Śmierć to bardzo specyficzna sytuacja. Kiedy ktoś myśli, że umiera staje się nagle innym człowiekiem. Jedni wpadają w panikę, chociaż przez całe życie byli tymi najodpowiedzialniejszymi. Drudzy stają się poważni, pogodzeni z losem. Trzeci natomiast chcą już tylko dopełnić niedokończone sprawy najszybciej i najdokładniej jak się da. W obliczu śmierci wszystko staje się jednak prostsze. Nigdy nie wiesz, co się stanie, gdy umrzesz, ale nie przejmujesz się tym. Gdy przemierzasz przez świat pomiędzy żyjącymi, a umarłymi dopiero w tedy zastanawiasz się, co będzie dalej i czy wszystko jest już zakończone. A co w chwili, gdy tuż przed odkryciem tajemnicy śmierci stanie przed tobą przeszkoda?
On przed przeszkodą stanął.
Umarł, ale nie dotarł do świata umarłych. Przed nim pojawiła się aura. Krążyła wokół niego, aż w końcu zaczęła przyjmować postać. Mężczyzna, cały ubrany na biało, uśmiechał się spod długiej, białej brody, a oczy iskrzyły mu się rozbawieniem, ale i doświadczeniem przez okulary-połówki.
- Co tu robisz? - Spytał wędrującego cicho i spokojnie, ale kiedy dusza chciała odpowiedzieć, z jej bladych ust nie wydobył się najmniejszy dźwięk. - Nie, nie o tym mówię.
Jarząca się czernią aura była przerażona, iż własnych słów nie słyszy, a istata przed nim tak.
- Decyzja w twojej sprawie nie została jeszcze podjęta, więc te wrota... - Machnął półprzeźroczystą dłonią i za brodatym mężczyzną pojawiła się dwukolorowa brama, czerń i biel. - Pozostaną wciąż dla ciebie zamknięte. Cofnij się. - Istota wystawiła rękę przed siebie, a duszę dziwna moc zaczęła odpychać. Czarna mgiełka zaczęła krzyczeć, przeczyć, zadawać pytania i z każdym kolejnym metrem zaczynała coraz głośniej słyszeć swoje własne słowa.
- Zostaniesz zawieszony w czasie. - Odparła na jego wciąż bezkształtne krzyki biała postać.
- Dumbledore... - Tyle zdarzył usłyszeć w pełni z własnych ust, nim poczuł, jak coś szarpie i okręca go, by pochłonąć w chwilową ciemność.
Ja nie chce już żyć!
piątek, 1 czerwca 2018
PIĘĆ METRÓW
Witajcie!
Tak jak obiecałam, tak w Dniu Dziecka zaczynam publikowanie nowej opowieści. Będzie miała trochę wspólnych "poglądów" co poprzednia, ale chyba będą się różnić... Mam taką nadzieję. Dobra, nie przedłużam, zapraszam na romansik Sevmionowski!
Dziękuję za poświęcony czas
B.
Tak jak obiecałam, tak w Dniu Dziecka zaczynam publikowanie nowej opowieści. Będzie miała trochę wspólnych "poglądów" co poprzednia, ale chyba będą się różnić... Mam taką nadzieję. Dobra, nie przedłużam, zapraszam na romansik Sevmionowski!
Dziękuję za poświęcony czas
B.
wtorek, 27 lutego 2018
Rozdział XIV
Jednym z jego
znienawidzonych zajęć było tłumaczenie. Trudno mu było ścierpieć
opowiadanie historyjek w stylu: On powiedział, ona powiedziała i zrobili
to. Ale nie miał niestety wyjścia. Lucjusz, Minerva i Dracon domagali
się szczegółowych wyjaśnień, więc po opatrzeniu rany Malfoya cała
czwórka zasiadła w gabinecie McGonagall popijając po wszystkim Ognistą. W
między czasie, gdy Lucjusz znajdował się w skrzydle szpitalnym Aurorzy
przybyli po ciało Therlanda. Było oczywiście dużo wypytywań jak to się
stało, dlaczego i tym podobne, ale Minerva zgrabnie wyjaśniła
okoliczności samoobronne czyli – konieczne. Hermiona natomiast została w
skrzydle szpitalnym pod wpływem delikatnej śpiączki. Poppy wróżyła, że
nie dłużej niż tydzień, a dziewczyna się wybudzi.
- Severusie, mów co się
dzieje. Mówiłeś, że nie da się go dotknąć. Widzieliśmy, że Hermiona nie
żyje. - Zaczęła go ponaglać Minerva, gdy kolejny raz podniósł szklankę z
trunkiem do ust nie wypowiedziawszy nawet słowa. Westchnął więc ciężko i
ostatni raz upił łyk alkoholu.
-Therland używał...
Bardzo skomplikowanej magii. Dziwi mnie to, gdyż jest do niej potrzebny
spokój ducha. No, ale wychodzi na to, że można było osiągnąć taki poziom
również w inny sposób. -Rozpoczął swoją wypowiedź.
- Przejdź do rzeczy wuju. - Draco nie dał się wprowadzić w maliny i szybko nakierował Snape na prawidłowy tor.
- No dobra, w skrócie
mówiąc: Therland grzebał nam w głowach. Coś jak mugolska magia. - Odparł
niechętnie i znów napił się Whisky.
- Mugole mają magię?
- Tak, Draco, mają. To się nazywa "sztuczki". Therland dorzucił do tego kontrolę umysłów i byliśmy załatwieni.
-Skąd to wiesz?
- Po przestudiowaniu
wielu ksiąg znalazłem wiele prób, doświadczeń wymyślenia włąśnie czegoś
takiego. W większości te próby odbywały się wśród Sabatoników, więc nic
dziwnego, że właśnie tam Therland szukał sprzymierzeńców. W każdym
razie, polega to na tym, że pokazujesz sztuczkę, która dla nas jest po
prostu magią i łączysz ją z psychologią – oczywiście też magiczną. Na
skutek tej syntezy czarodziej może właściwie wszystko ze swoim wrogiem
zrobić. Nie zabiłby mnie wprost, ale zmusiłby mnie bym tak myślał, ale
umysł to potężna siła, co doprowadziłoby do mojej rzeczywistej śmierci.
Ale to taka dygresja.
-A co w takim razie z Hermioną? - Wtrąciła zaciekawiona Minerva.
-Hermiona również była
pod jego działaniem. Kazał jej wierzyć zapewne, że jej stan się
pogarsza, organy coraz wolniej pracują, a ona oczywiście nie potrafiła
mu się oprzeć. Nie umarła, bo na czas go zabiłem. Gdyby nie to, zapewne w
końcu doprowadziłby ją do stanu nieodwracalnego. Gdy umarł stracił
możliwość manipulacji w jej śnie, więc również kontrolę nad jej ciałem.
Dlatego powróciły jej wszystki zdolności żywciowe.
-A jak udało ci się to przezwyciężyć? - Kolejne pytanie padło ze strony Lucjusza.
-To proste. Nie
wierzyłem. Szczerze i na prawdę przestałem wierzyć w te jego sztuczki.
Nie mógł więc zawładnąć moim umysłem, nie mógł więc przeze mnie przejść i
sprzeciwić się mi.
-Wygrałeś na umysły.
-Nic nowego. - Uśmiechnął się do wszystkich podstępnie i upił napoju życia.
-No dobrze... A skąd się wzieli u mnie? - Severusowi nagle mina zrzedła.
-Chcieli cię zabić - odparł wymijająco.
-Tyle sam zdążyłem zauważyć.
-I co tu więcej mówić...
-Może dlaczego tego chceli?
-A co ja, siedzę im w głowie?
-Bo przyjaźnisz się z
Severusem. Nas wszystkich Therland chciał wyrżnąć. - Za Severusa
odpowiedziała Minerva, którą zaczął powoli denerwować Severus ze swoją
niechęcią do opowiadania.
-Nie no, to się nazywa owocna przyjaźń... - Parsknął młody blondyn.
-Mówiłem wielkrotnie
byście się do mnie nie zbliżali, to wy na przekór! - Severus poczuł się
mocno urażony komentarzem chrześniaka.
-Spokojnie, Draco nie miał tego na myśli. - Próbował usprawiedliwić syna Lucjusz, karcą go przy tym wzrokiem.
Przez pewien czas panowała cisza. Każdy popijał alkohol zagłębiając się w swoich myślach.
-Czyli mamy sprawę zamkniętą, no nie? - spytał nagle Draco czując się niezręcznie w takiej ciszy.
-Wygląda na to, że tak. Jak sądzisz, Severusie, czy coś jeszcze komuś znas grozi?
-Nie, Minervo. Zdaje mi
się, że nie. Martwię się tylko o Hermionę, nie wiem jak będzie się po
tym wszystkim czuła. Co jak co, ale jest najmniej winną osobę w całym
naszym towarzystwie. - Spojrzał za okno czując na miejscu serca
nieprzyjmeny ucisk.
-Sev... - Mężczyzna tym razem nawet nie drgnął po usłyszeniu niechcianego przezwiska. - Kiedy w końcu jej powiesz?
-W swoim czasie Lucjuszu.
Mijały kolejne dni.
Hermiona już dawno wybudziła się ze śpiączki i zdezorientowana całą
sytuacją łaknęła każde słowo wyjaśnienia. Oczywiście, to nie Severus
wyjaśniał, szybciej by ją zabił niż zniósł kolejną serię tych samych - i
nie tylko –pytań. Zajęło jej parę dni przyswojenie faktu, że mają
kolejne zagrożenie za sobą. W pewnym momencie doszła do wniosku, że to
kolejna przygoda, ale tym razem bez Rona i Harrego w roli głównej. Tym
razem najważniejsi byli dla niej dwaj ślizgoni i Minerva. Poczuła dziwny
przypływ satysfakcji czując, że więzi pomiędzy nią a pozostałą dwójką
gryfonów maleją, a ta, która łączy ją ze ślizgonami i Minervą staje się
coraz silniejsza. Myślała również dużo nad samym Severusem. Z nim
połączyła ją niezwykła siła, coś czego sobie samej nie umiałą
wytłumaczyć. Pomimo tego, że postanowił to zakończyć nie była na niego
zła. Wiedziała, że skoro w ten sposób ma czuć się lepiej, to właśnie tak
ma być. Sam Severus zachowywał się zdecydowanie bardziej... Zabawniej,
jak na jego standardy. Miał coraz bardziej cięty język, ale prawie nigdy
nie używał swojej skwaszonej miny. Zawsze, gdy komuś dogryzał był pewny
siebie i zadowolony.
Tak,
Panna-Wiem-To-Wszystko nie potrafiła przestać spoglądać na swojego
nauczyciela z poczuciem ogromnej sympatii. I teraz, gdyby ktoś zapytał
ją jaki ma stosunek do Mistrza Eliksirów pogrążyłaby się na pewno. Nie
byłaby w stanie skłamać i powiedziałaby takiej osobie, że jest to
najwspanialsza osoba jaką zna. Chciałaby sama przed sobą powiedzieć, że
nie da mu oddejść, ale nie potrafiła, bo on sam uznał, że tak będzie
lepiej. Dotykała go, rozmawiała z nim, calowala... Ale tylko w swoich
marzeniach. Pogodziła się z tym.
Zbliżały się końcowe
egzaminy, a co za tym idzie – wybór swojej przyszłości. Severus
zdecydowanie pilnował, by eliksiry szły jej bardzo dobrze, by umiała
nadprogramowo. Wytłumaczył jej, że jeśli zda wszystkie testy na
maksymalną ilość punktów zostanie dodatkowo zapytana o kierunek
przyszłości. Jeśli wybierze eliksiry, to w przeciągu dwóch tygodni po
uzyskaniu wyników powinnien do niej zgłosić się przyszły mentor,
prawdopodobnie jakiś Mistrz Eliksirów. Oczywiście, ma prawo go nie
zaakceptować, ale w tedy pozostają jej tylko studia, co gwarantuje
mniejszy przypływ wiedzy. Miała jednak na głowie jeszcze jedno
zmartwienie. Nawet jeśli dostanie mistrza, nawet jeśli będzie mogła
dalej się uczyć... Gdzie zamieszka i za co? Weasleyowie zaoferowali jej
miejsce u siebie w domu, ale ona nie chciała zbyt długo mieszkać pod
jednym dachem z Ronem. Severus nauczył ją, że zawsze trzeba mieć
godność. Zgodziła się jednak zamieszkać przez pierwszy miesiąc, a
podczas oczekiwania na mistrza (bo miała ogromną nadzieję, że zdobęcie
maksymalne wyniki) znajdzie sobie pracę i lokum.
Nie podała Rona do
Ministerstwa, czuła, że nie ma to sensu. Dlatego też państwo Weasley
byli jej wdzięczni, ale sam Ronald się do niej nie odezwał. O dziwo,
również Harry nie dawał znaku życia. Nie miała za bardzo kontaktu z
Ginny ani Draco, oboje skupili się całkowicie na nauce. Nie wiedziała
zatem nic, co dzieje się w jej starym świecie. Dała sobie z tym spokój, a
czas zleciał niebywale szybko na nauce. W końcu nadszedł tydzień
egzaminów. Nie bała się niczego, oczywiście, oprócz samych eliksirów. To
był jej główny cel, na który poświęciła najwięcej.
Po zakończeniu egzaminów
wyszła cała roztrzęsiona. Praktyczny egzamin poszedł jej dobrze,
zdecydowanie wszystko zaliczyła. Ale teoria... Nie, wiedziała, że
zrobiła błedy. Prawie płacząc zasnęła natychmiast w swoim łóżku. Gdy się
obudziła był już czas na Ucztę Pożegnalną. Ubrała się ostatni raz w
szkolny mundurek i stojąc przed lustrem zapomniała o egzaminach. Zaczęła
wspominać te wszystkie chwile spędzone w tej szkole. Tyle różnych
przygód przeżyła, tyle smutków i radości. Nie wytrzymała, rozpłakała
się. Będzie tęsknić za tym miejscem, każdym jego zakamarkiem i każdym
człowiekiem. Szczególnie będzie tęsknić za nim. Dziś prawdopodobnie
ostatni raz go zobaczy.
Zeszła do Wielkiej Sali i
przyjrzała się wszystkim. Draco siedział przy Ginny i nie byłoby w tym
nic zadziwiającego, gdyby nie fakt, że trzymali się za ręce. Podeszła do
nich i usiadła po stronie Dracona. Odwrócili się do niej i uśmiechnęli,
ale ona wciąż przyglądała się na nich zdziwionym wzrokiem.
-Za dużo czasu spędziłaś w towarzystwie Snape. - Zaśmiał się w jej kierunku Draco.
-Opuść tą brew, bo go przypominasz. - Wtrąciła Ginny, a Hermiona dopiero teraz zrozumiała o co im chodzi.
-Co mają znaczyć te ręce? - Zapytała już bez niepotrzebnych podchodów.
-No wiesz Hermi... Teraz
to już tak oficjalnie. - Ruda stała się czerwona na twarzy i
przybliżyła się do swojego chłopaka. Ten objął ją ramieniem i pocałował w
czoło.
-Czyli Harry już wie?
-Wie. Powiem ci, że dość łatwo to przyjął.
Hermiona tylko pokiwała głową, bo na podeście stanęła Minerva i rozpoczęła uciszanie zebranych.
-Moi drodzy uczniowie.
Nadszedł czas rozłąki. Niektórzy z was powrócą tu za dwa miesiące,
jednak są też tacy, którzy żegnają mury Hogwartu. Do nich chciałabym
skierować pierwsze słowa: Wasze egzaminy się skończyły. Liczę, że każdy
osiągnie w nich wymarzony wynik, a jego przyszłość będzie pełna wrażeń,
oczywiście, tych pozytywnych. Pamiętajcie również, że nauka jest kluczem
do wszystkiego. Uczyć będziecie się również poza szkołą.Tylko, że teraz
nastaje czas na szkołę życia. Niech ona przyniesie wam cudowny czas.
Twórzcie naszą rzeczywstość taką, w jakiej chcielibyście żyć, bo w niej
będą wychowywać się inne pokolenia. Kochani, szczęśliwej drogi przez
życie! - Zrobiła chwilę pauzy, a Hermiona czuła, że dyrektorka dodała
jej tych sił, których brakowała jej ostatnimi czasy. Poczuła wdzięczność
dla swojej przyjaciółki. Rozległy się brawa i mnóstwo uśmiechów
poszybowało w kierunku Minervy. Hermiona zauważyłarównież parę
dziewczyn, które z euforii nie powstrzymały łez.
-Reszcie uczniów
chciałabym życzyć udanych wakacji, ale nie zapomnijcie, że za niedługo
znów się widzimy, a żadem z nauczycieli nie zaakceptuje lenistwa. Bawcie
się dobrze podczas przerwy, ale znajdźcie również czas na książki i
ćwiczenia. Przyniesie wam to w przyszłości plony. - Znów zrobiła chwilę
przerwy, a uczniowie znów jej klaskali. - A teraz, bez przedłużania,
Ucztę czas zacząć!
Oczywiście na sam koniec
przemowy poza oklaskami były również wiwaty. Po nich każdy zasiadł do
uczty w między czasie rozmawiając. Gdy każdy się posilił, zbierał ekipę
najlepszych przyjaciół i znikali za wrotami Wielkiej Sali prawdopodobnie
idąc szykować własną imprezę pożegnalną. Draco i Ginny również mieli to
w planach o czym poimformowali Hermionę. Ona jednak nie miała ochoty na
zabawę. Podczas, gdy większość uczniów rozpoczynała imprezę, Hermiona
już spakowana zaczęła powoli spacerować po szkole. Odwiedziła każde
możliwe miejsce: Była w bibliotece, w kuchni, w Pokoju Życzeń, w
łazience dla prefektów, na trzecim piętrze, na Wieży Astronomicznej, na
błoniach również i w wielu wielu innych miejscach. Wspominała. Gdy
jednak miała już dość samotnego wędrowania nogi same poniosły ją w
kierunku kamiennej chimery. Nie wiedziała nawet dlaczego, ale posąg sam
się otworzył. Myślała, że może Minerva schodzi, ale kobiety nigdzie nie
było. Weszła więc po schodach i zapukała do gabinetu. Usłyszała
nostalgiczne "Proszę" i weszła do pomieszczenia. McGonagall stała przy
oknie odwrócona do Hermiony plecami, a w dłoni trzymała kieliszek ze
złotawym płynem.
-Poczęstujesz się, Hermiono? - Odrzekła nawet nie spoglądając na dziewczynę.
-Skąd wiedziałaś, że to ja? - Spytała naprawdę ciekawa.
-Czułam, że do mnie przyjdziesz. Zawsze w trudnych momentach przychodziłaś do mnie.
-A ty zawsze ciepło mnie przyjmowałaś. - Hermiona uśmiechnęła się na wspomnienie swoich licznych wizyt u opiekunki.
-Siadaj, napij się. Już
możesz, nie jesteś uczennicą tej szkoły. O czym tym razem porozmawiamy? -
Kobieta wróciła za biurko i postawiła przed dziewczyną kieliszek
uśmiechając się przy tym. Hermiona złapała za butelkę Whisky i nalała
sobie.
-O najgorszym i najwspanialszym uczuciu, miłości.
Hermiona od tygodnia
siedziała w Norze. Ron przed nią uciekał, Harrego nie widziała na oczy, a
pani Weasley unikała każdego drażliwego tematu. Pozwalała sobie tylko
czasami na spytanie Ginny, czy jest pewna swojej decyzje, ale widząc
wzrok córki wzdychała ciężko i odpuszczała jakiekolwiek sprzeczki.
Granger dużo pomagała jej w codziennych obowiązkach, natomiast zawsze
wieczorem wychodziła na miasto, by poszukać jakiejś pracy. W tydzień
zdążyła znaleźć trzy odpowiadające jej propozycje. Stwierdziła, że
poczeka z podjęciem decyzji. Severu uprzedził ją, że Mistrz może chcieć
uczyć w innym miejscu.
Siódmego lipca
dziewczyna wstała mocno pobudzona. Zdążyła się wykąpać, rozczesać włosy i
poczytać książkę zanim się ubrała i zeszła pomagać pani Weasley. Molly
oczywiście z uśmiechem przyjęła pomoc dziewczyny i nawet nie pytała
czemu ta jest tak rozdrażniona. Podczas śniadania Hermiona denerwowała
się razem z Ginny. Jednak do rudej przyleciała śnieżniobiała sowa, ale
ta do Hermiony nie. Ginny oczywiście uzyskała bardzo wysokie wyniki z
egzaminów końcowych. Granger zaczęła się martwić, gdy minęła godzina
trzynasta, a sowa jeszcze nie przyleciał. Nie potrafiła usiedzieć, a w
głowie snuła już najgorsze z możliwych scenariusze.Wieczorem, gdy myła
naczynia usłyszała pukanie do drzwi kuchennych. Jako, że pani Weasley
była wraz z mężem na strychu to otworzyła drzwi. Stanął przed nią wysoki
mężczyzna z brązowymi, ulizanymi włosami. Miał na sobie garnitur, a w
ręce trzymał nesseser.
-Dobry wieczór, nazywam
się James Orwel, jestem przedstawicielem z Ministerstwa Magii z działu
szkolnictwa. Czy mam przyjemność rozmawiać z panną Hermioną Jean
Granger? - Rozpoczął bardzo ponuro jegomość.
-Dobry wieczór, tak.
Proszę wejść. - Dziewczyna przepuściła mężczyznę w drzwiach. - Proszę do
salonu, tam będzie wygodniej.Kawy, herbaty może się pan napije? -
Próbowała nie okazać swojego ogromnego strachu, ale czuła, że jej to nie
wychodzi.
-Nie, dziękuję. Nie
zabawię tu długo. Pozwoli pan, że usiądę? -Hermiona przytaknęła, a gość
usiadł na krześle i zaczął odpinać nesseser. - Jeśli byłaby pani taka
dobra, to czy mógłbym prosić o szklankę wody.
Hermiona oczywiście
natychmiast podała mu napój i usiadła naprzeciw niego. Zacisnęła mocno
ręce na spodniach i zagryzwał wargę czując, jak napięcie ją zjada od
środka. Urzędnik przyjrzał się jej dokładnie i wyciągnął list.
Uśmiechnął się widząc jej zdenerwowanie.
-Panno Granger, proszę
mi powiedzieć... Z czym chciałaby pani związać swoją przyszłość? Mam
namyśli z jakim przedmiotem. -Tym razem, choć ton był oficjalny,
Hermiona mogłą wyczuć w nim dozę rozbawienia.
-Z eliksirami, proszę pana. - Odpowiedział czując, że to było TO pytanie.
-Rozumiem. Tu ma pani
swoje wyniki z egzaminu, ale moim zdaniem nie ma co oglądać. - Hermionę
zamurowało. To był bardzo nie miły komentarz z jego strony tym bardziej
bezczelny, że mężczyzna wciąż się uśmiechał. Jednak szybko zmieniła
zdanie. - Same wybitne, maksymalne wyniki.
Hermiona nie wytrzymała
ze szczęścia i aż podskoczyła na krześle będąc cała rozpromieniona.
Przybysz dał jej moment, by się uspokoiła poczym podał jej kopertę.
-Zgłosi się do pani w
przeciągu dwóch tygodni Mistrz Eliksirów z ofertą nauczania pani.
Oczywiście ma pani prawo odmówić mi teraz, ale jemu gdy przybędzie,
jednak z pani umiejętnościmi nie marnowałbym takiej szansy.
-Dziękuję! Śmietnie, będę czekać z niecierpliwością.
-Gratuluję, panno
Granger i liczę na dalsze sukcesy. - Jegomośćwstał i podał dziewczynie
rękę, którą ta uścisnęła i odprowadził gościa.
Tym razem nie mogła
zasnąć czując jak w jej żyłach płynie adrenalina. Czuła się w
niebowzięta. Otwarta już koperta leżała na szafce nocnej. Zdążyła
przyjąć mnóstwo gratulacji, ale sama musiała komuś podziękować. Gdy
tylko znajdzie dogodny moment to na pewno zajrzy do Severusa i
podziękuje mu za czas, który jej poświęcił.
Minęło półtorej
tygodnia, a żadnego Mistrza Eliksirów na horyzoncie nie widziała. Nie
miała też czasu, by przeteleportować się do zamku i podziękować
Severusowi. Bała się również znów go spotkać po tym co między nimi
zaszło. Molly zaplanowała imprezę, na którą zaprosiła parę osób. Od,
zwykła kolacja w większym gronie, ale kobieta była bardzo szczęśliwa z
tego powodu. Artur wytłumaczył Granger, że to przez brak towarzystwa.
Hermiona rozumiejąc jej odczucie starała się pomóc najwięcej jak mogła
pani Weasley. Gdy kończyła nakrywać do stołu do Nory zawitał pierwszy
gość. Był to Chłopiec, który przeżył. Harry wpierw przywitał się z Molly
i Arturem, po czym podszedł do Hermiony.
-Cześć Mionka. -
Widziała, że czuł się speszony. Dlatego też zamiast zwykłego powitania
po prostu się do niego przytuliła, co po chwili Harry odwzajemnił.
-Jak się czujesz? - Spytała delikatnie nie chcąc go tym zdemotywować.
-Jeśli pytasz o sprawę z
Ginny... Nie jestem na nią zły. Raczej na siebie, że moje zachowanie
doprowadziło do tego, że musiała się ukrywać. - Odparł wesoło. - Uczucia
jakoś dawno wyparowało. Nie martw się. Lepiej powiedź jak ty się masz?
-Może być Harry, ale to dłuższa i trochę nie wygodna historia.
Harry zauważając Ginny
przeprosił Hermionę i podszedł do niej. Przywitali się normalnie, bez
afery ani niczego podobnego. Ucieszyło to gryfonkę, nie chciała, by
starzy przyjaciele się kłócili.Wystarczyło, że Ron stał się jaki stał.
Następnymi gośćmi byli
Kingsley, Luna i Neville. Najbardziej Hermiona ucieszyła się widząc
ostatnią trójkę gości. Do Nory wszedł wpierw Draco, który przywitał się
ze wszystkimi, a na końcu z Ginny głębokim pocałunkiem. Za nim Lucjusz
przepuścił w drzwiach Minervę McGonagall, która podziękowała mu i
przywitała się ze wszystkimi. Oczywiście podchodząc do Hermiony
natychmiast jej pogratulwała podobnie jak postąpił Lucjusz.
Po powitaniu wszyscy
zasiedli do suto zastawionego stołu. W Norze znów czuć było rodzinną
atmosferę słysząc rozmowy i śmiechy.Hermiona siedziała między Ginny i
Draconem, a Lucjuszem i Minervą. Gdy rozległo się kolejne pukanie do
drzwi sama Molly była zdziwiona. Nie zapraszała już nikogo. Wyszła więc z
salonu i poszła do kuchni. Gwar nie ustępował. Kobieta dość szybko
wróciła i podeszła do Hermiony.
-Kochanie, to do ciebie
gość. - Odparła z uśmiechem, a Hermionie omało co nie stanęło serce.
Spojrzała na Minervę i Lucjusza, ale ci uśmiechali się jakoś dziwnie,
nie naturalnie. Wstała więc widząc, że musi sama podołać temu zadaniu.
Czuła że to mentor, jej Mistrz, ale nie spodziewała się tego kogo
ujrzała w kuchni.Oparty o plat z założonymi rękami w swoich
nieśmiertelnych szatach stał Severus Snape spoglądając na nią cwanie.
-Co pan tu robi? - Spytała mało mądrze.
-Granger, nie po to
łaziłem przez dwa tygodnie dzień w dzień do Ministerstwa byś teraz się
pytała co tu robię. Będziesz moją uczennicą?. - Hermionę w momencie
poczuła napływ radości i wciekłości, co poskutkowało irracjonalnym
zachowaniem.
-Bardziej to brzmi jak oświadczyny. - Parsknęła chcąc mu utrzeć nosa za takie gierki.
- W gruncie rzeczy, jest.
POSŁOWIE
Opowiadanie
króciutkie, na luzie, bez żadnego jakiegoś większego
przygotowania. Jest sobie tak po prostu. Następne sadzę, że będzie
lepiej dopracowane, ale na nie będzie trzeba dłuuużej czakać, bo
chce wpierw poplanować je trochę. Dziękuję wszystkim, którzy
poświęcili swój czas na te wypociny tworzone przez prawie trzy
lata. Swoją drogą, była to przyjemna przygoda. Trudna, trochę
daleka mojemu sercu, ale przyjemna. Niektóre motywy z niej
wykorzystam zapewne w innych, już bardziej prywatnych powieściach.
Przykro mi tylko, że źle ujmowałam wiele scen, że zakończenie
takie suche, że akcja nie rozwinęła się tak naprawdę do końca.
Mimo to... Cieszę się. To zawsze jakiś początek, a że nie mam za
dużo doświadczenia w FF-ach, to sądzę, że nie było najgorsze.
Zapowiadając następne opowiadanie – SEVMIONIE, tak znowu. Jakoś
mam na to pomysł.Tytuł: Pięć metrów. Podpowiedź
znajduje się właśnie w epilogu, ale tu również będzie doooość
sporo pozmieniane. Tak czy inaczej, mam nadzieję, że uda mi się
rozpocząć publikowanie już z dniem 01/06/18. Postaram się
publikować tak na 90% do 01/10/18, a czy pójdzie dalej.... kto wie.
Zobaczę jaką będzie miało też długość. Być może dłuższe
od tego, a być może takiej samej długości... Tylko żebym
rozwinęła motywy bardziej. Co tu więcej.... Chyba nic. Jeśli jest
ktoś, kto uważa, że do najgorszych TO się nie zaliczało, to mam
nadzieję zobaczyć tego kogoś i w następnym opo ;) Dziękuję
jeszcze raz.
Pozdrawiam
i do usłyszenia
B.
EPILOG
Hermiona
nie wiedziała jak ma się czuć. Była jednocześnie podekscytowana
i przestraszona. Słyszała nawet jak szybko bije jej serce, ale nie
potrafiła przypisać go do jednego uczucia. Co chwile poprawiała
kosmyki niesfornych włosów, wzdychała ciężko i przechodziły ją
drgawki. Chciał być jej mężem. Wciąż wspominała jego słowa "W
gruncie rzeczy jest". Dziewczyna tak bardzo przejmowała się
zaistniałą sytuacją, że nawet nie zauważyła, jak ktoś wszedł
do pomieszczenia.
-
Cudnie wyglądasz, Hermiono. - Dopiero słysząc głos Minervy
odwróciła się w stronę swojej przyjaciółki.
-
Minervo, boję się. - Na twarzy Granger było widać ten strach. -
Ale bardzo tego chcę.
-
Kochanie, spokojnie, to normalne.
Starsza
kobieta podeszła do Hermiony ubranej w białą, długą suknię
przeplataną złotym pasem. Obróciła jej głowę w stronę lustra i
poprawiła kolejny falujący kosmyk włosów, który spadł
dziewczynie na twarz. Panna młoda widząc w odbiciu lustra
rozpromienioną twarz starszej pani spojrzała na siebie. Miała
jasny, złotawy makijaż i włosy lekko rozprostowane i spięte w
zwykłego kucyka, który był jednak bardzo obszerny, więc zakrywał
zapięcie.
-
Mam coś dla ciebie – Odparła opiekunka Domu Lwa i sięgnęła do
kieszeni w połach obszernej, szkarłatnej sukni. Wpierw w lustrze
młoda dziewczyna ujrzała odbicie czegoś świecącego. Była to
spinka do włosów w kształcie węża zawiniętego w korkociąg. Wąż
miał jeden, mały, szmaragdowy kamyczek jako oko. Hermiona poczuła,
jak ściska się jej serce. - Dostałam to kiedyś od dziadka
Lucjusza. Mało kto wie, ale łączyło nas kiedyś coś na kształt
miłości.
-
Minervo, ja nie mogę...
-
Nie gadaj bzdur. Idealnie będzie do ciebie pasować jako żony
Severusa. - Hermiona przyjęła podarunek, w zasadzie nie miała
wyjścia, gdyż starsza gryfonka wpięła jej na siłę spinkę we
włosy.
-
Żony Severusa... - Dziewczynę jednak wciąż męczyły obawy. Nie
wiedziała, czy dobrą podjęła decyzję, czy tak powinno być.
-
Hermiono, odpowiedź mi na jedno pytanie. - Minerva spoważniała do
tego stopnia, że Hermiona aż się obróciła w stronę kobiety. -
Kochasz go?
-
Oczywiście, że tak! - Panna młoda nie zastanawiała się ani
chwili. Co do tego była pewna.
-
Bądźcie po prostu szczęśliwi, a to wystarczy, by twój strach był
jedynie niepotrzebnym uczuciem.
Hermiona
słysząc swoją przyjaciółkę uspokoiła się trochę. Tak, doszła
do wniosku, że ma ona racje. Będą szczęśliwi. Oboje będą o to
walczyć, była pewna, że Severus również będzie się starał.
Pomimo charakteru i wad jakie posiadał, to jednego nie można mu
było zarzucić: On jak nikt inny troszczył się o swoich bliskich.
Będzie miała to zawsze na uwadze.
Kiwnęła
do Minervy uśmiechając się pokrzepiająco i wstała z krzesła.
Nie spojrzał już w lustro. Zabrała jeszcze bukiet lili i łapiąc
przyjaciółkę pod rękę wyszła na korytarz odbudowanej już Nory.
Powoli zeszły do opustoszałego salonu, przeszły przez tylne drzwi
i ujrzały rozstawiony namiot, w którym miała odbyć się
uroczystość. Jako, że Hermiona w gruncie rzeczy nie miała ani
matki ani ojca, to Minerva wprowadziła ją, a następnie
podprowadziła do obróconego do nich tyłem mężczyzny w
garniturze. Hermiona zdążyła poznać swojego przyszłego męża na
tyle, by wiedzieć, że jest równie spięty co ona. Spojrzała na
Lucjusza stojącego przy nim i uśmiechającego się pokrzepiająco
do młodej kobiety. Nie spojrzała już na nikogo innego. Kiedy
muzyka zaczęła grać, przełknęła głośno ślinę, ale
uśmiechnęła się również. Ścisnęła mocniej ramie Minervy i
chwilę przed oddaniem ręki Panu młodemu szepnęła do niej: -
Kocham go już tak jak męża. A ciebie i Lucjusza, jak rodziców.
Dziękuję.
Chwyciła
za rękę swojego wybranka, który po usłyszeniu jej szeptu spojrzał
na nią skrywanymi, ale dla nie widocznymi uczuciami. Tak, chciała
widzieć właśnie te uczucia.
-
Severusie Tobiaszu Snape, oddaję ci dłoń tej kobiety jako symbol
zaufania, że będziesz dla niej oparciem i schronem w każdym
momencie. - Rozpoczęła Minerva patrząc na Snape przychylnym
spojrzeniem.
-
Będę. - Odparł jak zawsze opanowany Severus.
-
Hermiono Jean Granger. Zawierzam ci życie i szczęście mego
przyjaciela licząc, że będziesz dla niego nadzieją. - Odezwał
się Lucjusz rzucając szybkie spojrzenie na spinkę we włosach
dziewczyny. Uśmiechnął się do niej jeszcze bardziej.
-
Będę. - Odpowiedziała już ze łzami w oczach.
-
Jako powiernicy waszej miłości mamy obowiązek spytać was o
najszczersze uczucia.
Hermiona
poczuła, jak jej serce szybciej kołacze widząc podnoszoną w górę
przez Minervę różdżkę. Bała się, że wszystko może okazać się
złudną mistyfikacją. Sekundy, gdy srebrna nić wdzierała się
przez ubrania do ich serc trwały jak lata. Poczuła, że dla tej
magii jest naga, stoi dla niej prawdziwą Hermioną. W chwili, gdy
niteczki opuściły ich ciała i zwinęły się w ciasny kłębek nad
ich głowami Hermiona przymknęła oczy i uśmiechnęła się pod
nosem.
Wszystko
będzie dobrze.
Nitki
rozprysnęły się nad ich głowami błyszcząc mocnym, srebrnym
światłem. To było prawdziwe uczucie, prawdziwa miłość. Zostali
sprawdzeni i wiedzą już na pewno, że są siebie warci.
Spojrzała
w oczy Severusa. Były pewne siebie, już się nie bał, już
wiedział. Ogarnęło ją przerażające poczucie szczęścia. Sam
nie zdawał sobie nawet sprawy, jak bardzo dodał jej otuchy.
-
Jako wasi przyjaciele mamy obowiązek złączyć was aż....
-
Nie. - Nagle odezwał się Snape, nie spuszczając wzroku z Hermiony,
której uczucia przybrały odwrotny tor.
Chce
się wycofać.
Severus
nie uśmiechał się, a w jego twarzy, nawet w jego oczach nie była
w stanie dostrzec nic. Na sali zrobiło się gwarno w przeciągu
kilku, długich minut, gdy mężczyzna nie odezwał się ponownie.
Nawet Minerva i Lucjusz wydawali się przestraszeni zachowaniem
Severusa. Każdy patrzył na niego pytającym spojrzeniem, a Hermiona
nie potrafiła opanować łez będąc już przekonana o jego
tchórzostwie, aż nagle coś błysnęło w jego oczach. Była to
chwila, mała, niepewna, ale dla Hermiony tak bardzo okrutna. Nie
chciał się wycofać. Nie grał też na czas. Po prostu chciał, by
mu zaufała, ostatni sprawdzian zaufania. Tak też zrobiła.
Uśmiechnęła się, kiwnęła głową i patrzyła w całkowitym
zaufaniu czekając na jego dalszy krok.
-
Severusie, o co chodzi? - Spytał Lucjusz nie rozumiejąc już nic.
-
Zmień słowa przysięgi. - Trzy słowa, tylko tyle, by na twarzy
Lucjusza pojawiło się zrozumienie, a Minerva zaczęła płakać.
Starsza reszta towarzystwa zaczęła unosić się oburzeniem
rozumiejąc, a młodsza wciąż nie. Hermiona również nie
wiedziała, ale na pytające spojrzenie Lucjusza i Minervy była
pewna jakiejkolwiek decyzji.
-
Ufam, Lucjuszu. Zrób o co prosi. - Blond włosy mężczyzna kiwnął,
mimo wszystko zawdowolony, głową.
-
Zatem, jako wasi przyjaciele mamy obowiązek złączyć was w
wiecznym związku, którego nawet śmierć nie zniszczy. Miłość
nie jest w was, to wy jesteście dla siebie miłością.
Nagle
Hermiona przypomniała sobie wszystko, co czytała na temat ślubów
czarodziejów. Przysięgi potrafiły być przekleństwem, dlatego już
dawno odeszło się od tej wersji. Nic ich nigdy nie rozłączy.
Nawet kiedy jedno umrze, to będzie przy drugim wiecznie. Nie
uzgadnia się takich spraw samemu, ale Hermiona się na to zgodziła
i była w pełni szczęśliwa. Łzy szczęścia ryły w jej
policzkach utwierdzając w tym Severusa. Rozbłysło kolejne światło
i kolejny raz nici oplotły się, ale tym razem całe ich ciała.
Czekały, by móc rozjarzyć się niewyobrażalnie silnym światłem,
czekały na jeden krok. Bez zbędnych słów Hermiona zrobiła go w
kierunku Severusa składając na jego ustach długi, przepełniony
wszystkimi uczuciami pocałunek. Odwzajemnił go z identyczną pasją,
jednak nie pozwolił sobie na nic więcej. Wciąż w końcu był tym
zimny nietoperzem z lochów.
Ci,
którzy zrozumieli bili owacje na stojąco młodej parze, nie żałując
sił w rękach, ani powietrza w płucach wygwizdując swoje
zadowolenie. Nie była to duża ilość wcześniej zaproszonych
gości. Pozostali zebrali się z miejsc i w oburzeniu opuścili
namiot. Para młoda wraz z powiernikami odwróciła się w kierunku
pozostałej garstki. Wiedzieli, że to właśnie te osoby uważają,
że miłość jest tylko miłością, oraz aż miłością.
Powiernicy puścili przodem parę młodą, po czym Lucjusz wystawił
ramię, za które chwyciła Minerva i wyszli na nasłonecznione pole,
gdzie czekał już suto zastawiony stół. Severus odwrócił się w
kierunku gości i gestem dłoni zaprosił ich do stołu. Zaaferowani
nawet nie zauważyli trzymających się powierników. Oczywiście,
uwadze dwóch szpiegów nie umknął ten fakt. Severus pozostawił
zajmowanie się gośćmi Hermionie i razem z Draco podszedł do
powierników.
-
Nie wiedziałem, że jesteście tak blisko – zakpił wkładając
ręce do kieszeni.
-
Czyli mam teraz mówić do McGonagall "mamo"? - Spytał
lekko niepewny blondyn. Minerva zaczerwieniła się, a Lucjusz równie
speszony uniósł kąciki ust.
-
Czemu nic mi nie powiedzieliście? Dwójka moich najlepszych
przyjaciół... - Skwitował swoje słowa kręceniem głową świeżo
upieczony mąż.
-
Hipokryta. Jakbyś ty nam wszystko mówił. - Skonfrontował Lucjusz.
-
Czyli to prawda?! Jesteście razem?! - Draco zbladł, a jego twarz
była koloru namiotu, w którym jeszcze przed chwilą się
znajdowali.
-
Draco, nie powinieneś zająć się rudą wiedźmą? - Prychnął
czarnowłosy posyłając młodemu rozbawione spojrzenie.
-
A ty Hermioną? - Skwitował go młodszy.
-
Spokojnie. Przecież sami jesteście idealnym przykładem, że
przeciwieństwa się przyciągają. - Jak zawsze odezwała się
spokojnie Minerva.
-
A na nieszczęście, najczęściej Gryfoni ze Ślizgonami – odparł
kwaśno Severus, na którego twarzy pojawił się grymas obrzydzenia.
I
tak ich wszystkich kochasz Sev...
-
To nie ma nic do rzeczy... - Mruknął pod nosem po czym spojrzał
badawczo na pozostałą trójkę. Wszyscy przypatrywali mu się
pobłażliwie.
Przez
moment znów panowała cisza, w której każdy obserwował się
nawzajem. W końcu uśmiechnęli się do siebie i nawet Severus
pozwolił sobie na szczerą radość. Spojrzał za siebie, gdzie
Hermiona rozmawiała z każdym gościem po kolei i westchnął ciężko
czując, że przyszedł czas na jego... Otwartą, chociaż częściową
przemianę. Kiwnął najbliższym, by zasiedli przy stole, a sam
podszedł do swojego miejsca, jednak nie zajął go. Wziął pełny
kieliszek szampana i zastukał o niego łyżeczką.
-
Wszyscy zebrani, którzy postradali zmysły. - Rozpoczął po
swojemu, ale widząc, że wszyscy nie zamierzają ani na trochę się
na niego obrażać wiedział już, że nic nie zdziała i będzie
musiał trochę się uzewnętrznić. Westchnął więc ciężko, by
rozpocząć od nowa: - Moi drodzy... Przemówię, i radzę każdemu
słuchać uważnie, bo nigdy więcej tego ode mnie nie usłyszycie. -
Warknął ostrzegawczo, a wszyscy prychnęli jak na zawołanie. -
Jestem niezmiernie wzruszony obecnością was wszystkich.
Udowodniliście tym samym, że są na tym świecie jeszcze ludzie,
którzy uważają, że każdemu miłość się należy. Wielu z was
zamartwia się o Hermionę, bo jest osobą wyjątkowo wrażliwą, a
ja – wyjątkowo trudną. - Kolejna salwa śmiechu. - Jednakże
przyrzekam tu, przy wszystkich, że zrobię wszystko, by pod koniec
własnego życia Hermiona mogła powiedzieć, że była ze mną
naprawdę szczęśliwa. - Zobaczył, jak w oczach ukochanej zalśniły
łzy. - Zawdzięczam mojej żonie życie. To namacalne oraz to...
emocjonalne. Hermiono, ożywiłaś mojego ducha. Bóg jeden wie, czy
taki miał być nasz los, ale jeśli tak, to jestem mu dozgonnie
wdzięczny.
Wszyscy
znów zaczęli klaskać, gdy Severus zakończył swoje przemówienie.
Hermiona ocierając kolejny raz łzy szczęścia podeszła do męża
i ucałowała go czule. Delikatnie złapała za jego ogoloną twarz i
gładząc kciukiem jego policzek przyglądała mu się z tą
nadzieją, radością i miłością, którą tak pragnął zawsze
widzieć. Uchyliła parę razy usta, jakby chciała coś powiedzieć,
ale żaden odgłos nie wydobył się z jej ust. Snape uśmiechnął
się do niej zachęcająco, a dziewczyna wypowiedziała tylko jedno
zdanie, nim znów złożyła na jego ustach pocałunek:
-
Severusie, czasem dopiero po śmierci Bóg łączy nić
przeznaczenia.
piątek, 22 grudnia 2017
Rozdział XIII
Dni
mijały, a Severusa ani trochę nie trawiło poczucie winy wobec
Granger. Nie myślał już o tym, jak ona się czuje i nie wyrzucał
sobie swojego zachowania. Był winny, już to wiedział. Minerva jak
i Draco dostali jednak swoje wybłagane – albo raczej
zaszantażowane – wyjaśnienia i wybaczyli mu całe zajście. Ale
na głowie miał ważniejszą sprawę – zdobył informacje dotyczące
Maski. Stary znajomy Lucjusza, którego Severus znał jako taka,
Kurro Cerow, irlandzki Sabatonista spotkał się z Lucjuszem i
przekazał mu zwój, który następnie dotarł w ręce Dracona,
Hermiony i dopiero Severusa. Ale Mistrz Eliksirów nie przejmował
się tym zbytnio. Ważniejsza dla niego byłą treść, która
pchnęła całą sprawę diametralnie do przodu. Otóż, pewien
człowiek w masce przebywał często w miejscowości Kurrora. Z tego,
co pisze Sabatonik, Severus zrozumiał, iż człowiek ten szukał
towarzyszy do jakiegoś wielkiego dzieła, ale pierwszą jej częścią
miała być właśnie zemsta. Nie bardzo mu się to udawało, gdyż
był za słaby. Aczkolwiek gdy pojął ten fakt wyjechał i wrócił
parę lat później, po wojnie o Hogwart. W tedy też pokazał swoje
umiejętności, które wielu Sabatoników skłoniło do przyłączenia
się do niego. Jednakże Kurro szczerze wątpi, by był on wielkim
zagrożeniem dla świata, a tym bardziej dla Severusa. Prosił, by
pomimo to Severus uważał na siebie i swoje otoczenie. Cerow zdążył
zaobserwować, że człowiek ten celuje w najsłabszy punkt – w
zależności od człowieka. Jednakże jedno zdanie zaciekawiło
Mistrza najbardziej: Podobno chce się zemścić za życie w
cieniu i zniszczenie jego świata.
Severus
nie był wstanie sam pojąć tego zdania. Poprosił więc Minervę,
by zajrzała do niego i pomogła mu w wyjaśnieniu tych słów. O
dwudziestej drugiej dziesiątego kwietnia próbował przypomnieć
sobie, kto żył w jego cieniu i komu zniszczył świat, gdy do jego
komnat wparowała McGonagall. Spojrzał na nią znad papierów, a ona
szybko do niego podeszła i usiadła obok.
-
Co tam masz? - Wyrwała mu z rąk list od Cerowa, jednak Sev pomimo
irytacji nie zbeształ jej. Odrobinę się jednak zmienił.
-
Kurro Cerow. Widział często Maskę w Irlandii. - Wytłumaczył, a
Minerva szybko przeczytała tekst.
-
A komu ty życie zniszczyłeś? Znaczy, nie jednej osoba, ale komu na
tyle by chciał się mścić? - Kobietę zaciekawił identyczny
moment w liście, co Severusa.
-
Mnie też to zastanawia. Spróbuj sobie przypomnieć, czy nie
widziałaś, by ktoś kiedykolwiek w szkole krzywo się na mnie
patrzył. - Spytała, ale widząc minę McGonagall westchnął ciężko
i dodał: - Pomijając fakt, że każdy z Gryffindoru. Mam na myśli
kogoś, kto chciał być ode mnie lepszy, ale mu nie wychodziło, a
potem coś mu zrobiłem.
-
Sev, wybacz, ale nie pamiętam, byś z kimkolwiek takim miał
do czynienia. Z Gryffindorem się nie lubiłeś, śmierciożercy to
twoi wspaniali kumple, a i tak odpadają. I nikt inny nie pozostaje.
Znaczy, jest jeszcze....
I
w tym momencie oboje zastygli w przerażeniu Minerva jednak szybko
zaczęła się śmiać, a Severus bladł z każdą chwilą coraz
bardziej.
-
Daj spokój Severusie, nie ma mowy! Sam wiesz jaki on jest. Wesoły,
zabawny. Taka maskotka szkoły. - Mówiła z uśmiechem.
-
Mylisz się. Nie widziałaś tego... Nie wiesz... - Jąkał się, bo
zrozumiał już wszystko.
-
Czego niby? - Kobieta spojrzała na niego z pobłażaniem.
-
Nie wiesz, że próbował podrywać Hermionę. Nie wiesz, że zawsze
podsłuchiwał moje rozmowy z Hermioną. Nie widziałaś tej chęci
mordu, gdy dałem Hermionie szlaban na jedną sobotę... - Mówił
cicho, ale było słychać strach w jego głosie.
-
Przesadzasz!
-
Nie. Jestem już teraz pewny. Bo wiem, że zniszczyłem jego świat.
Severus
wraz z Minervą przemierzali najszybciej jak potrafili korytarze
szkoły w poszukiwaniu dwóch osób – Hermiony Granger i Daumiego
Therlanda. Jednakże dokładnie przeszukali cały budynek, a tamtej
dwójki nie było. Panika w Severusie osiągnęła swój limit, gdy
odkryli, że ani Hermiony, ani Therlanda nie ma w swoich pokojach.
Severus wybiegł na błonia, ale tam również ich nie znalazł. Miał
już się zabrać za przeszukiwanie Zakazanego Lasu, gdy nagle
usłyszał przerażony krzyk Minervy. Zaczął biec na nowo do
szkoły, a serce zabiło mu mocniej.
Tylko
nie to...
Ciało
brunetki leżało z martwymi oczami wpatrującymi się w rozgwieżdżone niebo na zimnej posadzce tuż przy wrotach. Rzucił
się by sprawdzić jej puls.
Nie
wyczuł go.
Z
przyspieszonym oddechem rzucił zaklęcie sprawdzające na ciało
dziewczyny. Gdy wyniki wróciły upuścił różdżkę.
Była
martwa.
-
Severusie, Minervo, co się stało? Usłyszałem.... - Daumie
Therland był zmuszony przerwać w pół słowa, gdyż ledwo
przyszedł, a już został przyparty do ściany przez silne dłonie
Mistrza Eliksirów. Kierowała nim furia, wściekłość godna samego
diabła. Ściskał gardło Therlanda coraz to mocniej.
-
Ty... Ty... - rozpoczął Severus, ale wzrok Therlanda zmienił się
na wzrok Maski.
-
Nie radzę ci mnie zabijać – odparł chłodnym tonem, jakby
Severus wcale nie zgniatał mu krtani. - Jeśli umrę ja, umrze i
ona.
Ona
żyje, Sev, żyje!
-
Skąd mamy pewność, że nie kłamiesz? - Odparła równie wściekła,
ale jednak opanowana Minerva.
-
Nie ma w niej życia, bo mam je ja. Wierzcie, bądź nie, ale jestem
waszą jedyną szansą na odzyskanie waszej ulubionej dziewczynki. -
Wyrechotał psychopatycznie rozweselony Daumie.
-
Czego chcesz w zamian? - Spytał Snape bez najmniejszego namysłu.
-
Twojego cierpienia. Cierpienia równego mojego. Pamiętasz? Nie? To
ci przypomnę.
Ciemna
mgła, wirowanie jak w trąbie powietrznej i Severus nagle znalazł
się prawie dwadzieścia lat wcześniej przed murami Hogwartu.
Przyglądał się młodszej wersji siebie i Daumiego, który jak
zawsze skakał zadowolony wokół Mistrza Eliksirów.
-
Sev, Sev! Koniec szkoły, nareszcie! Co teraz zamierzasz? Bo ja chyba
chce zostać aurorem. Idziesz ze mną? Nadał byś się! - Młody
blondyn trajkotał przyprawiając Severusa o ból głowy.
-
Ty? Aurorem? Daruj sobie, za słaby jesteś w walce. Po za tym po co
ci to- Sucha odpowiedź nie zniechęciła blondyna.
-
No jak to po co? Żeby chronić moją rodzinę! Mamę i tatę,
siostrę, brata, jego żonę i dzieci i wszystkich! - Therland
zamachnął się rękami nakreślając wielkość swojego celu.
-
Żałosne. Po co ma żyć ktoś, kto nie wie co to cierpienie.
Nagle
obraz się zmienił. Teraz stał w zniszczonym, ale pięknym domu.
Stało w nim pięć zakapturzonych postać nad sylwetkami
przestraszonych ludzi. Severus bardzo dobrze wiedział jaka to jest
sytuacja, bo to było jego własne wspomnienie, a jednym z tych
zakapturzonych postaci był on sam. Blondwłosy mężczyzna,
posiniaczony i trzymający żonę i córkę wtulone i płaczące
otworzył usta z przerażenia.
-
Błagam... Odejdźcie... Zostawcie nas...
Kolejne
zawirowanie. Ten sam dom, równie zniszczony, ale tym razem tylko
jeden, blondwłosy mężczyzna, młody otumaniony stał nad siedmioma
ciałami swojej rodziny. Nagle padł na podłogę i zaczął
histerycznie płakać. Severus nie chciał, nie mógł na to patrzeć.
Chciał odwrócić się, ale ktoś złapał go za głowę i kazał
patrzeć.
-
Zadowolony jesteś z siebie? Tak, Sev, to twoja sprawka. I myślałeś,
że się o tym nie dowiem? Tamci nie żyją, zostałeś już tylko
ty. Ale TY nie umrzesz. Bo TY mnie zdradziłeś, swojego przyjaciela,
jedynego, który w tamtym czasie, czasie szkoły cię nie odrzucił.
- To nie był głos Daumiego. To był głos potwora. Severus
wiedział, że jest temu winny. - Teraz ci zdradzę jak zamierzam cię
ukarać. Spójrz pod nogi.
Bał
się, nie ruszył głowy. Ale Therland zmusił go do tego. Severus
zagryzł do krwi dolną wargę i rozszerzył oczy. Pod nogami miał
martwe ciała. Minervę, Dracona, Ginny, Lucjusza i... Hermionę.
-
Proszę... Nie. - Zaczął błagać, ale Daumie jedynie się zaśmiał.
Nagle
wrócili do rzeczywistości. Severus nie trzymał już Daumiego, a
leżał na ziemi podtrzymywany przez Minervę. Nad nim stał Therland
z poważną miną.
-
Nie wygrasz ze mną. Jestem dla ciebie za silny, uświadom to sobie.
- Zaczął, ale na chwilę przymknął oczy. - O, no proszę. Pierwsza
ofiara właśnie została zaatakowana. Nie, nie chodzi mi tu o pannę
Granger. Ją pozostawię na koniec, będzie twoim najgorszym
koszmarem. Pewien starszy arystokrata stara się nieudolnie ratować
swoje życie.
-
Lucjusz...
-
Dokładnie, Severusie. Ten pajac, Camel już ładnie się nim
zajmuje. - Znów zarechotał.
-
Nie pozwolę... - Snape zacisną pięści i powoli wstawał z
posadzki.
-
A co może mi zrobić taki nieudacznik jak TY?
Już
rozumiem na czym to polega!
-
Minervo, teleportuj się do Lucjusza. - Wydał rozkaz swojej
przyjaciółce, która zdezorientowana zaczęła cofać się do bramy
spoglądając to na Severusa, to na Hermionę. Była niepewna czy
powinna odchodzić.
-
Ani mi się waż dalej ruszyć kochana. - Daumie zagroził swoje
byłej przełożonej różdżką, jednak Severus stanął pomiędzy
nimi. - I sądzisz, że mnie zatrzymasz?
Therland
zmienił się w mgiełkę i chciał przejść przez Severusa z
wyciągniętą różdżką, ale ten nagle uderzył go zaciśniętą
pięścią w twarz. Daumie upadł zszokowany na posadzkę i spojrzał
na Severusa, albo raczej różdżkę, którą Snape celował w
Therlanda.
-
Żegnaj. - Odparł, a po jego policzku pociekła samotna łza pełna
goryczy i złości na samego siebie. - Avada Kadavra.
Przed
Severusem znów leżał trup z niedowierzającymi, szeroko otwartymi
oczami.
-
Severusie, a Hermiona?! Przecież on...
-
Uspokój się. Nic jej nie jest. - Przerwał jej w pół słowa.
Otarł łzę i ostatni raz spojrzał na martwe ciało.
Nie
ważne jakim gnojem się stał. Ważne, że nim się nie urodził.
Więc i jemu należy się chociaż jedna łza pożałowania.
-
Jak to... - Minerva jednak drążyła temat.
-
Później. Teraz idź do Lucjusza. Ja poślę po Dracona i zaraz do
was dołączę.
Wbiegł
szybko do budynku, w którym szalała już bitwa. Widział, jak
poraniony Lucjusz wytrwale zmaga się z Camelem i drugim, wciąż
zamaskowanym śmierciożercą. Identyczną sytuację miała Minerva.
Na ziemi leżał jeden ze śmierciożerców, jak Severus
przypuszczał, martwy. Zbliżył się jak najszybciej do Minervy i z
odległości pięciu metrów wycelował w jednego ze śmierciożerców.
-
Avada Kadavra.
Wiedział,
że jest to zabronione. Ale nie mógł się powstrzymać. Był
zdecydowany zabić wszystkich, którzy chcieli mu odebrać
przyjaciół. Może to hipokryzja, może postępuje niesłusznie. Ale
każdy walczy o swoje, skoro już do tej walki doszło, a Severus
nauczył się zabijać z zimną krwią już dawno.
Drugi
ze śmierciożerców odwrócił się w jego stronę, a Minerva
postąpiła... Identycznie. Zabiła tego człowieka Avadą nie dając
mu najmniejszych szans na przeżycie.
-
Snape! - Usłyszał warknięcie od strony Camela, który właśnie
uderzył z łokcia Lucjusza.
Nie
rozmyślał długo. Wycelował, ale chcąc uważać na przyjaciela
krzyknął jedynie "Impedimento", które uniknęło celu i
trafiło w obraz wiszący na ścianie. Camel próbował teraz uciec w stronę kuchni, ale Severus mu na to nie pozwolił.
-
Ava....
-
Avada Kadavra! - Usłyszał za plecami i zobaczył, jak Camel upada
na ziemię martwy. Spojrzał na sprawcę tego zajścia i ujrzał
czerwonego ze złości Dracona.
-
Ładnie. - Skomentował, ale tamten wycelował kolejny raz. Tym razem
na ostatniego ze śmierciożerców, który jednak padł zanim
ktokolwiek zdążył wypowiedzieć zaklęcie. Lucjusz przeszył go na
wylot ukrytym w swojej lasce sztyletem.
-
Lucjusz, wszystko w porządku? - Podbiegła do niego Minerva i
złapała za twarz, a potem rękę z której wściekle ciekła krew.
-
To nic. Nie przejmuj się. - Delikatnie się do niej uśmiechnął. -
Co się stało, co oni tu robili?
-
Wróćmy do Hogwartu, opatrzmy cię i wszystko wytłumaczę.
*** *** ***
Hejoh.
Tak wiem, ten też nie dorównuje poprzednim i w ogóle zły i nie dobry....
Eh, no życie no.
Liczę na komentarz :*
Pozdrawiam
B.
poniedziałek, 18 grudnia 2017
Rozdział XII
Draco
był całkowicie zdezorientowany. Z jednej strony wiedział, że jest
to możliwe, by jego ojciec chrzestny zakochał się w gryfonce. Ba!
Nawet podejrzewał, że tak się stanie. Ale nie sądził, że
nastanie to tak szybko. Dodatkowo Hermiona zażarcie spierała się z
nim, że są jedynie znajomymi, bo pomogli sobie i znaleźli jako
taki wspólny język. Ale nie spodziewał się, że ten język będzie
dosłownie JĘZYKIEM.
-
Ale... Jak?! Kiedy wy się zeszliście?! - Zapytał lekko
pokrzykując.
-
Przyhamuj chłopcze, nie zeszliśmy się. - Severus powrócił do
swojej skwaszonej miny i zasiadł przy biurku.
-
Jak to nie? Przecież przed chwilą pocałowałeś Hermionę! -
Oskarżycielsko wskazał palcem na dziewczynę, w której oczach
nagle zobaczył smutek przeplatany ze zrozumieniem.
-
Spokojnie, Draco. To co jest między mną, a profesorem... Chyba nie
można tego nazwać związkiem. Raczej... - Rozpoczęła, ale nie
skończyła. Wyglądała, jakby bała się określić ich relacje.
-
Romans. - Dokończył za nią z ogromną ilością negatywnych uczuć
Severus. Mieszała się w nim złość, irytacja, wstyd i zawód. Nie
chciał, by tak to ujmowali, a z drugiej strony sam do tego
doprowadził.
-
Romans? Wujek, czyś ty zwariował? Masz ROMANS z uczennicą? Z
Hermioną?! Przecież o to cię posądzał Weasley, a czego ty się
mocno wypierałeś. A teraz co? Jeszcze bym zrozumiał, że się
zakochałeś i wielka miłość, ale romans? A
co na to powie McGonagall?
-
Tym piernikiem się nie przejmuje. Ja się bardziej o Lucjusza
martwię. - Ciężko wypuścił powietrze.
-
Ojcem? Przecież to Minerwa może cię wylać z roboty. - Wciąż
patrzył na chrzestnego gniewnie. Zaraz po swojej wypowiedzi Hermiona
się delikatnie roześmiała i podeszła do biurka. Usiadła na nim i
zaczęła machać nogami.
-
Dyrektorka akurat święta sama nie jest, zrozumie. - Obawy Dracona
rozbawiły dziewczynę.
-
Chwila, moment, co ma znaczyć, że święta nie jest? - Wtrącił
się Severus.
-
Oh, to pan nic nie wie? Myślałam, że jesteście najlepszymi
przyjaciółmi. - Znów się roześmiała.
-
Ja też tak myślałem, więc gadaj mi tu zaraz o co chodzi.
-
Nie mogę profesorze. - Uśmiechnęła się do niego podstępnie.
-
Granger! - Rozpoczął groźnie.
-
Nie odbiegajcie od tematu! -
Tą jakże uroczą wymianę
zdań przerwał im nie kto inny jak Dracon. - To
wy mi wytłumaczcie co ma znaczyć wasz romans! Nie mam nic
przeciwko, bądźcie szczęśliwi i tak dalej, ale...
-
Draco, jakby cię to naprawdę denerwowało. Co, czyżby wiewiórka
się piekliła, bo coś podejrzewa? Bo mnie nie lubi? - Snape powoli
zaczął się irytować przez zachowanie swojego chrześniaka.
-
Bo boi się, że skrzywdzisz Hermione. Nie obraź się, wuju, ale ja
również się o to boję. Mów sobie co chcesz, ale znam cię tak
samo dobrze jak McGonagall. Chociażbyś nie wiem jak kochał to
potrafisz zranić jak nikt inny. Najlepszym przykładem jest Lili.
-
Wynocha! Nie chce cię widzieć na oczy! - Snape gwałtownie wstał
przewracając przy tym krzesło. Cały był czerwony i szczerzył
niebezpiecznie zęby.
-
Widzisz? Niby Hermiona, przekonałeś się do niej, pociąga cię,
ale nie potrafisz zapomnieć o Evans. I nic tu nie da gadanie o tym,
że stara miłość nie rdzewieje, jak to mawiają mugole. Jakbyś
chciał, to byś naprawdę zapomniał o Potterowej. Ale nie, ty
uparcie się męczysz!
-
Nie masz o niczym pojęcia! Jesteś dzieciakiem, nie wiesz jak to
jest...
- Nie wiem. Ale wiem, co bym zrobił, gdybym był na twoim miejscu. Kim
jest dla ciebie Hermiona, skoro wciąż kochasz Lili? - Draco był
spokojny w przeciwieństwie do Snape, który ciskał pioruny w stronę
chrześniaka.
-
A kim może być dla takiego starucha jak ja młoda dziewucha!NIKIM
więcej jak tylko kochanką! - Severus wycedził przez zęby słowa
tak wyraźnie i głośno, że zawisły one na dłuższą chwilę w
pomieszczeniu.
Draco
stał z obwiniającą miną nie mogąc uwierzyć, że jego ojciec
chrzestny mógł powiedzieć coś tak przykrego przy Hermionie. Ta
zaś, chodź była świadomo podejścia swojego Mistrza Eliksirów do
ich relacji nie mogła powstrzymać gromadzących się pod powiekami
łez. Bolała ją myśl, że Ginny mogła mieć rację, że dnem jest
on, Severus. Natomiast winny tej atmosfery wciąż w ogromnym gniewie
nie potrafił sobie uświadomić, co właśnie powiedział i kogo
skrzywdził najbardziej.
W
pomieszczeniu znajdowała się jeszcze jedna osoba, stojąca tuż
przy drzwiach. Przysłuchiwała się i przyglądała całej scenie ze
smutkiem i lekkim niedowierzaniem. Kręciła głową ze
zrezygnowaniem i gdy emocje nie opadły z Severusa, a nikt nie raczył
się odezwać postanowiła uświadomić przyjaciela o jego błędzie.
-
Jesteś skończonym idiotą Severusie. - Odezwała się
niespodziewanie, co zdezorientowało pozostałych, którzy
natychmiast spojrzeli na nią.
-
Minerva? Co ty tu... - Rozpoczął Severus, do którego powoli
dochodziły fakty.
-
Wiem, że jesteś trudnym człowiekiem. Ostrzegałam Hermionę przed
twoim naprawdę skomplikowanym charakterem. Ale sądziłam, że
potrafisz uczyć się na błędach. Pomyliłam się, jak widzać.
Cisza
była tak nieprzejemna, że Draco wraz Hermioną wyszli z gabinetu
Severusa beznajmniejszego słowa. Mężczyzna nie zatrzymywał ich, a
kobieta stwierdziła, że tak będzie lepiej.
-
Szkoda mi cię Severusie.
-
To nie jest moja wina! - Krzyknął na swoją pracodawczynie
podnosząc krzesło i siadając na nim, po czym zakrył twarz w
dłoniach.
-
A czyja? Nie potrafisz uwierzyć we własne szczęscie. Chciałabym
cię teraz wesprzeć, bo jesteś moim przyjacielem. Ale na własne
życzenie sprawiasz sobie krzywdę i nie chcesz przyznać się jak
bardzo cię to boli. Nie mówię, byś się zmienił Severusie, ale
mógłbyś rozumieć to co dobre, nie tylko to co złe.
Nie
wiedział co ma myśleć. Stał na Wieży Astronomicznej przyglądając
się ledwo emanującym gwiazdą. Minerva miała całkowitą racje -
krzywdzi siebie. Ale najbardziej bolał go fakt, że krzywdzi
Hermionę. Z resztą, to nie tak miało być. Nie chciał jej
krzywdzić. Po prostu nie chciał się spieszyć. Tak, to wszystko
było winą Dracona, który musiał wszystko postawić na cienkim
włosku. Wszystko było dobrze dopóki ten mały blondyn nie wtrącił
się między nich. Nawet nie minął tydzień, a on musiał wszystko
zepsuć!
Przestań
obwiniać innych, to przecież tylko i wyłącznie twoja wina Sev.
-
To nie moja wina! - krzyczał na swoje Serce.
Twoja
głąbie! Nie umiesz docenić...
-
Nic nie umiem docenić! Jestem złem, czystym złem!
Gdybyś
nim był, to nie miałbyś wyrzutów sumienia względem Lili.
-
To co innego!
Czyżby?
Po prostu boisz się, że Lili będzie ci miała to za złe, to, że
chcesz o niej zapomnieć.
-
No i co z tego!? Daj mi święty spokój! - wykłócał się, miał
dość swojego serca, chciał je wyszarpać z ciała i zniszczyć.
Ona
nie żyje! Nawet, jak ją Tam spotkasz, to będzie na ciebie zła, że
nie pozwoliłeś sobie na szczęście!
-
Odwal się!
Ty
debilu! Wyrzucasz wszystkich, którzy chcą dla ciebie dobrze, bo
osiągnięcie szczęścia jest tudne. Jesteś tchórzem!
-
Nie jestem tchórzem!
-
Jesteś.
Spojrzał
w stronę schodów przestraszony, iż znów zaatakuje go Maska. Lekki
wiatr owiewał jego twarz. W ciemnościach dostrzegł długie blond
włosy, które wiatr zdawał się omijać. Mężczyzna zaczął się
powoli kierować w stronę czarnowłosego co chwilę stukając o
posadzkę swoją laską zakończoną głąwą węża.
-
Lucjusz, co cię tu sprowadza?
-
Ty, przyjacielu. Minerva wysłała do mnie patronusa i poinformowała
o zaistaniałej sytuacji. - Zakomunikował Malfoy.
-
Oh, a postać Naczelnego Postrachu Hogwartu jest tak ciekawa i
depresja smarkatej gryfonki poważna, że trzeba było natychmiast tu
przychodzić. Dramatyzujecie wszyscy! - Zironizował. Wstydził się,
musiał przyznać, że wstydził się przed Lucjuszem. Zawsze dawał
swojemu przyjacielowi przykład i rady, pomagał. To on był oparciem
dla blondyna, a teraz wstydził się przyznać, że sam potrzebuje
wsparcia.
-
Owszem, bo jesteś moim przyjacielem.
-
Śmieszne. Najlepiej będzie, jak postąpisz podobnie do Minervy i po
prostu zrezygnujesz z tej przyjaźni. - Zawarczał czując ból w
klatce piersiowej.
Tracił
wszystkich, których kochał.
Tracił
ich momentalnie. Dracona, Hermionę, Minervę i... Lucjusza. Tylko
ich miał na tym świecie, tylko dla nich chciał żyć, a teraz
wystarczyło jedno głupie zdanie i tracił ich. Miał ochotę się
rozpłakać, czuł, jakby powietrze napierało na niego, jakby było
jego klatką z której nie potrafi się wydostać. Cierpienie,
którego nie da się znieść, a jedyne o czym marzył, to śmierć.
W takich momentach nie potrzebne są tortury, cruciatus, miażdzenie
palcy, biczowanie – wystarczy być bezsilnym względem własnej
głupoty. Bo Severus nie potrafił poradzić sobie z głupotą. Był
idiotą, wiedział to, ale nie potrafił tego zmienić. Wszystkie złe
cechy nagromadzone przez lata tak mocno oplotły wszystkie zmysły,
że nie potrafił się z nich wydostać. I nie myślał już jak
sobie pomóc. Nastał moment, w którym nie wytrzymał, rozpłakał
się histerycznie. Upadł na ziemię i złapał się za pierś.
Przestrzeń zakłócił przeraźliwy wrzesk. Już nie myślał jak
żyć, myślał jak umrzeć.
Nagle
poczuł, jak na jego ściśniętej do granic możliwości dłoni
przyłożonej przy piersi pojawia się ciepło. Spojrzał z
przeraźliwym bólem na Lucjusza, ale ten był nie wzruszony. Oparł
więc czoło na ramieniu przyjaciela i wciąż płakał i szarpał za
pierś, jednak tym razem jego dłoń była przytrzymywana przez
Lucjusza. Blondyn upuścił swą laskę po czym objął drugim
ramieniem Snape. Kiedy ten powoli zaczął tracić siły na krzyk i
płacz, a jego pięść zaczęła się rozluźniać i w powietrzu
słychać było tylko ciche pojękiwanie Lucjusz całkowicie objął
przyjaciela i zacisnął najmocniej jak potrafił w objęciu.
Zaczerpnął głęboko powietrza i zacisnął powieki.
-
NIGDY CIĘ NIE ZOSTAWIMY!!! - Wykrzyczał najgłośniej jak potrafił
na co Severus rozpłakał się na nowo, chociaż już ciszej.
-
Ale M-minerva... I D-draco... Oni... - Zaczął się jąkać.
-
A myślisz, że dlaczego posłali po mnie? Jesteś głupi Sev, ale
jesteś najdroższym przyjacielem każdego z nas.
Przez
kolejną godzinę klęczeli na wieży astronimicznej, a Severus cicho
łkał. Oboje rozmyślali. Do Severusa dotarły w końcu słowa
wszystkich jego bliskich. Minerva, chodź miała racje, to nie mówiła
tego po to, by po prostu znów go wyzwać. Przecież chciała mu
pokazać jaki jest, a jaki może być, byleby chciał i próbował.
Draco – przecież on tylko chciał go uświadomić, ostrzec, by
uważał na siebie i Hermionę, by mogli być szczęśliwi. A
Lucjusz... Tylko on był w stanie drobną ilością słów uświadomić
mu, że przecież jest jeszcze szansa, jest możliwość, by wszystko
naprawić. Bo oni wszyscy w przeciwieństwie do niego mają otwarte
serca, dobre i gorące.
Lucjusz
był przerażony całą sytuacją. Jeszcze nigdy nie staną przed
takim wyzwaniem. Zawsze to Severus był tym odważnym, pewnym siebie,
rozważnym i mądrzejszym. To przecież on pomagał mu zawsze w
podjęciu decyzji, nigdy nie było na odwrót. Prawdę mówiąc,
Lucjusz czuł, jakby to Severus był jego przyjacielem, ale on
przyjacielem Severusa nie. Czuł mu się zawsze niepotrzebny, jak
kula u nogi. Poczucie winy, że wykorzystuje Severusa doskwierała mu
zawsze, gdy tylko prosił o coś Mistrza Eliksirów. Gdy do jego
sypialni wpadł patronus Minervy obwieszczając, że Severus jest
załamany oraz, że tylko Lucjusz będzie w stanie mu pomóc zerwał
się natymist z fotela, złapał za swoją laskę i teleportował się
do Hogwartu. Szybko porozmawiał z Minervą, Draconem i Hermioną,
których znalazł w gabinecie Minervy, bo do komnat Severusa nie mógł
się dostać, i wiedział już o całej sytuacji. Najbardziej był
zdziwiony dziewczyną, która wyznała mu, że czuje się winna stanu
swojego profesora! Obwinia się pomimo, że winnym jest tu Severus.
To była kobieta zdecydowanie dla tego głąba, ale musiał mu to
jakoś uświadomić. Bał się jednak, że jego spontaniczne
(aczkolwiek szczere) zachowanie z przed chwili sprawi, że Severus
daruje sobie wszystko i wszystkich, nie będzie chciał ich znać.
Miał jednak cień nadzieji, dlatego klęczał wraz z wtulonym i
rozpaczającym Severusem na zimnej posadzce.
-
Lucjusz... - Rozpoczął nauczyciel pociągając nosem. - Ja... ją
chyba kocham...
Przez
moment panowała cisza.
-
To dobrze, jest ciebie warta. - Odparł blondyn uśmiechając się
lekko pod nosem.
-
Ale boję się, przecież ją krzywdzę.
-
Krzywdzisz, to prawda. Tylko widzisz, Hermiona tak tego nie odbiera.
- Rozpoczął delikatnie tłumaczyć przyjacielowi. Miał ogromną
nadzieję, że uda mu się pomóc w tej sytuacji.
-
Skąd możesz wiedzieć? - Spojrzał na Malfoya zbolałymi oczami.
-
Bo z nią rozmawiałem. Wiesz, to ona czuje się winna tej sytuacji.
-
Głupota! - wrzasnął.
-
Być może, ale tak jest.
Severus
zerwał się nagle i podszedł znów do krawędzi wieży. Jedną rękę
założył za plecy, a drugą zaczął drapać się po brodzie.
Lucjusz nie odważył się do niego podejść. Złapał jedynie za
laskę, wstał i oparł się na martwym wężu. Z niepewnością
wciąż patrzył na przyjaciela, który długie minuty stał i
rozmyślał. Dopiero ciche kroki uświadomiły go, że naprawdę
minęło już dużo czasu. Zanim obrócił się w stronę schodów
zauważył jedynie jak Severus zerka delikatnie przez ramię.
Minerva,
która starała się jak najciszej wejść na wieżę nawet nie
zauważyła, że Severus spogląda na nią z obawą i lekkim
podenerwowaniem. Podeszła powoli do Lucjusza, który wpatrywał się
w nią odkąd tylko pojawiła się na najwyższym piętrze.
-
I jak? - spytała szeptem, co oczywiście również nie umknęło
uwadzę byłego szpiega.
-
Chyba dobrze – odparł również szeptając Lucjusz po czym
podrapał się po głowie. - Ale znasz Severusa, trudno przewidzieć
jak zareaguje w większym odstępie czasu.
Dyrektorka
jedynie pokiwała głową, po czym odwróciła się i poszła. Gdy
Lucjusz znów spojrzał na Mistrza Eliksirów ten stał już przy
nim. Pomimo delikatnego strachu, jaki pojawił się w Malfoyu nie
okazał go on.
-
Pomożesz mi. – Severus odezwał się niespodziewnie.
Lucjusz
nie wahał się ani chwili, nie myślał też co chce zrobić jego
przyjaciel, ale wiedział, – Widział to w jego oczach – że tym
razem przyjaciel nie będzie żałował.
-
Co mam zrobić?
Zeszli
z wieży astronomicznej i podążyli prosto do gabinetu McGonagall.
Lucjusz był przerażony, ale jego uczucia były niczym względem
skrywanego strachu Mistrza Eliksirów. Severus grzecznie zapukał do
drzwi, a usłyszawszy głośne, zachrypnięte "proszę"
wkroczył do gabinetu niczym arystokrata z podniesioną głową.
Skłonił się trójce swoich przyjaciół oglądając ich niepewność
wymalowaną na twarzach. Odchrząknął w zaciśniętą pięść i
podszedł do Hermiony, która patrzyła się na niego ze smutkiem.
-
Proszę mi wybaczyć, panno Granger moje karygodne zachowanie.
Potraktowałem pannę jak nic nie znaczącą zabawkę, co było z
mojej strony nieodpowiednie, jednakże doszłem do wniosku iż
relacja, jaka nas łączyła był niestosowna, dlatego też pragnę
ją w tym momencie i przy świadkach zakończyć i ogłosić, iż
oszalałem pozwalając sobie na taką nieodpowiedzialność względem
swojej uczennicy i obiecuję pannie, a także tobie, Minervo – Tu
skierował delikatnie głowę w stronę McGonagall. - że już nigdy
nie pozwolę sobie na taką niesubordynację jak romans uczennicy z
nauczycielem. Zrozumiem również, jak nie będzie mnie panna chciała
znać. Dotrzymam obietnicy douczennia panny do egzaminów z
eliksirów, jednakże odbędzie się to w formie wygodnej dla panny.
Po
zakończeniu monologu wszyscy (oczywiście bez Lucjusza) przyglądali
mu się z jeszcze większym zdumieniem i smutkiem, a Hermiona nie
mogąc poradzić sobie ze łzami pozwoliła im spływać swobodnie po
policzkach.
Jesteś
podły.
Severus
jednak nie odpowiedział na zaczepkę swojego serca, gdyż wiedział,
że jego słowa nie mają takiego przesłania, jakie mogłyby mieć.
Hermiona
przymknęła oczy, podniosła wysoko głowę i wypięła pierś
dumnie po czym załęła świdrować pewnym wzrokiem swojego
profesora.
-
Rozumiem, profesorze Snape i szanuję pana decyzję. Liczę jednak,
że nie będziemy traktować się jak wrogowie czy też obcy sobie
ludzię. - Severus był zaskoczony jej siłą, jaką nabyła w
przeciągu ostatnich paru miesięcy.
-
Naturalnie panno Granger. Nasze relacje pozostaną na etapie
nauczyciela i ucznia.
*** *** ***
Ostrzegałam, że jest dość krótki.... No i biegnie już swoim torem....
Ale nikt mi jeszcze nie dał znać co ma być w wakacje :c Smutno mi D:
Dziękuję za poświęcony czas
Pozdrawiam
B.
Subskrybuj:
Posty (Atom)