce sztyletem.
     - Lucjusz, wszystko w porządku? - Podbiegła do niego Minerva i złapała za twarz, a potem rękę z której wściekle ciekła krew.
     - To nic. Nie przejmuj się. - Delikatnie się do niej uśmiechnął. - Co się stało, co oni tu robili?

     - Wróćmy do Hogwartu, opatrzmy cię i wszystko wytłumaczę.

***                               ***                                        ***
Hejoh. 
Tak wiem, ten też nie dorównuje poprzednim i w ogóle zły i nie dobry.... 
Eh, no życie no.
Liczę na komentarz :*
Pozdrawiam
B.

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Rozdział XII

     Draco był całkowicie zdezorientowany. Z jednej strony wiedział, że jest to możliwe, by jego ojciec chrzestny zakochał się w gryfonce. Ba! Nawet podejrzewał, że tak się stanie. Ale nie sądził, że nastanie to tak szybko. Dodatkowo Hermiona zażarcie spierała się z nim, że są jedynie znajomymi, bo pomogli sobie i znaleźli jako taki wspólny język. Ale nie spodziewał się, że ten język będzie dosłownie JĘZYKIEM.
     - Ale... Jak?! Kiedy wy się zeszliście?! - Zapytał lekko pokrzykując.
     - Przyhamuj chłopcze, nie zeszliśmy się. - Severus powrócił do swojej skwaszonej miny i zasiadł przy biurku.
     - Jak to nie? Przecież przed chwilą pocałowałeś Hermionę! - Oskarżycielsko wskazał palcem na dziewczynę, w której oczach nagle zobaczył smutek przeplatany ze zrozumieniem.
     - Spokojnie, Draco. To co jest między mną, a profesorem... Chyba nie można tego nazwać związkiem. Raczej... - Rozpoczęła, ale nie skończyła. Wyglądała, jakby bała się określić ich relacje.
     - Romans. - Dokończył za nią z ogromną ilością negatywnych uczuć Severus. Mieszała się w nim złość, irytacja, wstyd i zawód. Nie chciał, by tak to ujmowali, a z drugiej strony sam do tego doprowadził.
     - Romans? Wujek, czyś ty zwariował? Masz ROMANS z uczennicą? Z Hermioną?! Przecież o to cię posądzał Weasley, a czego ty się mocno wypierałeś. A teraz co? Jeszcze bym zrozumiał, że się zakochałeś i wielka miłość, ale romans? A co na to powie McGonagall?
     - Tym piernikiem się nie przejmuje. Ja się bardziej o Lucjusza martwię. - Ciężko wypuścił powietrze.
     - Ojcem? Przecież to Minerwa może cię wylać z roboty. - Wciąż patrzył na chrzestnego gniewnie. Zaraz po swojej wypowiedzi Hermiona się delikatnie roześmiała i podeszła do biurka. Usiadła na nim i zaczęła machać nogami.
     - Dyrektorka akurat święta sama nie jest, zrozumie. - Obawy Dracona rozbawiły dziewczynę.
     - Chwila, moment, co ma znaczyć, że święta nie jest? - Wtrącił się Severus.
     - Oh, to pan nic nie wie? Myślałam, że jesteście najlepszymi przyjaciółmi. - Znów się roześmiała.
     - Ja też tak myślałem, więc gadaj mi tu zaraz o co chodzi.
     - Nie mogę profesorze. - Uśmiechnęła się do niego podstępnie.
     - Granger! - Rozpoczął groźnie.
     - Nie odbiegajcie od tematu! - Tą jakże uroczą wymianę zdań przerwał im nie kto inny jak Dracon. - To wy mi wytłumaczcie co ma znaczyć wasz romans! Nie mam nic przeciwko, bądźcie szczęśliwi i tak dalej, ale...
     - Draco, jakby cię to naprawdę denerwowało. Co, czyżby wiewiórka się piekliła, bo coś podejrzewa? Bo mnie nie lubi? - Snape powoli zaczął się irytować przez zachowanie swojego chrześniaka.
     - Bo boi się, że skrzywdzisz Hermione. Nie obraź się, wuju, ale ja również się o to boję. Mów sobie co chcesz, ale znam cię tak samo dobrze jak McGonagall. Chociażbyś nie wiem jak kochał to potrafisz zranić jak nikt inny. Najlepszym przykładem jest Lili.
     - Wynocha! Nie chce cię widzieć na oczy! - Snape gwałtownie wstał przewracając przy tym krzesło. Cały był czerwony i szczerzył niebezpiecznie zęby.
     - Widzisz? Niby Hermiona, przekonałeś się do niej, pociąga cię, ale nie potrafisz zapomnieć o Evans. I nic tu nie da gadanie o tym, że stara miłość nie rdzewieje, jak to mawiają mugole. Jakbyś chciał, to byś naprawdę zapomniał o Potterowej. Ale nie, ty uparcie się męczysz!
     - Nie masz o niczym pojęcia! Jesteś dzieciakiem, nie wiesz jak to jest...
     - Nie wiem. Ale wiem, co bym zrobił, gdybym był na twoim miejscu. Kim jest dla ciebie Hermiona, skoro wciąż kochasz Lili? - Draco był spokojny w przeciwieństwie do Snape, który ciskał pioruny w stronę chrześniaka.
     - A kim może być dla takiego starucha jak ja młoda dziewucha!NIKIM więcej jak tylko kochanką! - Severus wycedził przez zęby słowa tak wyraźnie i głośno, że zawisły one na dłuższą chwilę w pomieszczeniu.
     Draco stał z obwiniającą miną nie mogąc uwierzyć, że jego ojciec chrzestny mógł powiedzieć coś tak przykrego przy Hermionie. Ta zaś, chodź była świadomo podejścia swojego Mistrza Eliksirów do ich relacji nie mogła powstrzymać gromadzących się pod powiekami łez. Bolała ją myśl, że Ginny mogła mieć rację, że dnem jest on, Severus. Natomiast winny tej atmosfery wciąż w ogromnym gniewie nie potrafił sobie uświadomić, co właśnie powiedział i kogo skrzywdził najbardziej.
     W pomieszczeniu znajdowała się jeszcze jedna osoba, stojąca tuż przy drzwiach. Przysłuchiwała się i przyglądała całej scenie ze smutkiem i lekkim niedowierzaniem. Kręciła głową ze zrezygnowaniem i gdy emocje nie opadły z Severusa, a nikt nie raczył się odezwać postanowiła uświadomić przyjaciela o jego błędzie.
     - Jesteś skończonym idiotą Severusie. - Odezwała się niespodziewanie, co zdezorientowało pozostałych, którzy natychmiast spojrzeli na nią.
     - Minerva? Co ty tu... - Rozpoczął Severus, do którego powoli dochodziły fakty.
     - Wiem, że jesteś trudnym człowiekiem. Ostrzegałam Hermionę przed twoim naprawdę skomplikowanym charakterem. Ale sądziłam, że potrafisz uczyć się na błędach. Pomyliłam się, jak widzać.
     Cisza była tak nieprzejemna, że Draco wraz Hermioną wyszli z gabinetu Severusa beznajmniejszego słowa. Mężczyzna nie zatrzymywał ich, a kobieta stwierdziła, że tak będzie lepiej.
     - Szkoda mi cię Severusie.
     - To nie jest moja wina! - Krzyknął na swoją pracodawczynie podnosząc krzesło i siadając na nim, po czym zakrył twarz w dłoniach.
     - A czyja? Nie potrafisz uwierzyć we własne szczęscie. Chciałabym cię teraz wesprzeć, bo jesteś moim przyjacielem. Ale na własne życzenie sprawiasz sobie krzywdę i nie chcesz przyznać się jak bardzo cię to boli. Nie mówię, byś się zmienił Severusie, ale mógłbyś rozumieć to co dobre, nie tylko to co złe.
     Nie wiedział co ma myśleć. Stał na Wieży Astronomicznej przyglądając się ledwo emanującym gwiazdą. Minerva miała całkowitą racje - krzywdzi siebie. Ale najbardziej bolał go fakt, że krzywdzi Hermionę. Z resztą, to nie tak miało być. Nie chciał jej krzywdzić. Po prostu nie chciał się spieszyć. Tak, to wszystko było winą Dracona, który musiał wszystko postawić na cienkim włosku. Wszystko było dobrze dopóki ten mały blondyn nie wtrącił się między nich. Nawet nie minął tydzień, a on musiał wszystko zepsuć!
Przestań obwiniać innych, to przecież tylko i wyłącznie twoja wina Sev.
     - To nie moja wina! - krzyczał na swoje Serce.
     Twoja głąbie! Nie umiesz docenić...
     - Nic nie umiem docenić! Jestem złem, czystym złem!
     Gdybyś nim był, to nie miałbyś wyrzutów sumienia względem Lili.
     - To co innego!
     Czyżby? Po prostu boisz się, że Lili będzie ci miała to za złe, to, że chcesz o niej zapomnieć.
     - No i co z tego!? Daj mi święty spokój! - wykłócał się, miał dość swojego serca, chciał je wyszarpać z ciała i zniszczyć.
     Ona nie żyje! Nawet, jak ją Tam spotkasz, to będzie na ciebie zła, że nie pozwoliłeś sobie na szczęście!
     - Odwal się!
     Ty debilu! Wyrzucasz wszystkich, którzy chcą dla ciebie dobrze, bo osiągnięcie szczęścia jest tudne. Jesteś tchórzem!
     - Nie jestem tchórzem!
     - Jesteś.
     Spojrzał w stronę schodów przestraszony, iż znów zaatakuje go Maska. Lekki wiatr owiewał jego twarz. W ciemnościach dostrzegł długie blond włosy, które wiatr zdawał się omijać. Mężczyzna zaczął się powoli kierować w stronę czarnowłosego co chwilę stukając o posadzkę swoją laską zakończoną głąwą węża.
      - Lucjusz, co cię tu sprowadza?
      - Ty, przyjacielu. Minerva wysłała do mnie patronusa i poinformowała o zaistaniałej sytuacji. - Zakomunikował Malfoy.
      - Oh, a postać Naczelnego Postrachu Hogwartu jest tak ciekawa i depresja smarkatej gryfonki poważna, że trzeba było natychmiast tu przychodzić. Dramatyzujecie wszyscy! - Zironizował. Wstydził się, musiał przyznać, że wstydził się przed Lucjuszem. Zawsze dawał swojemu przyjacielowi przykład i rady, pomagał. To on był oparciem dla blondyna, a teraz wstydził się przyznać, że sam potrzebuje wsparcia.
      - Owszem, bo jesteś moim przyjacielem.
     - Śmieszne. Najlepiej będzie, jak postąpisz podobnie do Minervy i po prostu zrezygnujesz z tej przyjaźni. - Zawarczał czując ból w klatce piersiowej.
     Tracił wszystkich, których kochał.
     Tracił ich momentalnie. Dracona, Hermionę, Minervę i... Lucjusza. Tylko ich miał na tym świecie, tylko dla nich chciał żyć, a teraz wystarczyło jedno głupie zdanie i tracił ich. Miał ochotę się rozpłakać, czuł, jakby powietrze napierało na niego, jakby było jego klatką z której nie potrafi się wydostać. Cierpienie, którego nie da się znieść, a jedyne o czym marzył, to śmierć. W takich momentach nie potrzebne są tortury, cruciatus, miażdzenie palcy, biczowanie – wystarczy być bezsilnym względem własnej głupoty. Bo Severus nie potrafił poradzić sobie z głupotą. Był idiotą, wiedział to, ale nie potrafił tego zmienić. Wszystkie złe cechy nagromadzone przez lata tak mocno oplotły wszystkie zmysły, że nie potrafił się z nich wydostać. I nie myślał już jak sobie pomóc. Nastał moment, w którym nie wytrzymał, rozpłakał się histerycznie. Upadł na ziemię i złapał się za pierś. Przestrzeń zakłócił przeraźliwy wrzesk. Już nie myślał jak żyć, myślał jak umrzeć.
     Nagle poczuł, jak na jego ściśniętej do granic możliwości dłoni przyłożonej przy piersi pojawia się ciepło. Spojrzał z przeraźliwym bólem na Lucjusza, ale ten był nie wzruszony. Oparł więc czoło na ramieniu przyjaciela i wciąż płakał i szarpał za pierś, jednak tym razem jego dłoń była przytrzymywana przez Lucjusza. Blondyn upuścił swą laskę po czym objął drugim ramieniem Snape. Kiedy ten powoli zaczął tracić siły na krzyk i płacz, a jego pięść zaczęła się rozluźniać i w powietrzu słychać było tylko ciche pojękiwanie Lucjusz całkowicie objął przyjaciela i zacisnął najmocniej jak potrafił w objęciu. Zaczerpnął głęboko powietrza i zacisnął powieki.
     - NIGDY CIĘ NIE ZOSTAWIMY!!! - Wykrzyczał najgłośniej jak potrafił na co Severus rozpłakał się na nowo, chociaż już ciszej.
     - Ale M-minerva... I D-draco... Oni... - Zaczął się jąkać.
     - A myślisz, że dlaczego posłali po mnie? Jesteś głupi Sev, ale jesteś najdroższym przyjacielem każdego z nas.
     Przez kolejną godzinę klęczeli na wieży astronimicznej, a Severus cicho łkał. Oboje rozmyślali. Do Severusa dotarły w końcu słowa wszystkich jego bliskich. Minerva, chodź miała racje, to nie mówiła tego po to, by po prostu znów go wyzwać. Przecież chciała mu pokazać jaki jest, a jaki może być, byleby chciał i próbował. Draco – przecież on tylko chciał go uświadomić, ostrzec, by uważał na siebie i Hermionę, by mogli być szczęśliwi. A Lucjusz... Tylko on był w stanie drobną ilością słów uświadomić mu, że przecież jest jeszcze szansa, jest możliwość, by wszystko naprawić. Bo oni wszyscy w przeciwieństwie do niego mają otwarte serca, dobre i gorące.
      Lucjusz był przerażony całą sytuacją. Jeszcze nigdy nie staną przed takim wyzwaniem. Zawsze to Severus był tym odważnym, pewnym siebie, rozważnym i mądrzejszym. To przecież on pomagał mu zawsze w podjęciu decyzji, nigdy nie było na odwrót. Prawdę mówiąc, Lucjusz czuł, jakby to Severus był jego przyjacielem, ale on przyjacielem Severusa nie. Czuł mu się zawsze niepotrzebny, jak kula u nogi. Poczucie winy, że wykorzystuje Severusa doskwierała mu zawsze, gdy tylko prosił o coś Mistrza Eliksirów. Gdy do jego sypialni wpadł patronus Minervy obwieszczając, że Severus jest załamany oraz, że tylko Lucjusz będzie w stanie mu pomóc zerwał się natymist z fotela, złapał za swoją laskę i teleportował się do Hogwartu. Szybko porozmawiał z Minervą, Draconem i Hermioną, których znalazł w gabinecie Minervy, bo do komnat Severusa nie mógł się dostać, i wiedział już o całej sytuacji. Najbardziej był zdziwiony dziewczyną, która wyznała mu, że czuje się winna stanu swojego profesora! Obwinia się pomimo, że winnym jest tu Severus. To była kobieta zdecydowanie dla tego głąba, ale musiał mu to jakoś uświadomić. Bał się jednak, że jego spontaniczne (aczkolwiek szczere) zachowanie z przed chwili sprawi, że Severus daruje sobie wszystko i wszystkich, nie będzie chciał ich znać. Miał jednak cień nadzieji, dlatego klęczał wraz z wtulonym i rozpaczającym Severusem na zimnej posadzce.
     - Lucjusz... - Rozpoczął nauczyciel pociągając nosem. - Ja... ją chyba kocham... 
     Przez moment panowała cisza.
     - To dobrze, jest ciebie warta. - Odparł blondyn uśmiechając się lekko pod nosem.
     - Ale boję się, przecież ją krzywdzę.
     - Krzywdzisz, to prawda. Tylko widzisz, Hermiona tak tego nie odbiera. - Rozpoczął delikatnie tłumaczyć przyjacielowi. Miał ogromną nadzieję, że uda mu się pomóc w tej sytuacji.
     - Skąd możesz wiedzieć? - Spojrzał na Malfoya zbolałymi oczami.
     - Bo z nią rozmawiałem. Wiesz, to ona czuje się winna tej sytuacji.
     - Głupota! - wrzasnął.
     - Być może, ale tak jest.
     Severus zerwał się nagle i podszedł znów do krawędzi wieży. Jedną rękę założył za plecy, a drugą zaczął drapać się po brodzie. Lucjusz nie odważył się do niego podejść. Złapał jedynie za laskę, wstał i oparł się na martwym wężu. Z niepewnością wciąż patrzył na przyjaciela, który długie minuty stał i rozmyślał. Dopiero ciche kroki uświadomiły go, że naprawdę minęło już dużo czasu. Zanim obrócił się w stronę schodów zauważył jedynie jak Severus zerka delikatnie przez ramię.
     Minerva, która starała się jak najciszej wejść na wieżę nawet nie zauważyła, że Severus spogląda na nią z obawą i lekkim podenerwowaniem. Podeszła powoli do Lucjusza, który wpatrywał się w nią odkąd tylko pojawiła się na najwyższym piętrze.
     - I jak? - spytała szeptem, co oczywiście również nie umknęło uwadzę byłego szpiega.
     - Chyba dobrze – odparł również szeptając Lucjusz po czym podrapał się po głowie. - Ale znasz Severusa, trudno przewidzieć jak zareaguje w większym odstępie czasu.
Dyrektorka jedynie pokiwała głową, po czym odwróciła się i poszła. Gdy Lucjusz znów spojrzał na Mistrza Eliksirów ten stał już przy nim. Pomimo delikatnego strachu, jaki pojawił się w Malfoyu nie okazał go on.
     - Pomożesz mi. – Severus odezwał się niespodziewnie.
     Lucjusz nie wahał się ani chwili, nie myślał też co chce zrobić jego przyjaciel, ale wiedział, – Widział to w jego oczach – że tym razem przyjaciel nie będzie żałował.
     - Co mam zrobić?

     Zeszli z wieży astronomicznej i podążyli prosto do gabinetu McGonagall. Lucjusz był przerażony, ale jego uczucia były niczym względem skrywanego strachu Mistrza Eliksirów. Severus grzecznie zapukał do drzwi, a usłyszawszy głośne, zachrypnięte "proszę" wkroczył do gabinetu niczym arystokrata z podniesioną głową. Skłonił się trójce swoich przyjaciół oglądając ich niepewność wymalowaną na twarzach. Odchrząknął w zaciśniętą pięść i podszedł do Hermiony, która patrzyła się na niego ze smutkiem.
     - Proszę mi wybaczyć, panno Granger moje karygodne zachowanie. Potraktowałem pannę jak nic nie znaczącą zabawkę, co było z mojej strony nieodpowiednie, jednakże doszłem do wniosku iż relacja, jaka nas łączyła był niestosowna, dlatego też pragnę ją w tym momencie i przy świadkach zakończyć i ogłosić, iż oszalałem pozwalając sobie na taką nieodpowiedzialność względem swojej uczennicy i obiecuję pannie, a także tobie, Minervo – Tu skierował delikatnie głowę w stronę McGonagall. - że już nigdy nie pozwolę sobie na taką niesubordynację jak romans uczennicy z nauczycielem. Zrozumiem również, jak nie będzie mnie panna chciała znać. Dotrzymam obietnicy douczennia panny do egzaminów z eliksirów, jednakże odbędzie się to w formie wygodnej dla panny.
     Po zakończeniu monologu wszyscy (oczywiście bez Lucjusza) przyglądali mu się z jeszcze większym zdumieniem i smutkiem, a Hermiona nie mogąc poradzić sobie ze łzami pozwoliła im spływać swobodnie po policzkach.
     Jesteś podły.
     Severus jednak nie odpowiedział na zaczepkę swojego serca, gdyż wiedział, że jego słowa nie mają takiego przesłania, jakie mogłyby mieć.
     Hermiona przymknęła oczy, podniosła wysoko głowę i wypięła pierś dumnie po czym załęła świdrować pewnym wzrokiem swojego profesora.
     - Rozumiem, profesorze Snape i szanuję pana decyzję. Liczę jednak, że nie będziemy traktować się jak wrogowie czy też obcy sobie ludzię. - Severus był zaskoczony jej siłą, jaką nabyła w przeciągu ostatnich paru miesięcy.
     - Naturalnie panno Granger. Nasze relacje pozostaną na etapie nauczyciela i ucznia.

***                                      ***                                                ***
Ostrzegałam, że jest dość krótki.... No i biegnie już swoim torem....
Ale nikt mi jeszcze nie dał znać co ma być w wakacje :c Smutno mi   D:  
Dziękuję za poświęcony czas
Pozdrawiam
B.